Zakazana pasja

plakat filmu Zakazana pasja

Equilibrium to film o tym, co nas czeka, jeśli Liga Polskich Rodzin dojdzie do władzy. W Librii - społeczeństwie przyszłości, które przetrwało III wojnę światową, winą za wszelkie konflikty obarczono zdolność człowieka do uczuć. Wszelkim ich przejawom wydano więc bezwzględną walkę. Społeczeństwo kontrolowane jest za pomocą niewielkim dawek uspokajającego środka o nazwie Prozium. Na czele oddziałów zwalczających hołdujących sentymentom (czyt. nie chcących mnożyć się i pracować na chwałę "Ojca, który jest prawem") Uczuciowców stoją Klerycy - perfekcyjni tropiciele i bezwzględni zabójcy. Ścigają zakochanych, artystów, niszczą obrazy, rzeźby, książki - wszystko co mogłoby wywołać radość, wzruszenie, zakręcić łzę w oku. Główny bohater, będący jednym z najwyższych rangą Kleryków, na skutek różnych sytuacji (śmierć żony, przyjaciela, pies, kobieta, widok za oknem - twórcy zadbali o więcej niż podstawowy zestaw motywów) odkrywa w sobie niezmierzone pokłady uczuć. Zamiast infiltrować środowisko rebeliantów, postanawia się do nich przyłączyć.
Reżyser filmu nie wstydzi się klisz, wszak książki palili Ray Bradbury i Francois Truffaut (powieść oraz film Farenheit 451), a obrazy społeczeństwa totalitarnego trudno zliczyć (na czele z 1984 oraz Matriksem, na podobieństwo którego ubrano bohaterów Equilibrium), kawałki te jednak zszywa z sobą z zręcznością niepełnosprawnej praktykantki robótek ręcznych. W związku z tym prezentowana intryga dostarcza rozrywki średniorozgarniętemu widzowi jedynie wówczas, gdy bawi go, iż potrafi zgadnąć, co wydarzy się w ciągu najbliższych 10-15 minut filmu. Zaskakuje natomiast wiara twórców w intelektualną kondycję jednostki ludzkiej. Reżyser zakłada, iż w przyszłości znajdą się ludzie gotowi oddać życie za Mona Lizę, wiersze Yeatsa i muzykę Beethovena. Obserwując współczesnych widzów amerykańskich filmów, odnosi się raczej wrażenie, że nie poznaliby sztuki, nawet gdyby ta ugryzła ich w tylną część ciała. I w dobie kultu ekstatycznej rozkoszy sentymentów wcale nie trzeba tępić Prozackiem... przepraszam Prozium... ani policyjną pałką. Przecież skutecznie wybija ją z głowy jednostajny rytm techno.
Optymizmu pozostaje więc reżyserowi pozazdrościć - choć charakteryzacja Uczuciowców na czeczeńskich partyzantów i ostatnia scena, w której rebelianci z pianą na ustach wdzierają się do pałacu dyktatora strzelając do czego popadnie jakoś nie pozwala w nich dostrzec bojowników sztuki lecz raczej spragnione koryta dzieci rewolucji.
Film można jednak odczytać nie tylko jako obraz totalitaryzmu jako takiego, ale jako krytykę współczesnej istytucji kościoła. I tu oczekiwałbym interwencji posłów LPR. Wszak publiczne oczernianie instytucji kleryka, krytyka nieomylności najwyższej władzy, postać "Ojca, który jest prawem", a który ostatecznie okazuje się wirtualnym tworem i przede wszystkim niezrozumiała PASJA sztuki nakazują bliższe przyjrzenie się filmowi. A gdyby coś okazało się na rzeczy...

ps. zapomniałem wspomnieć, że symbolem Librii jest równoramienny krzyż...


blog comments powered by Disqus