Szampon w garść i ... do ataku.

Autor: Damia

Pamiętam, jak swego czasu warszawskie chodniki pokrywało graffiti z tajemniczą, choć wesołą buźką o trzech oczach i napisie „nadchodzi ewolucja”. Wówczas nie miałam bladego pojęcia czego ono dotyczy. Do czasu, gdy niedawno ten sam znaczek uśmiechnął się do mnie ze sklepowej półki i dodatkowo zachęcił przystępną ceną. Po krótkim namyśle chwyciłam pudełko z nadzieją, że może tu znajdę odpowiedź na dręczące ludzkość pytanie: O co właściwie chodzi z tą całą ewolucją? Oto czego się dowiedziałam ...

„Na początku był”… Ira Kane i Harry Block, dwóch nauczycieli z Liceum w Glenn Canyon, wykładających biologię i geologię. Zostają wezwani do zbadania meteoru, który przebił się do okolicznych jaskiń. Zdarzenie nie wydaje się początkowo niczym niezwykłym, gdyż tego rodzaju „kamyczki” dość często spadają na naszą planetę. Jednak na miejscu obaj panowie odkrywają, iż ten obiekt jest inny od wszystkich. W pobranych próbkach znajdują się żywe organizmy, które tylko z pozoru przypominają te, żyjące na naszej planecie.
Podekscytowani Ira i Harry postanawiają ukryć ten fakt przed światem do czasu ukończenia badań. Mają nadzieję, że ich wyniki zapewnią im rozgłos i ugruntują ich pozycję wśród naukowców. Niestety nie wszystko idzie po ich myśli. Kosmiczne żyjątka nie zamierzają długo czekać i z godziny na godziny przechodzą na coraz to wyższy poziom rozwoju. Wówczas o całej sprawie dowiaduje się wojsko i bez większych skrupułów przejmuje kontrolę nad badaniami. Panów Kane’a i Blocka całkowicie odsunięto od badań, co znacznie zmniejsza ich szanse na zdobycie Nobla.
Czy nieprzewidziane okoliczności powstrzymają naukowców przed dalszą pracą? Czy z kolei wojskowym uda się powstrzymać rozpoczętą ewolucję obcych organizmów, które najwyraźniej postanowiły na dobre osiedlić na naszej planecie? I na koniec najważniejsze – czy Head & Shoulders jest równie skuteczny w walce z kosmitami, co z łupieżem ?

Film reżyserował Ivan Reitman, twórca mi. in.: Ghost Busters. Tym razem skręcił sympatyczny film o pogromcach kosmitów. Podobnie jak w Pogromcach duchów mamy do czynienia z naukowcami i armią lekkomyślnych niedowiarków. Na tym kończą się podobieństwa. Ewolucja bowiem nie bawi aż tak bardzo, nie straszy, rzadko też zaskakuje. Aktorzy wydają się być dobrani w jakiś szczególny sposób: albo odgrywają role w których się już sprawdzili, albo - przeciwnie – w ogóle nie mieli do czynienia z podobnym gatunkiem filmu. Skutkiem jest brak świeżości i bliżej nieokreślona ciężkość, która sprawia, że zastanawiamy się nad tym co też w wyświetlanym obrazku nie pasuje. Z drugiej jednak strony Ewolucja nie dłuży się i nie jest zbyt skomplikowana. Miejscami doprowadza też do śmiechu, więc czas poświęcony na jej obejrzenie nie będzie do końca zmarnowany.

Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie doświadczymy zdziwienia. Dla wielu osób sporym szokiem będzie pojawienie się Davida Duchovnego w roli Dr. Kane’a. Co prawda aktor nie evolution1raz zetknął się z kosmitami grając w Archiwum X, to jednak z komedią nie miał jak dotąd przyjemności. Czy się sprawdził? Cóż, wydaje się być nie co sztywny, choć z drugiej strony nie próbuje na siłę rozbawiać widzów, co należy zaliczyć mu na plus. Odgrywana przez niego postać to poważny naukowiec, który w pogoni za ideami i chęcią pomocy innym troszkę się zagalopował i zapomniał, że czasem królikami doświadczalnymi są zwykli ludzie – a ci nie są tak wyrozumiali jak bezmyślne zwierzątka. Pojawienie się meteorytu i związanego z nim odkrycia miało zrehabilitować go w oczach kolegów z naukowego światka i wyciągnąć z małomiasteczkowego liceum, gdzie „odpokutowywał” dawne grzechy.
W tej sytuacji rola swoistego klauna przypadła partnerowi Duchovnego - Orlando Jonesowi, który wcielił się w postać geologa i trenera damskiej drużyny siatkarskiej , Harrego Blocka. Jego bohater beztrosko podchodzi do wykonywanego zawodu. Swoim zachowaniem przypomina Eikichi Onizukę z filmu Great Teacher Onizuka (anime GTO), który postanowił zająć się nauczycielstwem by mieć częstszy kontakt z ładniutkim dziewczynkami w spódniczkach mini. Block uznał jednak, że badania nad kosmicznymi organizmami mogłoby znacznie ubarwić jego resume, nie mówiąc już o ewentualnych profitach finansowych, które umożliwiłyby mu zajęcie się trenerstwem na poważnie. Jest to niezwykle zabawna postać, którą Orlando Jones – aktor bądź co bądź mało znany – przedstawił bardzo przekonująco. Jak się dłużej zastanowić, to podobne role najlepiej wychodzą czarnoskórym aktorom. Mówię o tym nie bez powodu. Bowiem podobny duet do tego, który stworzyli Duchovny i Jones w Ewolucji, widzieliśmy chociażby w Men in Black, gdzie poważnemu Tommy Lee Jonesowi przyszło „użerać się” z lekkoduchem Willem Smith’em. Czyżby nasuwające się podobieństwo było zamierzonym działaniem reżysera?
Również pojawienie się Seanna Williama Scotta (Stifler w American Pie) i Teda Levine’a (Kpt. Leland Stottlemeyer w Detektyw Monk) nie wydaje się przypadkowe. Wcześniejsze doświadczenia obu Panów znacznie ułatwiły im wcielenie się w odgrywane przez nich postacie, dzięki czemu zyskały one na wiarygodności i mogą spełnić oczekiwania widzów. Czego nie można powiedzieć o grze Juliane Moore - znanej przede wszystkim z poważnych kreacji aktorskich (Godziny, Magnolia). W Ewolucji wcieliła się w postać niezdarnej pani doktor współpracującej z wojskowymi władzami. Jej „potknięcia” wydają się być naciągane i sztuczne. Nie ratują jej nawet zabawne dialogi.

Film jest o kosmitach, więc gdzie ci kosmici? Tutaj pojawiają się stosunkowo rzadko. Twórcy nie popisali się zbytnio wyobraźnią, bowiem większość przedstawicieli obcego gatunku jest doevolucja2 złudzenia podobna do naszej ziemskiej fauny. Z jednej strony wydaje się to dość rozsądnym rozwiązaniem, bowiem większość widzów wie co nieco o naszej biologii, więc łatwiej zrozumie istotę ewolucji. Lecz co wybredniejsi, woleliby zobaczyć niesamowite efekty, niespotykane i wymyślne stworzenia. Tak czy inaczej specjaliści od efektów specjalnych choć, wysilać się nie musieli to zaprezentowali nam kilka zgrabnie „zmodyfikowanych” zwierzątek, a że Ewolucja miała być komedią pokusili się o przedstawienie nowych gatunków z lekkim przymrużeniem oka. I tak na ekranie będziemy mogli podziwiać człekokształtną małpę w kolorze morskiego lazuru oraz dino-smoki (tylko takie określenie przychodzi mi na myśl) terroryzujących - do niedawna spokojny - stan Arizona.
Nasuwa się więc pytanie: czy kosmici stanowią jedynie tło do historii o walce człowieka o przetrwanie czy też, pretekst do stworzenia skutecznej reklamy środka przeciwłupieżowego?

I tu przechodzimy do sedna sprawy. Fakt pojawienia się znanego na światowym rynku szamponu do włosów może skutecznie zniechęcić widza do oglądanie tegoż filmu. Ostatnio wiele producentów posuwa się do „przemycania” spotów reklamowych w swoich dziełach. Wystarczy wspomnieć takie pozycje jak: Ja, robot z Willem Smith’em czy Terminal z Tomem Hanksem. Widzowie wychodzą z kina z niesmakiem w ustach, nie myśląc nawet o treści obejrzanego przed chwilą filmu. Większość mediów Ewolucję zaliczyła właśnie do tego typu produkcji. A szkoda. Reżyser wykorzystując banalny wręcz sposób na likwidację problemu kosmitów wydaje się wyśmiewać nowoczesne metody przedstawiane nam w innych filmach o podobnej tematyce. Dlaczego tylko nowoczesna technika miałaby być panaceum na najeźdźców z innej planety? Reitman pokazał, że równie skuteczną broń można znaleźć na sklepowej półce. Użycie znanego na świecie produktu wydaje się w tym przypadku bardziej przekonujące, niż gdyby użyto szamponu o nazwie „XYZ”.

Kolejne dzieło Ivana Retmana nie jest może wybitnym tworem. Fabuła opiera się na znanym motywie: kilku amerykańskich bohaterów walczących z niespodziewanym atakiem przybyszów z kosmosu. Został on jednak potraktowany z przymrużeniem oka. Bowiem w Ewolucji nie mamy do czynienia z potężnymi maszynami, z którymi najprawdopodobniej nie poradziłaby sobie nasza ziemska technika., lecz ze zwykłymi żyjątkami. A że rosły szybko... Cóż, każdy żywy organizm najpierw stara się bronić, by przetrwać, dopiero potem próbuje dominować.
Pomysł wykorzystania szamponu, jako skutecznej broni przeciw kosmitom jest może banalny i śmieszny, jednak wielu ludzi przekonało się pewnie nie raz, że najprostsze rozwiązania są najczęściej najbardziej skuteczne.
Jeśli tak spojrzymy na ten właśnie film, to oglądając go można się nawet całkiem nieźle bawić.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus