Wszędobylska nuda

plakat filmu Wszędobylska nuda

Nie każdą dobrą książkę można przerobić na dobry film. W poniżej opisanym przypadku udało się to jednak wyśmienicie. Niewiele brakowało jednak, by książka Williama Petera Blatty Egzorcysta nie ujrzała światła dziennego. Pewnego razu autor wygrał 10.000$ w teleturnieju " You Bet Your Life" i zapytany, na co przeznaczy nagrodę, odpowiedział, że "napisze książkę". Strach pomyśleć, że gdyby Blatty nie zdobył tej nagrody, wielkie dzieło zarówno literackie, jak i filmowe, mogłoby się nie ukazać. Blatty zainspirowany historią rzekomo opętanego w latach czterdziestych chłopca, napisał powieść o jakże pokrewnym temacie. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kino grozy zdominowane było przez tanie filmy traktujące najczęściej o różnej maści monstrach, odcinaniu kończyn, tak więc, gdy Blatty otrzymał od Warner Bros. propozycję ekranizacji jego książki, obawiając się o jakość obrazu i wypaczenie jego idei, sam wybrał Williama Friedkina na reżysera. Wybór był, jak się później okazało, wyśmienity, a film został przez ówczesną krytykę obdarzony etykietką "najstraszniejszego obrazu wszechczasów". Dziś Egzorcysta może wydać się co niektórym nieco archaiczny i powolny, lecz wtedy był to prawdziwy dynamit. Prawdziwe, czy też nie, prasa pisała o przypadkach omdleń oraz niekontrolowanych wymiotów na salach kinowych, bądź też ucieczek z seansu. Faktem jest jednak, że Friedkin poruszył dość drażliwy, religijny temat, którego powagę wzmagała na przykład obecność na planie prawdziwego księdza, Williama O'Malley'a, który wcielił się w rolę Ojca Dyer'a. Niewiele brakowało również, by jako Ojciec Karras wystąpił nie kto inny, jak Jack Nicholson, lecz w rezultacie rola trafiła do Jason'a Miller'a. Z innych "aktorskich" ciekawostek - w jednej ze scen, Ellen Burstyn zostaje odrzucona od łóżka swej filmowej córki, w skutek czego doznała ona stałego urazu kręgosłupa. Scena ta jest obecna w filmie, a krzyk aktorki jest prawdziwą oznaką bólu. Nie trzeba dodawać, że Egzorcysta odniósł całkiem pokaźny sukces, doczekał się dwóch sequeli i prequela.

Z całej masy kontunuacji tylko trzecia część, oparty na powieści Blatty'ego Legion zasługuje na uwagę. Egzorcysta 2: Heretyk został niemiłosiernie zniszczony zarówno przez krytykę, jak i fanów pierwszej części. "Dwójka" opowiada o wydarzeniach mających miejsce w cztery lata po akcji znanej z Egzorcysty, gdy Ojciec Lamont próbuje odgadnąć przyczynę śmierci Ojca Merrina i opętania Regan. Film jest tak słaby, że nawet jego reżyser, John Boorman próbował usunąć swoje nazwisko z napisów końcowych. Nie pomogła nawet znakomita rola Lindy Blair. O wiele lepsza była wspomniana już część trzecia, która zupełnie ignorowała wydarzenia przedstawione w Heretyku. Jej mocnym punktem jest kreacja Jasona Millera, jako opętanego Ojca Karrasa. Film jednak nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego. 14 lat czekaliśmy na kolejnego Egzorcystę. Czy było warto?

Akcja obrazu Renny'ego Harlina Egzorcysta: Początek, ma miejsce po drugiej wojnie światowej, 25 lat przed wydarzeniami przedstawionymi w oryginale. Po całkiem interesującym początku, otrzymujemy film mierny. Nie jest on nawet przeciętny, mimo wysiłków Stellana Skarsgarda, całkiem dobrze radzącego sobie z rolą młodego Merrina. Nie uświadczycie tu ani ciekawej historii, ani dawki adrenaliny, a tego oczekujemy po porządnym filmie grozy, noszącym na dodatek tak miło kojarzący się tytuł. Jednego jednak nam reżyser nieposkąpił: nudy. Jest ona doprawdy wszędobylska i z niecierpliwością czekamy na koniec filmu. Przy ekranie nie jest w stanie utrzymać nas nawet rodzima gwiazdeczka, Izabela Scorupco, choć jej kreację można zaliczyć do udanych. Jeśli miałbym już wymienić jakieś dobre strony tego filmu, to oprócz roli Skarsgarda, byłyby to zdjęcia, które momentami świetnie oddają pustynny klimat Afryki.

Reżyser nie zafundował nam ponad to praktycznie niczego, kręcąc film słaby i nieciekawy. Lepszą opcją niż spędzenie czasu nad jego "dziełem" jest próba poczekania na pierwotną wersję filmu, wyreżyserowaną przez Paula Schradera, którego efekt końcowy jest o niebo lepszy od obrazu Harlina. Panom ze studia Morgan Creek nie spodobał się jednak Schrader i wymienili go na Harlina właśnie, który od podstaw nakręcił zupełnie nowy film, nie pozostawiając nic z materiału stworzonego przez ekipę Schradera. Jak duży był to błąd, można się przekonać oglądając opisywany tu obraz. Harlin częstuje nas trywialną opowiastką o demonach, opętaniu i osobistych kłopotach ojca Merrina, co jednak jest mało przekonywujące. Więc zamiast inwestować w bilet do kina, lepiej będzie uzbroić się w cierpliwość i poczekać na pojawienie się w kinach obrazu Schradera, który producent, skruszony finansową klapą filmu Harlina, postanowił pokazać jednak widowni.


blog comments powered by Disqus