"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" - dwugłos recenzencki na temat filmu

Englishman in New York 

Wszyscy wiedzą kim jest Harry Potter i J. K. Rowling, nic więc w tym dziwnego, że Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to jedna z najgorętszych premier filmowych tego roku. Pirjo trochę narzeka, jednak Mateusz jest zachwycony nowym obrazem Davida Yatesa. Gorąco zachęcamy do zapoznania się z ich szalenie ciekawą dyskusją na temat filmu.

Mateusz: Wychowałem się na książkach o przygodach Harry’ego Pottera. Pamiętam jak dziś zarywane noce, nieprzerwane godziny czytania i ekscytację, jaką wywoływały u mnie premiery kolejnych książek. Podobnie było z filmami, choć David Yates kilka z nich zepsuł. Czy również poczułaś pewną pustkę po premierze drugiej części Insygniów Śmierci, kiedy ten magiczny świat już na zawsze miał pozostać zamknięty? Niezwykle miłą niespodzianką okazała się być informacja o planowanych przez Yatesa i Rowling Fantastycznych zwierzętach i jak je znaleźć. Twórcy znaleźli wytrych do ponownego wejścia do świata czarodziejów, robiąc to w sposób wyjątkowo przemyślany. Opowiedzieli historię Newta Scamandera, rozgrywającą się 70 lat przed wydarzeniami z Harry’ego Pottera, dzięki czemu udało się im zachować świeżość (zamiast kolejnego odgrzewanego kotleta typu przygody wnuków popularnego bohatera) oraz znacznie poszerzyć Potterversum poprzez przeniesienia filmowych wydarzeń do Stanów Zjednoczonych. Nowi bohaterowie, jeszcze więcej magii, fantastyczne i różnorodne zwierzęta, zbieranie Pokemonów i magiczny klimat. Czy potrzeba nam  do szczęścia czegoś więcej? Jak Tobie spodobała koncepcja filmu?

Pirjo: Koncepcja filmu jest dobra i słuszna. Ja też należę do pokolenia, które wystawało nocą pod Empikiem, żeby dorwać w wygłodniałe łapki kolejną część przygód „małego czarodzieja”, a potem wytrwale śledziło ekranowe przygody – choć filmy mniej mi się podobały od książek, brakowało im błyskotliwego języka i humoru oryginału. Wiadomość o kontynuacji ucieszyła mnie, bo miałam wrażenie, że wbrew wcześniejszym zapewnieniom J.K. Rowling nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w temacie Potterverse. Ten świat jest z założenia bogaty i pełen możliwości, dlatego w Fantastycznych zwierzętach szczególnie odpowiada mi „ekspandujące uniwersum” – niby wiedzieliśmy, że szkoły magii istnieją także na innych kontynentach, i że istniały już dawno, dawno temu, ale czym innym jest słyszeć lub przeczytać, a czym innym – zobaczyć. Wizyta w Nowym Jorku  w latach dwudziestych to pożądane odświeżenie znajomej i kochanej stylistyki. Taka amerykańska Narnia! Dobrze, że zaczynamy zupełnie nową opowieść, że nie jest to bezpośredni prequel do przygód Harry’ego P. Najfajniejszym aspektem Zwierząt jest dla mnie to, że nie opierają się o żadne znane nam książki, bo książkowy odpowiednik to w tym kontekście zaledwie szkic. Nie wiemy co się wydarzy, a raczej wiemy to tylko w bardzo ogólnym zarysie. W stworzeniu scenariusza maczała palce sama J.K. i pewnie dlatego film wydaje mi się literacki, jak rozpoczęcie sagi – pojawia się dużo wątków pobocznych, co do których nie mam pojęcia, czy docelowo będą mieć znaczenie. Postacie takie jak ojciec senatora, grany przez Jona Voighta oraz jego dwaj synowie są w tym filmie zupełnie zbędne i wydają się nas prowadzić na scenariuszowe mielizny i manowce – no chyba że okażą się istotne w kolejnych częściach! Przez obecność Eddiego Redmayna film, choć toczący się w Stanach, ma w sobie ogromnie dużo brytyjskości. I uroku! Być może największą przyjemność sprawiały mi podczas seansu drobne detale, jak serwetki  fruwające przy zastawianiu stołu czy parasol wyczarowany z różdżki. Te właśnie sprytne pomysły czynią świat J.K. Rowling swojskim i ujmującym, bez względu na to kiedy i gdzie spotykamy bohaterów. Czyli – podoba mi się zarówno zamysł jak i jego „egzekucja” – od ogółu do szczegółu. Z pewnością mogę określić ten film jako dobry i obiecujący, zapraszający nas do zgłębienia i pokochania kolejnej odsłony magicznego świata. Nie wiem jednak, czy jest wybitny?

Mateusz: Faktycznie niewątpliwą zaletą filmu jest uniezależnienie fabuły od książki, dzięki czemu zaprezentowana przez twórców historia stanowi dla nas pewien element zaskoczenia, a Nowy Jork i lokalni czarodzieje wprowadzają do świata Rowling powiew świeżości. Odnosimy wrażenie, że obserwujemy zupełnie nowy świat, choć Yates “naszprycował”  swój film całą masą easter eggów. Szukanie ich stanowidodatkową rozrywkę dla fanów, a przede wszystkim wiąże Fantastyczne zwierzęta z Potterversum. Czy zauważyłaś, w jakim domu w Hogwarcie mieszkał Newt, albo kto nosił naszyjnik z symbolem Insygniów Śmierci? Mam natomiast pewien problem z mieliznami fabularnymi, ponieważ kilkakrotnie odnosiłem wrażenie, że scenariusz jest nieco ograniczony, a film równie dobrze mógłby skupić się na samym łapaniu Pokemonów, ups, Fantastycznych Zwierząt. Luki fabularne wypełniane są natomiast wątkami, wprowadzającymi potencjalnie ważnych dla serii bohaterów, co szczególnie razi mnie w kontekście zaprezentowania widzom Grindewalda, uznawanego za jednego z najpotężniejszych czarodziejów. Dlaczego dał się złapać w tak banalny sposób? Szkoda, bo Deppa uwielbiam od Piratów, a w tym przypadku jego epizod pozbawiony został fajerwerków. A właśnie, pytałem Cię, co sądzisz o obsadzeniu gwiazdora w tej roli? Przypadł Ci do gustu? Bardzo podobał mi się za to Eddie Redmayne, który wreszcie wyrwał się z nieco złego nawyku powielania kreacji Stephena Hawkinga. Jego postać jest intrygująca i magnetyczna, stanowi dla mnie połączenie Indiany Jones (kina nowej przygody) i Doktora Who (pod względem charakterystyki postaci). Przyznam Ci się, że Eddie od dziś jest moim faworytem do zagrania kolejnej reinkarnacji Władcy Czasu, ponieważ przypomina mi swoją charakterystyczną brytyjskością oraz stylem gry aktorskiej Davida Tennanta. Podoba Ci się koncepcja zaangażowanie Redmayne’a jako Doktora?

Pirjo: Ciekawy koncept, sama bym na to nie wpadła – jak każdy fan mam swoich kandydatów do roli Doktora Who, a Eddie nie jest jednym z nich. Ale to temat na inną dyskusję. Zgadzam się, że typ postaci jest podobny – roztrzepany idealista, ratujący świat i zagrożone wymarciem stworzenia. Redmayne dobrze sobie z tą postacią radzi, jest wiarygodny i sympatyczny.

Napiszę może od razu, że dla mnie gwiazdą przykuwającą uwagę był w tym filmie jednak nie Eddie, a Ezra Miller, czyli nasz nowy wielkoekranowy Flash. Bardzo lubię tego aktora, i jego purytańskie, udręczone, mroczne wcielenie zrobiło na mnie spore wrażenie. Credence Barebone to postać prosta i dlatego wyrazista, i jej zrozumienie jest dla filmu kluczowe. Od razu zarzut – nie wiem, czy zauważyłeś, ale zło lęgnie się u J.K. z reguły w niskich warstwach społecznych. Tu jest podobnie. A przecież patologia i zbrodnia nie muszą się łączyć z „nizinami”. Niezbyt podoba mi się taka protekcjonalna refleksja nad światem. Popieram za to przekaz ekologiczny. Wiesz, koncept, że wszystkie magiczne stworzenia są zagrożone, trzeba je zatem czule ukrywać, ratować,  trzeba się nimi opiekować – bo one nie wiedzą przecież, że nie należy przebywać na zewnątrz, że świat zdominowany przez ludzi może być dla nich niebezpieczny. Zbyt łatwo jest je uznać za „bestie”, bać się ich, i nie próbować nawet zrozumieć ich natury. Chcieć zniszczyć. A tymczasem prawdziwa bestialskość może tkwić w każdym z nas, lub być nam narzucona. Można ją hodować w sercu, jak Credence hodował obskurusa. Wyparta natura staje się „zwierzątkiem”. Bestią. Ciekawe, prawda? Centralna dla filmu idea ma sporo sensu i te „dwie strony monety” ładnie się moim zdaniem sklejają. Człowiek, nawet mag  - potrafi być bestialski. Można wykluczyć pewną grupę poza nawias społeczny, jak się tu dzieje z ekstremistami domagającymi się Nowego Salem i z menażerią Newta. Można dosłownie wyprzeć magiczne predyspozycje, co próbuje uczynić Credence. Można udawać, że się jest kimś zupełnie innym, by w ukryciu dążyć do własnych celów, jak diaboliczny Gellert Gridelwald, postać która też chowa przed światem prawdziwą twarz. J.K. mówiła nieraz w wywiadach,  że temat niesłusznego piętnowania, szkalowania, tworzącego nierówności i wiodącego ku okrucieństwom przypinania łatek jest jej bardzo bliski. Dotyka ją to, jak łatwo można z kogoś zrobić potwora, „kozła ofiarnego” i z drugiej strony, jak prosto potwór może kroczyć między nami, jako wilk w owczej skórze, nie wzbudzając podejrzeń. A Ty, co sądzisz o idei obscurusów? I co na to wszystko Zygmunt Freud? :D

Mateusz: Flash jest dla mnie tylko jeden i jest nim… Grant Gustin. Innych nie uznaje :P Niemniej, Ezra to bardzo utalentowany aktor, który jeszcze nie raz nas zaskoczy. Credence to chyba najlepiej napisana w tym filmie postać. Jest niezwykle intrygujący, mroczny i nieco przerażający, jednak przyciąga empatię widza. Nie zgodzę się z Tobą, że zło w Fantastycznych zwierzętach rodzi się w niższych warstwach społecznych (nie będziemy spoilerować, choć niektórzy użytkownicy Internetu przesadzają z polityką antyspoilerową. Czytałem ostatnio komentarz pewnego usera, że on czeka na wydania Blu-ray tego obrazu i nie życzy sobie zdradzania na forum jakiejkolwiek informacji na temat produkcji. A może należałoby dla niego czasowo zamknąć Internet?). Credence to bohater tragiczny, oszukany, niezrozumiany, samotny i opuszczony. Niepokojący jest dla mnie nieco pedofilski wątek z jego udziałem. Nikogo przecież ostatecznie nie skrzywdził, a może uważasz inaczej? Bardzo zainteresowało mnie natomiast ukazanie kulisów konfliktu czarodziejów z mugolami, a przede wszystkim zaprezentowanie ekstremistów, takich jak Nowi Salemczycy. Zaczynamy zadawać sobie pytanie: czy ideologia i wojna Grindewalda nie ma jednak głębszego sensu? Może to właśnie świat magii powinien wyjść z ukrycia, podobnie jak X-meni? Zauważyłaś, że jego działania to coś więcej niż w przypadku Voldemorta? Wydaje mi się, że to bardzo rozwojowy wątek, który będzie stanowić oś fabularną kontynuacji Fantastycznych zwierząt. Wątek nierówności był już mocno eksponowany w Harrym Potterze, dlatego zupełnie nie zaskoczyło mnie to w nowym obrazie Yatesa. Zdecydowanie ciekawsza jest dla mnie idea obscurusów, będących nadzwyczaj mroczną i nieokiełznaną siłą (choć nie angażowałbym tu Freuda :)). Przypomina mi to wątek smoków z Gry o tron, równie morderczych, co nieposkromionych. Oj, bardzo poważna zrobiła się ta nasza dyskusja, dlatego może porozmawiajmy o wizualnej stronie produkcji?

Pirjo: Oj tak, pomówmy może o samych magicznych i fantastycznych zwierzętach – bo ja mam wrażenie, że było ich za mało w stosunku do oczekiwań, są w końcu w tytule! Chyba że miałam zbyt wyśrubowane oczekiwania? Ale te stworzonka, które poznaliśmy, wydały mi się słodkie i dobrze przemyślane. Demimoz jest niewidzialny, gdy się czuje zagrożony (też bym tak chciała umieć!), więc trudno go pokazać. Z jego sierści tworzy się wszak słynne w uniwersum Pottera peleryny-niewidki. Przyznam, że ogromnie mnie rozczulił, kiedy go już zobaczyliśmy, szczególnie gdy biegał z torebką jak Teletubiś albo, nie przymierzając, włochata Mama Muminka! Oswojony Nieśmiałek Pickett mieszkający w butonierce Newta też jest absolutnym słodziakiem (czy to możliwe, że mają z Grootem wspólnych krewnych?). Niffler (Niuchacz) to w filmie skrzyżowanie sroki i dziobaka, spryciarz i kombinator, któremu nie można się oprzeć. Po drugiej stronie mamy stworzenia epickie i groźne, takie jak choćby Ptak gromu imieniem Frank. Thunderbird zachowuje się zgodnie ze swoją naturą i z pogodą, wzbudzając we mnie podobne emocje co kiedyś hipogryfy lub feniks – czyli lęk, szacunek i wzruszenie. Magiczny nosorożec, choć powinien być bardzo groźny, szczególnie w rui, staje się zrozumiały i zabawny przez wzięcie udziału w dziwnym tańcu godowym. I napastuje hipopotama w zoo! Najbardziej trafionym – w kinie! - pomysłem jest jednak zmiennokształtne zwierzę magicznie dostosowujące się do rozmiaru dostępnej przestrzeni, czyli Occamy. Sekwencja z próbą złapania go należy do najlepszych, najładniejszych i najbardziej dynamicznych scen. Ach, no i jeszcze swooping evil, czyli licho w akcji! Naprawdę, tyle się swojego czasu naczytałam o tych wszystkich stworkach, że zobaczyć je na własne oczy było przyjemnością. Czy Tobie też się podobały? Tego oczekiwałeś?

Mateusz: Pewnie, że mi się podobały. Byłem zachwycony tym niezwykłym światem w walizce Newta. To jedna z najpiękniejszych scen w filmie, wizualne arcydzieło, pełne wspaniałych i różnorodnych stworzeń, które niemal z miejsca rozczulą każdego widza. Zauważyłaś, że każde z tych zwierząt zostało obdarzone ludzkimi cechami i słabościami? Twórcy chcieli zapewne pokazać nam, że wcale nie jesteśmy od nich lepsi, a pod wieloma względami przypominamy takie stworki. Nie możemy zapomnieć jednak o proekologicznym przesłaniu obrazu, eksponowanym monologami głównego bohatera. Żaden obraz z Potterversum jeszcze nigdy nie był tak blisko przyrody, wskazując naszym pociechom pozytywne wzorce postępowania i postrzegania natury i zwierząt. Wracając do zaprezentowanych fantastycznych zwierząt, to nie mogę się zdecydować, który stworek bardziej przypadł mi do gustu, Niuchacz (cudowny kleptoman) czy Pickett i jego przezabawne relację z Newtem. Czy ten pierwszy  nie skojarzył Ci się pod względem wizualnym z Psaidakiem z Pokemonów? Podobnie jak Ty, jestem nieco rozczarowany ograniczeniem przez twórców przygodowego wątku poszukiwania uciekających bohaterowi zwierząt (to było tak piękne, że mogło trwać w nieskończoność), zwłaszcza na rzecz usilnego zaprezentowania przyszłego konfliktu pomiędzy Grindewaldem a Dumbledorem. Przechodząc powoli do finału naszej dyskusji, co sądzisz o nowych bohaterach? Wiem, że pokochałaś Credence’a! 

Pirjo: Cały czas jeszcze obracam w myślach najlepsze motywy z filmu. Co sądzisz o bohaterach, czy mają szansę dorównać uczniom Hogwartu? Jak już pisałam, serce skradł mi Kredens ;). Newt Scamander także dobrze się spisuje, wzbudzając sympatię widzów – w tym moją. To czarodziej z misją, ideowiec. Dostaliśmy wątek polski – w postaci Jakuba Kowalskiego i jego wyśmienitych, jak podejrzewam, pączków. Fajne są też siostry Goldstein i dynamika między nimi – postawienie rodzeństwa w głównej osi opowieści to doskonały pomysł. Tina jest chłopczycą, ubiera się prosto i minimalistycznie, skromnie i praktycznie. Owszem, czasem zdarza się jej kierować emocjami, i to sprawiło że straciła posadę aurorki, ale generalnie jest głosem rozsądku. Dzielone cechy charakteru, jak moralny kompas oraz empatia – przyciągają ją do Newta. Z kolei Queenie jest roztrzepana, dziewczęca, kolorowa, otulona w futerka, muśliny, falbanki, z ułożonymi starannie loczkami – esencja słodyczy, ale też wrażliwości i troski. Obie są bohaterkami akcji i liczę, że je jeszcze w tej akcji zobaczymy. Potrzebuję takich właśnie heroin, szczególnie Tiny. Z drugiej strony – Graves oraz wcielający się w niego Colin Farrell nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia, był jakiś taki bezbarwny. To samo dotyczy pani prezydent Magicznego Kongresu i całej MACUSY. Okej, klimaty prohibicji kleją się z epoką, stroje są piękne, wnętrza stylowe, ale polityczny aspekt filmu mógł być poprowadzony mniej banalnie. Ron Perlman niewystarczająco się „przejawiał” w postaci Gnarlacka, ostał się z niego chyba tylko głos. Dlatego co do obsady serialu mam ambiwalentne uczucia. A Ty?

Mateusz: Odnoszę dziwne wrażenie, że Rowling zachowała status quo bohaterów w uniwersum Pottera. Newt przypomina mi Harry’ego. Jest równie ambitny, zmotywowany i ukierunkowany na przeżycie niezwykłych przygód. Podobnie jest z Tiną i Jacobem, będących nowymi/starymi wersjami przemądrzałej i konsekwentnej Hermiony oraz głupiego i zabawnego Rona. Zmienia się zatem nazwa filmu, jednak charakterystyka postaci pozostała raczej bez zmian. Nie kupuje za to koncepcji słodkiej idiotki Queeni, będącej dziwnym zbitkiem pseudo-uroczej Ginny Weasley z naszą Mariolką. Niedopracowany jest również wątek jej uczucia do Jacoba, przejaskrawiony i ewidentnie sklecony w pośpiechu. Mam także bardzo mieszane uczucia co do występu Farrella, ponownie wyjątkowo nieciekawego i nijakiego, a może aktor nie “poczuł” tego filmu i zagrał na autopilocie? Pani prezydent i MACUSA były równie intrygujące, co randka z idiotką. Powiem szczerze, że musiała okazać się dla mnie wyjątkowo nieciekawa, skoro nawet nie pamiętam jej imienia. Uwielbiam natomiast Rona Perlamana i jego zbyt krótki epizod wyróżniał się charakterystycznym klimatem gangsterki w czasach prohibicji w USA. Nie zgodzę się z Tobą, że Perlman niewystarczająco się „przejawiał”, nawet wygląd jego postaci przypominał nam niezbyt urodziwego aktora. Rozmawiając o aktorach, przypomniałem sobie, że miałem Cię zapytać jeszcze, czy masz jakiegoś swojego faworyta do zagrania Dumbledora?

Pirjo: Ciekawe pytanie, musiałabym się mocno zastanowić. Na pewno ktoś charyzmatyczny! Ale zanim coś wymyślę, słowem podsumowania chciałabym napisać, że z filmem, o którym tu rozmawiamy jest kilka problemów. Jednym z nich jest rozwarstwienie klimatu – z jednej strony lekka, pełna gagów afera ze zwierzątkami, przypominająca nastrojem pierwsze tomy przygód Harrego, a z drugiej mrok, przemoc, cierpienie i akcje jak z ostatnich, najdoroślejszych części. Wątek manipulowania młodym chłopcem (Credence) przez starszego mężczyznę (Graves) wydaje mi się mocno niepokojący, szczególnie dla młodego widza. Drugi problem to wspomniane już przeze mnie urwane, niepotrzebne w obrębie tej fabuły wątki i postacie. Owszem, może okaże się, że mają sens w kontekście całej serii, ale na razie nie mają sensu i odbijają się na odbiorze filmu. Bawiłam się dobrze, ale nie jestem zachwycona. W szkolnej skali ocen dałabym filmowi solidną czwórkę.

Mateusz: Jestem bardzo zadowolony z seansu Fantastycznych zwierząt, które intrygują, olśniewają wizualnie, pobudzają nas do myślenia i przede wszystkim pozwoliły nam wrócić do świata Harry’ego Pottera. Dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem po filmie Yatesa, pomimo pewnych braków i mielizn fabularnych. Urywane wątki w pełni akceptuję, gdyż wiem, że prowadzą do czegoś większego i stanowią przede wszystkim wstęp do dalszych wydarzeń. Skoro podjęłaś się oceny w skali 1-6, to ja z czystym sumieniem daje solidne 4+, czyli było lepiej niż dobrze, jednak do ideału jeszcze trochę brakuje. Niemniej, przygody Newta to pozycja obowiązkowa dla każdego fana twórczości J.K. Rowling!

Korekta: Aleksandra Wierzbińska

 


blog comments powered by Disqus