"Fear the Walking Dead" - recenzja odcinka 2x09

Znamy śmierć. Nie zagraża nam

Początek dziewiątego odcinka serialu Fear the Walking Dead pt. Los Muertos to na pewno rzut na głęboką wodę. Wodę obietnic, które niekoniecznie zasmakują widzom.

Na pierwsze fragmenty składa się poświęcenie i dalsza wariacja wokół kultu umarłych (o czym wspominałem w recenzji Fear the Walking Dead 2x08 – link). Dla Nicka (Frank Dillane) jest to może zaskoczenie, dla widzów – niekoniecznie. Tego typu zabieg był do przewidzenia. Całość zostaje wyjaśniona w dalszej części, podczas rozmowy z Lucianą (Danay Garcia) i Alejandro (Paul Calderon). Odcinek ten balansuje między wydarzeniami rozgrywającymi się w kolonii (założonej w pewnym mieście) i tym, co dzieje się u pozostałych bohaterów – w opuszczonym (podobno) hotelu. Jak to bywa z próbami przetrwania – poszukiwania wody i jedzenia są najważniejsze. Na drugim miejscu oczywiście należy omijać żywe trupy i – co pokazały pierwsze odcinki drugiego sezonu – także innych ocalałych. Tym trudniej jest mi zrozumieć zachowanie Madison (Kim Dickens) i Stranda (Colman Domingo), którzy zamiast pomóc Alicii i Ofelii w zbiórce zapasów, zaglądają do barku i serwują sobie drinki. Nerwy mogą puścić każdemu po tym, co się działo w wilii, ale bez przesady! Za rogiem może czaić się szwędacz, ale martini z oliwką nie może czekać.

Bohaterowie, mimo położenia, w jakim się znaleźli, potrafią wspominać rzeczy z przeszłości, np. kiedy Ofelia mówi o nieudanym związku, Strand zdradza swoje sposoby na podrywanie, a Madison opowiada o byłym mężu. Jest to ludzki i zrozumiały odruch, co w The Walking Dead spotykaliśmy nagminnie. Niestety, alkohol musi zrobić swoje i apogeum głupoty pojawia się przy scenie z fortepianem. To jeden z tych momentów, w których widz poważnie kwestionuje racjonalność i inteligencję głównych bohaterów. Fani serialu Żywe trupy na pewno pamiętają sformułowanie, które krąży po portalach społecznościowych: „Tu nie ma logiki, to po prostu The Walking Dead”. Po wybranych scenach z odcinka pt. Los Muertos (2x09), spin-off powinien także zostać dopisany do w/w sentencji.

Pochwały należą się scenarzystom za wątek przywódcy (Alejandro Edda) i jego ludzi z supermarketu. Miejmy nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z gangiem. Natomiast zebranie wspólnoty z miasteczka i przemówienie Alejandro wróżą gotową tragedię, jaką prawdopodobnie szykują nam twórcy. Tylko czekać, kiedy kolejny raj zamieni się w piekło.

Odcinek ten rozczarowuje jednak na całej linii. Zarówno pod kątem losów bohaterów, jak i wydarzeń. Cieszy trochę fakt, że wprowadzane są nowe postaci i grupy. Jednak zachowania niektórych są niedorzeczne nawet jak na zombie apokalipsę.

Korekta: Michał "Osti" Ostiak


blog comments powered by Disqus