"Found Footage 3D" – recenzja filmu

To tylko film 

Found footage to bez wątpienia jeden z najbardziej popularnych gatunków (a może chwytów?) filmowych. Od 1999 roku (wraz z premierą Blair Witch Project) fascynuje pokolenia twórców, widzów i teoretyków. Sprawdza się z różnym skutkiem zarówno w horrorach, produkcjach sci-fi czy nawet w komediach. Dlatego projekt Stevena DeGennaro pt. Found Footage 3D miał być po prostu kolejnym obrazem w myśl tej techniki. Prawda okazała się na szczęście zupełnie inna.

Ekipa filmowa z zadufanym w sobie Derekiem (w tej roli Carter Roy) zamierza nakręcić pierwszy w historii horror w technice found footage (amatorskie nagranie, odnalezione po tajemniczym wypadku czy zniknięciu bohaterów – przyp. red.). Dodatkowo, także w 3D dzięki dwóm specjalnym kamerom. Akcja Spectre of Death ma rozgrywać się w nawiedzonym domu, w którym wiele lat temu wujek bohaterki zamordował swoją żonę. Gwiazdami produkcji mają być wspomniany Derek oraz piękna i ambitna Amy (Alena von Stroheim). W grupie realizatorów znajdują się także: reżyser Thomas (Tom Saporito), dźwiękowiec Carl (Scott Allen Perry), konsultantka Lily (Jessica Perrin) i operator Mark (Chris O'Brien). Ten ostatni spełnia kluczową rolę, ponieważ kręci dodatkowe materiały z planu, montując the making of. Pech chciał, że lokalizacja nagrywanego filmu jest naprawdę nawiedzona, a coś powoli zaczyna wykańczać bohaterów.

Twórcy Spectre of Death porwali się na coś, co dotychczas nie zdarzyło się w tym nurcie – mianowicie, stworzenie materiału w technice trójwymiarowej w myśl, że ma to być owy odnaleziony dokument. Nie spodziewając się nadchodzącego zła i ignorując jego pierwsze oznaki, postanawiają kontynuować pracę. Gwarantuję, że jako fani (czy też antyfani) f.f. zakochacie się w Found Footage 3D. Steven DeGennero świetnie uplótł wątki, dając także pewien pstryczek w stronę tego filmowego gatunku. Na szczęście nie jest to żenujący, amerykański humor rodem z Nawiedzonego domu czy 30 nocy paranormalnej aktywności z opętaną przez diabła dziewczyną z tatuażem. Twórcy skrupulatnie wytykają wady i zalety charakterystycznego stylu kręcenia tego typu filmów, robiąc chociażby uwagi do tradycyjnego zabijania wszystkich bohaterów oraz dokonując trafnego spostrzeżenia, że mimo powstania mnóstwa f.f., tylko dwa okazały się naprawdę dobre – w tym pierwszy, sprzed 15 lat (ewidentne oczko puszczone w stronę Blair Witch Project). 

Czuć wręcz, że Found Footage 3D zostało nakręcone od fanów dla fanów. Zarówno f.f., jak i samego kina grozy. Punktem zwrotnym jest na pewno wizyta na planie blogera Scotta Wisenberga z Fearnet.com (w tej roli występuje sam Wisenberg), który ma napisać artykuł o powstającej produkcji. Dziennikarz, który na co dzień pisze wiele o horrorach pokazuje w filmie swój dystans, angażując się w udział w Found Footage 3D

Przy tym horrorze z wywarzoną ilością żartów, mnóstwem aluzji i drwin czeka Was świetna rozrywka. Dajcie się porwać naprawdę dobrej zabawie.

korekta: osti


blog comments powered by Disqus