Jak "Impossible" to tylko w Estonii

plakat filmu Jak "Impossible" to tylko w Estonii

Zwariowana estońska animacja 007 przygód Franka & Wendy wpisuje się w ogólnoświatowy trend historyjek, których motywem przewodnim jest przetwarzanie współczesnej kultury masowej, a ostrze satyry nosi zabarwienie antyglobalistyczne. W quasiserialowej konwecji (siedem 10-minutowych odcinków) mamy okazję prześledzić przygody amerykańkich agentów na placówce w Europie Środkowej. Brzydcy, brudni i głupi - są całkowitym przeciwieństwem atakujących nas na co dzień z siłą wodospadu wszelkiej maści superbohaterów. W swych Mission Impossible Frank i Wendy muszą oczywiście uratować świat przed knowaniami wrogich sił...

Autorzy filmu - Kaspar Jancis, Ülo Pikkov i Priit Tender - to postaci uznane w świecie animacji. Ich filmy zdobywają laury na wielu międzynarodowych festiwalach. W przypadku Przygód Franka i Wendy wyraźnie postanowili "odetchnąć" od poważniejszych projektów dając upust kipiącym w nich pomysłom.

Jak w przypadku wielu podobnych produkcji, nacisk położony jest tu głównie na dowcip, nie zaś warstwę wizualną filmu, która służy przede wszystkim jako forma przekazu a jej rodowodu należałoby szukać w undergroudowym komiksie lat 70. Niestety, mimo niezbyt imponującego metrażu (75 minut), film ogląda się w sposób "rwany". Brak silnego fabularnego kręgosłupa powoduje, iż serwowane nam dowcipy częściej nużą niż śmieszą, tym bardziej, że kilka całkiem błyskotliwych pomysłów estońscy twórcy przepalatają całą masą dość przeciętnych gagów. Rzadko udaje im się wyjść poza krąg stereotypów: Amerykanie - idioci z nadwagą w każdej chwili gotowi nacisnąć guzik wystrzeliwujący rakiety o nazwie "Ręka Boga", producenci fastfoodów - kryptofaszyści korzystający z dobrodziejstw technologii do uzależnienia świata, Unia Europejska - bezmyślna maszyna urzędnicza pompująca pieniądze w najróżniejsze, nawet najbardziej absurdalne przedsięwzięcia. Do głosu dochodzą tu też narodowościowe animozje - granicząca z Estonią Łotwa to skrzyżowanie pustynii z dżunglą, a jej mieszkańcy jawią się jako banda kanibali żyjących w ziemnych jamach.

Imponować może natomiast fakt, że tej, zrealizowanej w Estonii, anarchizującej opowieści udało się trafić na rynek światowej dystrybucji. Patrząc na Franka & Wendy nie mogłem pozbyć się skojarzeń z naszym krajowym Kapitanem Europa autorstwa warszawskiej grupy Twożywo. Na tle Estończyków nasza rodzima produkcja wypada całkiem przyzwoicie. Dla porównania warto zajrzeć na www.kapitan.pl


blog comments powered by Disqus