O filmie "Frontiere(s)"

Frontiere(s)Zabójcza mieszanka "napadu, neonazistów i degeneratów" to niewątpliwie największy atut brutalnego thrillera o sile przetrwania Frontiere(s), nawiązującego do klasyka gatunku - Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Obraz Xaviera Gensa jest zakrwawioną rękawicą, rzuconą delikatnemu i snobistycznemu kinu francuskiemu. Twórcy liczą na wzbudzenie u widzów lęku, szoku, a nawet mdłości. Inspiracją dla reżysera były słynne powieści graficzne ("graphic novels") oraz popularne thrillery o przetrwaniu. Wierność formule gatunkowej posłużyła autorowi do ukazania analogii między światem przedstawionym a współczesnymi realiami. Młodzi odtwórcy głównych ról, jak również świetnie zapowiadający się reżyser Hitmana, gwarantują, że, podobnie jak było w przypadku Piły, kinomani o słabych nerwach jeszcze długo nie zapomną seansu Frontiere(s).

Produkcja

Frontiere(s) jest kolejnym, naturalnym etapem w karierze Xaviera Gensa, którego główną ambicją pozostaje zmiana oblicza kina francuskiego. Autor ma na koncie trzydzieści teledysków oraz liczne oferty nakręcenia wysokobudżetowych projektów dla amerykańskich studiów. Swój debiut fabularny postanowił jednak zrealizować bez nacisków producentów i ustępstw finansowych: "Chciałem nakręcić francuską wersję Wyzwolenia (Deliverence), co było niezwykle trudne, gdyż nawet uzyskując zgodę na jego realizację, nie mogłem zapiąć odpowiedniego budżetu. Takiego filmu nie da się nakręcić przy pomocy półśrodków. To policzek dla nudnego, przymilnego kina, a coś takiego może powstać tylko na pełnym gazie. Alexandre Aja i Eric Valette przetarli już szlak filmami Blady strach i Malefique, ale nie nastąpił żaden przełom. Nadeszła pora na film, który miałby widza znokautować. Razem z czterdziestoma członkami ekipy stworzyliśmy obraz, który przez ponad 100 minut będzie wyciskać z niego siódme poty. Wierzyliśmy, że coś takiego ma rację bytu we Francji i że takiej okazji nie można przegapić".

Frontiere(s) jest spełnieniem marzeń dla pokolenia fanów kina niepokornego, wręcz wywrotowego. "Wychowałem się na klasyce lat 80. - Mad Maksie, Conanie Barbarzyńcy - filmach Sama Raimiego i Petera Jacksona", twierdzi Gens. "Chciałem nawiązać do naturalistycznych obrazów tamtych lat. Mój debiut miał być wyznaniem miłości dla kina gatunkowego, w którym można przemycić własny pogląd na świat, tak jak uczynił to George Romero w Nocy żywych trupów. Nie wiedziałem, czy później uda mi się zrobić coś równie osobistego. Frontiere(s) mają wymowę polityczną, ściśle związaną ze światem współczesnym i nie traktujemy jej wyłącznie jako tła. Przygotowując oprawę wizualną, wzorowałem się na moim prywatnym panteonie: Verhoevenie, Raimim, Spielbergu i Scorsese".

Swoim mistrzom Gens dorównuje na pewno pod względem determinacji oraz braku zahamowań. Twórca nie kryje jednak podziwu dla kina spod znaku "trash", odrzuca natomiast wszelkie próby wartościowania filmów pod względem gatunków. "Jestem wierny tylko jednej regule: akcję należy podkręcać, tak aby nie schodzić z poziomu bliskiego zenitu, aż do fenomenalnej kulminacji".


blog comments powered by Disqus