Recenzja drugiego sezonu "Gry o tron"

Autor: Hagath

Gra o tron to serial HBO, który zadebiutował wiosną 2011 roku od razu zyskując rzesze wiernych fanów. Siedem krain Westeros i regiony za Wąskim Morzem to arena politycznych intryg oraz nieustanna walka o największe wpływy. Nic dziwnego, że wiele osób na stałe wsiąknęło w te fantastyczne realia. Na popularności zyskały również książki George’a R.R. Martina, na podstawie których toczy się akcja serialu. Po ogromnym sukcesie z 2011 roku Gra o tron dorobiła się drugiego sezonu, a już w przyszłym roku w HBO zostanie wyemitowany sezon trzeci.

Serial opowiada historię politycznej walki o władzę nad Westeros, które widzom i czytelnikom może bardzo przypominać średniowieczną Anglię. Państwo podzielone jest bowiem na siedem krain, każda z nich posiada własnego władcę. Wszystkie one zostały poddane jednemu monarsze zasiadającemu na Żelaznym Tronie w stolicy Westeros. Sam George R.R. Martin przyznaje również, że czerpał inspirację między innymi z historii Wojny Dwóch Róż. Drugi sezon serialu ukazuje sytuację po śmierci króla Roberta Baratheona. Niestety, pojawia się kilku pretendentów do tronu - jedni utrzymują, że są prawowitymi władcami, inni natomiast szukają zemsty. Wszystko to doprowadza do wybuchu wojny domowej. Nad krainą wiszą również inne niebezpieczeństwa. Na północy, za wielkim, lodowym murem dzicy zbierają swe siły. Ponadto poważne zagrożenie stanowią Biali Wędrowcy – zabójcze, lodowe istoty, które po tysiącach lat od ich zniknięcia zaczęto uważać za nic więcej jak element baśni dla dzieci. Tymczasem, w cieplejszych krajach za Wąskim Morzem potomkini obalonego przed kilkunastu laty króla Westeros, Daenerys Targaryen, szuka sojuszników zdolnych pomóc jej w odzyskaniu utraconego królestwa jej przodków.

Drugi sezon Gry o tron ponownie zachwyca różnorodnością pejzaży i postaci. Można by pomyśleć, że w pierwszym sezonie poznaliśmy najważniejszych bohaterów, a twórcy będą mogli skupić się na skomplikowanych intrygach. Nic bardziej mylnego. W drugim sezonie poznajemy kolejnych "graczy", którzy pragną zyskać na wojnie jak najwięcej. Najważniejsi z nich to Stannis Baratheon (starszy brat zmarłego Roberta), służący mu Davos oraz Melisandre. Trzeba przyznać, że postaci te dużo wnoszą do serialu, a także są dość dobrze zagrane. Najlepsze wrażenie robi Davos – były przemytnik solidnie doświadczony przez życie, wierny sługa i doradca Stannisa. Postać ta powinna przypaść do gustu fanom książek. W stosunku do Melisandre i Stannisa czytelnicy mogą mieć mieszane uczucia, ponieważ czerwonej kapłance chwilami brakuje trochę drapieżności, a Stannisowi jego słynnej surowości.

Nowymi postaciami są również dzicy za Murem, których poznajemy w kilku ostatnich odcinkach serialu. Każdy z wolnych ludzi (jak siebie nazywają mieszkańcy lodowych krain) prezentuje się po prostu świetnie. Z jednej strony zapewniają oni ciekawą akcję, z drugiej zaś bawią swoimi sarkastycznymi komentarzami. Rudowłosa Ygritte nie pozwala nam nawet na chwilę nudy. Reszta prognozuje naprawdę dobre widowisko w trzecim sezonie. Szczególnie korzystnie prezentuje się Lord Kości – jego charakteryzacja to istny majstersztyk.

Kolejnych bohaterów spotkamy również na Żelaznych Wyspach. Aktor grający Balona Greyjoya został wprost idealnie dobrany. Ojciec Theona jest surowy, zimny i wymagający. Niestety, fani sagi Martina mogą czuć się zawiedzeni postacią Yary (książkowej Ashy - imię zostało zmienione na potrzeby serialu). Postać tę ratuje jedynie dobry scenariusz. Yara to kobieta mdła, bez większej zawadiackości i pewności siebie.

Za jedną z najciekawszych postaci tego sezonu należy uznać pojawiającego się w życiu Aryi Stark Jaqena H’ghara. Dziewczynka uratowała mu życie, a w zamian za to otrzymała możliwość zakończenia żywota trzech dowolnych osób. Relacja, jaka łączy tych bohaterów jest bardzo dynamiczna oraz pełna czarnego humoru. Sceny, w  których mała Starkówna krzyczy na tak zabójczego człowieka i pogania do dokonania kolejnych mordów są po prostu niezapomniane.

Świetnie prezentuje się również postać Brienne. Nieatrakcyjna kobieta-rycerz, lepsza we władaniu mieczem od niejednego mężczyzny, a na pewno posiadająca zdecydowanie więcej honoru. Zarówno widzom, jak i czytelnikom Pieśni Lodu i Ognia powinna przypaść do gustu, ponieważ jest to, dosłownie, bardzo wyróżniająca się bohaterka. Brienne ma potencjał na zostanie jedną z najbardziej wyrazistych postaci przyszłego sezonu.

Należy poświęcić chwilę również tym postaciom i aktorom, których znamy z pierwszego sezonu. O Aryi Stark już wspomniałam. Młoda bohaterka prezentuje się kapitalnie i zapewni widzom wiele niezapomnianych wrażeń. Tyrion, grany przez nagrodzonego Złotym Globem Petera Dinklage’a, jest jak zwykle fenomenalny. Trzeba również docenić postać młodego króla Joffreya. Jeśli osoby czytająca sagę Martina już wtedy go nienawidziły, to teraz znienawidzą go jeszcze bardziej. Wydaje się, że aktor Jack Gleeson został po prostu stworzony do tej roli.

Najsłabiej wypada Kit Harrington w roli Jona Snow. Aktorowi brak większego talentu – wiecznie ma ten sam, zagubiony oraz niezbyt inteligentny wyraz twarzy. Ogromna szkoda, ponieważ postać ta stanowi ważny element fabuły ziem północy. Inni bracia z Nocnej Straży oraz dzicy z łatwością kradną mu wspólne sceny. Niekorzystnie wypada również nowy aktor grający Górę - Conana Stevensa zastąpił Ian Whyte. W pierwszym sezonie Gregor Clegane był brutalny, porywczy i przede wszystkim ogromny. Nowy Góra jest po prostu wysoki, natomiast brakuje mu muskularnej, krępej postury, co może razić niektórych widzów. Bardzo mieszane uczucia można mieć także dla postaci prostytutki Ros (Esme Bianco), którą producenci darzą ogromnym upodobaniem. Owszem, czasem przydaje się ona do ukazania w lepszy sposób charakteru innych, bardziej znaczących postaci. Niestety, na pewno wielu widzów wolałoby, żeby zamiast tego zostały lepiej rozwinięte inne, ważniejsze wątki, które zostały brutalnie skrócone ze względu na ograniczenia czasowe. Szczególnie, że postać ta nawet nie występowała w książkach Martina…

Twórcy produkcji podróżowali po całym świecie w poszukiwaniu najlepszych miejsc do pracy. Kręcenie w plenerze bardzo się opłaciło - widoki są po prostu przepiękne. Pod tym względem drugi sezon góruje nad pierwszym. Krajobrazy urozmaiciły serial i dodały mu rozmachu. Również zachowania aktorów stały się dzięki temu o wiele bardziej naturalne. Przykładowo, ponieważ sceny z Nocną Strażą były kręcone w mroźnej Islandii, nikt nie musiał udawać zimna, ani dorabiać komputerowo parujących oddechów.

Po pierwszym sezonie wiele osób narzekało na brak bitew. Cóż, również w drugiej odsłonie serialu nie widać ich wiele, ale widzowie tym razem powinni być bardziej zadowoleni. Cały dziewiąty odcinek poświęcono na bitwę nad Czarnym Nurtem. Nocne zdjęcia oraz dobrze dobrana muzyka (a chwilami również jej brak) tworzyły klimat pełen napięcia. Twórcy dobrze dawkowali takie emocje jak strach czy niepokój. Same walki były widowiskowe i pełne werwy. W całym odcinku można się doszukać jedynie kilku, drobnych niedociągnięć (jak np. deszcz, który w jednym miejscu pada, a w drugim już nie…), ale trzeba przyznać, że efekt finalny prezentuje się naprawdę dobrze.

Dla fanów dzieł George’a R.R. Martina największą zaletą serialu powinien być sposób, w jaki książka i telewizyjna produkcja się uzupełniają. Z jednej strony, czytając sagę możemy zapoznać się z myślami i motywami działań bohaterów. Z drugiej strony, oglądając serial lepiej poznajemy postacie, które nie miały własnych rozdziałów. Ich wątki są rozwijane, a widzowie mają lepszy wgląd w to, co działo się za kulisami politycznych intryg. Ogromne znaczenie dla serialu ma też niezwykła dbałość twórców o szczegóły. Plany filmowe i stroje bohaterów tworzono w jak najbardziej realistyczny sposób. Pamiętano o herbach oraz nawiązaniach do symboli poszczególnych rodów czy religii w nawet najmniejszych ozdobach. Pokazano również niektóre poboczne postacie, które mogą wypatrzeć wyczuleni na drobiazgi fani książek. Oczywiście pewnych zmian w stosunku do sagi nie dało się uniknąć, ale raczej powinny być one ciekawym urozmaiceniem dla czytelników George’a R.R. Martina.

Trudno jednoznacznie określić, czy drugi sezon jest lepszy od pierwszego. Na pewno w nowych odcinkach było o wiele więcej zmian względem książki niż rok temu. Chwilami natłok akcji mógł wprawiać niektóre osoby w zakłopotanie, szczególnie, jeśli nie czytały Starcia Królów. Na szczęście, w następnych sezonach powinno być lepiej, ponieważ na kolejny tom sagi, Nawałnicę Mieczy, zostaną poświęcone aż dwa sezony.

Mimo pewnych niedociągnięć, Gra o tron jest jedną z najlepszych produkcji fantasy ostatnich lat. Zróżnicowanie krain i postaci przyprawia o prawdziwy zawrót głowy, oczywiście w pozytywnym sensie. Serial powinien zadowolić nawet tych wymagających widzów, a dosłownie mrożące krew w żyłach zakończenie sezonu na pewno sprawi, iż wszyscy fani z niecierpliwością będą oczekiwać kolejnych odcinków.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus