Całą tajemniczość gdzieś wywiało...

Autor: aDiego

Zgromadzenie to thriller... Co? Jaki thriller? To raczej bajka dla dorosłych, która jest podręcznikowym przykładem na to, "jak skopać dobry pomysł na film". O tym jednak później. Zanim przejdę do użalania się nad fabułą i niewykorzystanym potencjałem scenarzysty - zobaczmy, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

W małym miasteczku Glastonbury, w ruinach kościoła z I w. n.e. przypadkowo zostają odkryte rzeźby, które przedstawiają ukrzyżowanie Jezusa z zupełnie innej perspektywy. Nie dość, że krzyż jest ustawiony tyłem do ołtarza, to na dodatek otaczają go, wyrzeźbione w ścianie tajemnicze postacie. Są to członkowie, tak zwanego "zgromadzenia" - ludzie, którzy przypatrywali się cierpieniu Zbawiciela, czerpiąc z tego przyjemność.
Sprawą niecodziennego znaleziska zajmuje się Simon Kirkman (Stephen Dillane) - ceniony archeolog, który nie poddaje się żadnej wierze i za każdym razem dąży do potwierdzenia autentyczności zabytków. Współpracuje z miejscową parafią która, na pierwszy rzut oka jest zainteresowana zbadaniem zabytku.
W międzyczasie żona archeologa, Marion (Kerry Fox) ma wypadek samochodowy, którego sprawczynią jest przechodząca przez jezdnię kobieta. Potrącona dziewczyna nie pamięta, co ją sprowadza do miasteczka. Zaniepokojona i mająca wyrzuty sumienia Marion bierze ją na jakiś czas do swojego domu...
Od czasu wypadku Cassie (Christina Ricci) miewa dziwne sny i przewidzenia. Widzi dziwne postacie oraz proroctwa śmierci. Wkrótce odkrywa, że łączy ją dość silna więź z małym chłopcem Michaelem - synem państwa Kirkman. Oboje słyszą dziwne głosy i oboje miewają nocne koszmary.
Młoda kobieta boi się o chłopca i postanawia za wszelką cenę wyjaśnić, czemu jej sny są tak realistyczne i dlaczego tak ważny w tym wszystkim jest Michael. Pomaga jej przypadkowo poznany mężczyzna - Dan. Oboje starają się zdobyć klucz do tej zagadki... Wkrótce też okaże się, że rzeźby z zabytkowego kościoła wiążą się z przewidzeniami Cassy, a lokalna parafia tak naprawdę chce zatuszować całą sprawę...

Zgromadzenie to przykład niewykorzystanego dobrego pomysłu. Moim zdaniem twórcy za bardzo zagalopowali się i uprościli film, stawiając przy tym przede wszystkim na widowiskowość. Film trwa tylko półtorej godziny. To stanowczo za mało. Zabrakło czasu na głębsze przedstawienie postaci, czy lepsze wprowadzenie widza w klimat tajemniczości.
screen5 Najciekawsze jest chyba otwarcie filmu. Początek faktycznie jest tajemniczy, da się wyczuć klimat, który w zamierzeniu twórców miał być chyba przez cały czas (coś chyba nie wyszło?). Powiem nawet więcej - w pierwszych minutach Zgromadzenia autentycznie przeszły po mnie ciarki, co często u mnie się nie zdarza. Niestety im bliżej do zakończenia, tym gorzej. W prawdzie tajemniczość przewija się przez cały seans (mamy nawet zaskakujące zakończenie), ale początkowy klimat gdzieś ulatuje. Szczerze mówiąc nawet nie wiem gdzie. Nie przyszło mi się nad tym jeszcze zastanowić. Wiem natomiast, że zawarto w filmie kilka ciekawych pomysłów, niestety dosłownie je wklejono w nieoprawionej formie do dość banalnej fabuły. Twórcy nie za bardzo chyba wiedzieli, co z nimi dalej zrobić. Ot, weźmy na przykład samą ideę zgromadzenia. Pomysł fajny, ale niestety spalony przez dość szybkie ujawnienie "kulisów". I tu właśnie trochę zostaje naderwana tajemniczość filmu... Również samo zaprezentowanie członków nie jest najlepsze. Powiem nawet, że śmieszy. Jak zobaczyłem ludzi ubranych we współczesne "szaty", w tym jeden to skate - na litość... Przyczepić się tutaj mogę jeszcze do wyrazu twarzy aktorów odgrywających role członków zgromadzenia. Miały sprawiać wrażenie poważnych, bezpłciowych i "wpatrujących się" w cierpienie ludzi. I tu twórcom Zgromadzenia nie wyszło. Zabrakło tajemniczości i dreszczyku emocji. Ci ludzie po prostu stoją i patrzą się. Nic więcej, a szkoda...
Widać również, że budżet produkcji nie był zbyt wysoki, co objawia się średnią oprawą wizualną. Efekty specjalne w prawdzie nie odstraszają, ale nie zaszkodziłoby gdyby były ciut lepsze.
Brytyjskim producentom Zgromadzenia udało się uniknąć stworzenia kolejnego identycznego hollywoodzkiego widowiska. Styl europejski broni ten tytuł przed totalną porażką Dobrze wypada gra aktorska, choć gwiazda reklamówek, Christina Ricci mogłaby nauczyć się wiele od pochodzącego z Wysp Stephena Dillane'a.
Fascynacja twórców kulturą rzymską i celtycką oraz sferą duchową (tak twierdzi reżyser w jednym z wywiadów) nie pomogły w odniesieniu sukcesu. Zbytnie nagromadzenie niespójnych wątków zaowocowałozepsuciem kilku dobrych pomysłów i utratą atmosfery opowiadanej historii.
Nie oznacza, to jednak, że film jest zły. To przeciętna produkcja, która poprostu nie wybije się ponad wyżyny. Nazywanie tego filmu przez dystrybutora mianem "Najbardziej tajemniczego thrillera roku" jest tutaj nie na miejscu.
"Widzisz jak się gromadzą?" - niestety nie widzę i wątpię aby ludzie gromadzili się w kinie właśnie na tej produkcji.



blog comments powered by Disqus