"Ghost in the Shell" - recenzja wydania DVD

Autor: osti
Korekta: Marta Kononienko
5 listopada 2017

Czy japońskie androidy śnią o elektronicznych duszach

Adaptacja kultowej mangi i jednocześnie aktorska wersja anime od samego początku wzbudzała liczne kontrowersje, co ostatecznie przełożyło się na budżetową klęskę filmu, który został bardzo chłodno przyjęty przez widzów i recenzentów. Czy słusznie? Czy wydanie DVD może coś w tej kwestii zmienić?

Zapewne nie – w myśl powiedzonka „haters gonna hate” żadna argumentacja przemawiająca za obrazem Ruperta Sandersa nie przekona sceptyków. Znam wersję Ghost in the Shell z 1995 r. i uznaję ją za arcydzieło, ale jednocześnie nie uważam, aby amerykańska wersja ze Scarlett Johansson miała przy niej jakieś powody do wstydu. Szczególnie biorąc pod uwagę kompletną posuchę na rynku filmowych propozycji z gatunku cyberpunk.

Choć zdaję sobie sprawę, że „zchamerykanizowana” wersja jest mocno spłycona względem japońskiego oryginału, nie przeszkadza mi to. Nie da się niestety zrobić adaptacji, która zadowoliłaby wszystkich. Większość hollywoodzkich produkcji marginalizuje i trywializuje tematykę zagrożeń związanych z nowymi technologiami oraz tego, co definiuje nas jako ludzi. Tegoroczny Ghost in the Shell jest pod tym względem znacznie bliższy genialnemu Łowcy Androidów niż bzdurnej Transcendencji.

Nowego Ghosta już kilkukrotnie nazwałem audiowizualną ucztą i zdania nie zmienię. Sceny akcji przygotowane zostały z wielkim pietyzmem, a Szanghaj „udający” Tokio przyszłości robi świetne wrażenie. Całość opatrzona jest przy tym wywołującą ciarki na plecach muzyką Clinta Mansella, autora soundtracków m. in. do Requiem dla snu, Źródła, Mass Effect 3 czy Moon. Niestety, w domowym zaciszu i w jakości DVD film nie jest już tak piorunująco efektowny jak w wywalającej z kapci wersji IMAX.

Produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie pod względem obsady. Scarlett ma dość bogate doświadczenie w graniu postaci nie do końca ludzkich, więc w roli Major wypada naprawdę przekonująco. Ciekawego i budzącego sympatię bohatera wykreował znany z Gry o tron Pilou Asbæk.

Prawdziwe brawa należą się jednak aktorom drugiego planu - Takeshi Kitano i Michael Pitt stworzyli niesamowite postacie, których pojawienie się na ekranie wywołuje czystą przyjemność! Kuze to jeden z najciekawszych i najbardziej złożonych czarnych charakterów (choć szybko domyślamy się, że aż taki zły to on nie jest), jakich pamiętam. Kitano natomiast uważany jest przez wielu za człowieka-legendę i takiego właśnie bohatera nakreślił przed naszymi oczami.

Wersja DVD z filmem wydana została w popularnej formie „książeczkowej”, w której znajdziemy wiele ciekawych informacji na temat twórców i ich inspiracji. Ghost in the Shell możemy obejrzeć zarówno w wersji z polskimi napisami, jak i z lektorem. Na płytce znalazły się dwa dodatkowe (całkiem długie!) materiały zza kulis. Dowiemy się z nich więcej na temat zbagatelizowanej w samym filmie Sekcji 9 oraz posłuchamy filozoficznych rozważań związanych z ideą przeniesienia umysłu człowieka do maszyny. Wynika z nich wyraźnie, że osoby odpowiedzialne za amerykańską adaptację mangi odrobiły zadanie domowe.

Twórcy filmowego Ghost in the Shell zrobili wszystko, aby przybliżyć „ignorantom” idee stojące za genialnym pierwowzorem. Ucierpieli na tym wierni fani oryginału, którzy nie pozostawili na adaptacji suchej nitki. W konsekwencji jest bardzo możliwe, że podobna tematyka przez długi czas nie będzie w kinie poruszana – nowa wersja Blade Runnera również na siebie nie zarobiła. Miłośnicy cyberpunku muszą zatem przygotować się na kolejne chude lata – tym bardziej powinni zaopatrzyć się w DVD z Ghost in the Shell!

Na potrzeby kampanii reklamowej filmu przygotowano wiele efektownych plakatów i grafik promujących Ghosta. Większość z nich robi naprawdę świetne wrażenie, toteż nie potrafię zrozumieć, dlaczego na okładkę wydania DVD wybrano takiego okropnego potworka! Może wydawca liczył, że zachęci klientów kuszącym strojem Major? W żadnym wypadku nie wpływa to jednak na moją ostateczną ocenę, która jest po prostu... najwyższa.



blog comments powered by Disqus