Recenzja filmu "Mecz zombie"

Lubisz filmy o zombie? Super. Komedie nieromantyczne, w których bohaterom zdarza się rzucić grubym żartem? Świetnie. Dobrze nakręcone filmy z widowiskowymi ujęciami? Woohoo! Nie znosisz francuskiego kina? Nie szkodzi. Mecz zombie, czy też The goal of the dead na pewno Ci podpasuje.

Fabuła jest dość standardowa. Sam Lorit, zawodowy piłkarz kończący karierę, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka ze swoją paryską drużyną na zapewne ostatni mecz w karierze. Spodziewa się ciepłego powitania, ale okazuje się, że myli się bardzo. Wyjeżdżając 17 lat wcześniej (przedtem prawdopodobnie rozdziewiczając też wszystkie licealistki w swojej szkole) narobił sobie wrogów. Jednym z nich jest jego niegdyś najlepszy przyjaciel, Jeannot. Ten, nie osiągnąwszy nic w życiu, zajmuje się treningami w piwnicy rodzinnego domu, a jego ojciec, jedyny w okolicy lekarz, faszeruje go sterydami. No właśnie, sterydy ­­– w dzień meczu doktor Belvaux podaje synowi nie te środki, co trzeba, zamieniając go przypadkiem w zombiaka zarażającego ludzi dookoła poprzez toksyczne wymioty lub po prostu ich zabijającego. Napędzany wściekłością Jeannot wyrusza, by rozegrać mecz ze znienawidzonym Loritem.

To nie jest ambitny film, ale zabawa, jaką funduje, jest przednia. Fajnie wyglądające zombie, absurdalny humor pojawiający się od samego początku (jak na przykład „zgubienie” jednego z piłkarzy, bo trener - swoją drogą bardzo pozytywna postać - nie odróżnia Koreańczyków), ciekawie pokazane tło społeczne małego miasteczka, a przede wszystkim – naśmiewanie się z piłki nożnej na całego. Jeśli dodać do tego przyzwoitą ścieżkę dźwiękową, sporo przaśnych scen (przede wszystkim z zombiakami w rolach głównych) oraz niezłą grę aktorską –wychodzi naprawdę fajna komedia. Ogromny plus należy się przy tym i reżyserowi, i operatorom za sporo wyjątkowo udanych ujęć: wizualnie bardzo atrakcyjnych, klimatycznych, budujących atmosferę napięcia i grozy.

Francuzi tworzą kino specyficzne, ale chyba ostatnimi czasy wychodzą im komedie. Mecz zombie to dobry przykład lekkiego filmu dla wielbicieli gatunku oraz poszukiwaczy rozrywki na wieczór ze znajomymi. Bez żenujących scen, bez masy nadmuchanych piersi na ekranie (do czego, niestety, przyzwyczaiły nas amerykańskie produkcje), za to z puszczaniem oka do widza. Warto się zainteresować!



blog comments powered by Disqus