Zmarnowany potencjał

plakat filmu Zmarnowany potencjał

Klon słynnego Omenu gdzie wątek nawiedzenia nieudolnie zastąpiono wątkiem o... klonowaniu. Robert DeNiro marnuje swój talent jako lekarz-genetyk pomagający młodemu małżeństwu (Greg Kinnear i Rebecca Romijn-Stamos) odzyskać syna (Cameron Bright)uśmierconego w wypadku drogowym. Chłopiec, troskliwie doglądany przez doktora, rozwija się dobrze do ukończenia 8 roku życia. Roku, w którym poniósł śmierć. Od tego momentu jego osobowość zaczyna ulegać deformacji. Zaniepokojeni dziwnymi zachowaniami chłopca rodzicie próbują odkryć sekretne szczegóły lekarskiego eksperymentu...

Początek filmu zapowiada się niezwykle interesująco jako głos w dyskusji na temat możliwości, potrzeb i zagrożeń płynących z klonowania człowieka. Mając szerokie pole do popisu reżyser (Nick Hamm) i scenarzysta (Mark Bomback) prowadzą nas niestety w stronę banalnej historyjki o obłąkanym geniuszu i jego nieudanym dziele. Co więcej historyjki opowiedzianej w sposób kompletnie nie absorbujący widza. Z ekranu wieje na przemian nudą i głupotą. Młody Cameron Bright sili się na klon Haleya Joela Osmenta z Szóstego Zmysłu w czym jest totalnie nieprzekonujący. Między dorosłymi bohaterami brak jest napięcia a ich postacie wydają się zupełnie bez wyrazu. Autorzy do końca nie wiedzą czy chcą nas ostrzec przed nieobliczalnymi skutkami zabawy z ludzkim DNA - "nie można tak po prostu zamknąć otwartej Puszki Pandory" wykrzykuje postać grana przez DeNiro; czy też zasugerować, że klonowanie to nic strasznego, byleby tylko przeprowadził je zrównoważony lekarz - taką konkluzję można bowiem wysnuć z przebiegu wydarzeń.

Aby cokolwiek stworzyć potrzeba tytułowego "bożego daru". Autorom filmu zwyczajnie go zabrało.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus