Świeży posmak zużytej taśmy

Autor: Arhtu
plakat filmu Świeży posmak zużytej taśmy

Wśród fanów Quentina Tarantino jego ostatni, dwuczęściowy film - Kill Bill - dokonał pewnego podziału. Jedni rozpływali się w pochwałach dla wspaniałego hołdu dla kina azjatyckiego, drudzy natomiast przyjęli go z pewnym niesmakiem – jako pustą wydmuszkę, która z zewnątrz posiadała perfekcyjnie dopracowaną formę, w środku jednak wypełniona jest bezsensowną przemocą, zamiast soczystych dialogów i ciekawej historii, które dotychczas gwarantowały produkcje sygnowane nazwiskiem Tarantino-reżysera. 

Dlatego też, pojawiające się w mediach, zapowiedzi Grindhouse vol. 1 – Death Proof klasyfikujące nowy film Tarantino jako "niezwykle brutalny” i „przepełniony przemocą" horror, połączone z wypowiedziami reżysera, w których budował on obraz Grindhouse jako propozycję dla widzów gustujących w filmach robionych „metodą na rozwałkę”, budziły uzasadniony niepokój co do jakości filmu.

Na szczęście Death Proof to „stary, dobry Tarantino”. Poza sceną końcową w niczym nie przypomina, cieszącego się różną sławą, Kill Billa. Co prawda, podobnie jak tam, fabuła jest tu raczej deficytowa: cztery młode kobiety wybierają się samochodem na wakacje i spotykają na swojej drodze podstarzałego kaskadera Mike’a (świetny Kurt Russel), będącego posiadaczem złowrogo wyglądającego samochodu, którego funkcja odpowiada wyglądowi – służy mu bowiem do dekapitacji pięknych kobiet poprzez powodowanie drogowych kolizji. Minuty trwania obrazu wypełnione są jednak nie taśmowym obcinaniem głów i kończyn, a dialogami, które były najczęściej dostrzeganym atutem Pulp Fiction.

Grindhouse nawiązuje do tanich i kiepskich produkcji z lat 60. i 70., które wyświetlane były parami na seansach w amerykańskich kinach zwanych grindhouse (stąd tytuł). Tarantino wraz z Robertem Rodriguezem (który jest autorem drugiego filmu z serii, pt. Planet terror, będącego horrorem o zombies) postanowili złożyć hołd kinu, na którym się wychowali i do którego sentyment pozostał im do dziś.

W założeniu Death Proof jest wariacją na temat slasher movie – horroru, w którym psychopatyczny zabójca przy pomocą ostrego narzędzia morduje niewinne ofiary. Jako narzędzia zbrodni Tarantino użył podrasowanego samochodu, nawiązując jednocześnie do klasycznych thrillerów pościgowych typu Znikający punkt czy Pojedynek na szosie. Pojawiają się tutaj schematy typowe dla slasher movies, którymi reżyser swobodnie gra, i to w sposób bardzo zaskakujący i dowcipny – chociaż jest to dość czarny humor. Nazywanie jednak Death proof horrorem to znaczne nadużycie. Owszem, autor wykorzystuje pewne elementy tego gatunku, jednak nie próbuje straszyć widza, raczej puszcza do niego oko – tak jak zawsze, bardziej bawi się kinem niż robi film na serio.

Charakterystyczny, obok przemocy, dla kina grindhouse "seks" jest tutaj obecny wyłącznie w sferze werbalnej – dlatego film posiada chyba jedne z najbardziej wulgarnych dialogów, jakie moglibyśmy usłyszeć w polskich kinach. To wrażenie potęguje fakt, że wszystkie są wypowiadane przez kobiety. Komu jednak podobały się poprzednie produkcje reżysera, nie powinien się obawiać, że podczas projekcji najnowszej poczuje się zniesmaczony – wszystko to oscyluje w ramach wyznaczonych przez znaną nam bardzo dobrze konwencję. Jedyne, co budzi w tym wypadku zastrzeżenia, to jakoś polskiego tłumaczenia – przełożenie tych wulgaryzmów często jest mało trafne, momentami wręcz żenujące, czasem zaś brzydkie słowa wkładane są w usta bohaterek na siłę. W dodatku jesteśmy zmuszeni obcować z takimi wpadkami, jak amerykańska dziewczyna żartująca o gumach do żucia z… Peweksu.

Death Proof jest filmem jednocześnie nakręconym w sposób charakterystyczny dla swojego reżysera, z drugiej strony będący oryginalnym tworem na tle zarówno jego filmografii, jak i całej kinematografii. Tarantino postarał się w dużym stopniu upodobnić swój film do produkcji, do których bezpośrednio nawiązuje. Dlatego zrezygnował z pomocy profesjonalnego operatora i sam podjął się stworzenia zdjęć. Trzeba przyznać, że zabieg ten dał pożądane rezultaty – obraz nie jest wypieszczony, oddaje dobrze atmosferę filmu, podkreśla to, że Death Proof to głównie zabawa w kino. Dodatkowo reżyser postarał się o nałożenie na taśmę efektów symulujących jej zużycie – kiepskie filmy, które oglądał w młodości krążyły po Stanach w niewielu kopiach i w momencie projekcji często bywały w opłakanym stanie. Dlatego, oglądając w kinie najnowszą produkcję Tarantino, zauważymy liczne rysy na taśmie czy nawet urwane sceny. Przy czym należy zaznaczyć, że i tak mamy do czynienia z wersją light – w USA w miejscach, gdzie w europejskiej wersji wprowadzone są dodatkowe sceny, oglądający mogą zobaczyć napis informujący o brakującej rolce filmu. Jednak i tak polscy widzowie, nie mający kontaktu z kinem w takiej postaci, często nie orientowali się, że wszystkie te niedogodności to reżyserski zabieg – w Internecie aż roi się od opowieści o ludziach, którzy żalą się obsłudze kina na złą jakoś odtwarzanej kopii.

Odwołując się do wywiadów udzielanych przez Tarantino Death Proof to nie tylko kolaż motywów. ale także humorystyczne ukazanie zmiany sposobu, w jaki postrzegane są płci we współczesnej kulturze. Kobiety u Tarantino, tak jak już miało to miejsce w Kill Bill, to twarde sztuki, skore do bójki i kieliszka. Płeć piękna nie jest już słaba, potrafi o siebie zadbać, zaś sposób, w jaki spędza wolny czas był wcześniej dla niej niedostępny, zarezerwowany wyłącznie dla męskich twardzieli, tak samo, jak język, którym się posługuje. Mężczyźni stali się nijacy, pełnią tutaj rolę niezbyt potrzebnego dodatku. Jedynie kaskader Mike, facet reprezentujący wymierający gatunek, wydaje się nie zgadzać z nowym stanem rzeczy – i stąd bierze się jego psychopatyczna nienawiść wobec kobiet.

I choć najnowszy film Tarantino nie jest arcydziełem i pewnie długo jeszcze poczekamy, aż uda mu się ponownie uzyskać poziom, który wyznaczył w Pulp Fiction, to jednak śmiało można powiedzieć, że Tarantino po raz kolejny tchnął nieco życia w już dość wyświechtane szeroko pojęte kino sensacyjne. Death Proof jest niezwykle energetyzujący, zaskakuje swą świeżością i lekkością, z jaką prowadzi nas przez Amerykę, w której nuda zabijana jest filmową przemocą.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus