Recenzja wydania Blu-Ray filmu "Strażnicy Galaktyki"

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Joanna Biernacik
15 stycznia 2015

Gdy w 2012 roku na Comic-Conie w San Diego opublikowano tytuły kolejnych filmów z uniwersum Marvela, wielu fanów nie kryło zdziwienia. Spora część z nich po zobaczeniu tytułu Guardians of the Galaxy musiała użyć wyszukiwarki internetowej, żeby sprawdzić o jaki komiks w ogóle chodzi i kim są postacie przedstawione na grafikach koncepcyjnych. Od tego czasu miłośnicy MCU podzielili się. Obok entuzjastów, którzy wierzyli, że nowy obraz wprowadzi powiew świeżości do filmowego świata superbohaterów, pojawili się sceptycy twierdzący, że ta ekranizacja po prostu nie może się udać.

Trudno dziwić się głosom zwątpienia, które pojawiły się, gdy tylko zapowiedziano realizację Strażników Galaktyki. Pomysł stworzenia space opery opartej na niespecjalnie popularnej  serii komiksowej na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie bezsensownej ekstrawagancji ze strony wytwórni, która osiągnęła już na rynku taką pozycję, że może pozwolić sobie dosłownie na wszystko. Kilka miesięcy wcześniej Disney zaliczył spektakularną porażkę przy okazji wprowadzenia do kin Johna Cartera. Film, którego bohaterem był Ziemianin wplątany w kosmiczną wojnę, został słabo oceniony przez recenzentów i (częściowo z powodu fali krytyki) poniósł sromotną klęskę finansową. Dlaczego więc studio postawiło zrealizować zbliżony pomysł w ramach swojej serii o superherosach?

Mogłoby się zdawać, że przygodowa produkcja s-f w duchu lat 80 po prostu nie jest nikomu potrzebna i nie wzbudzi dużego zainteresowania. Fani Star Treka dopierootrzymali nowe filmy z serii, zaś miłośnicy Gwiezdnych Wojen czekają z niecierpliwością na siódmą część sagi. Komiks, na podstawie którego powstawał najnowszy film Marvela, również nie cieszył się popularnością na tyle dużą, by wprowadzenie jego bohaterów do MCU było uzasadnione. Pomysł filmowej adaptacji przygód niezbyt znanych na świecie kosmicznych herosów, których korzenie sięgają roku 1969 wydawał się skokiem na głęboką wodę. Przynajmniej na to wyglądało.

Okazało się, że plan Marvela był bardzo przemyślany. Strażnicy Galaktyki są dość luźno powiązani z resztą superbohaterskiego wszechświata, co dało reżyserowi dużą swobodę twórczą. Film łączy się z pozostałymi częściami MCU w miejscach kluczowych dla rozwoju intrygi rozwijanej w ich tle. Umieszczenie akcji w odległym obszarze kosmosu i przedstawienie widzom zupełnie nowych postaci odświeżyło nieco popadającą w rutynę franczyzę Marvela. Obraz Jamesa Gunna różni się od pozostałych produkcji studia nie tylko pod względem fabuły, ale także atmosfery. Reżyser za sprawą nietuzinkowych bohaterów, kapitalnej ścieżki dźwiękowej, a także przy pomocy rozmaitych nawiązań, składa hołd kinu Nowej Przygody i klimatowi lat 80. Jego dzieło jest również bez cienia wątpliwości jednym z najbardziej wyluzowanych i komediowych filmów o superbohaterach. Nie da się ukryć, że ryzykowna strategia studia się opłaciła. Udowadniają to zarówno niezwykle pozytywne recenzje, jak i pierwsze miejsce w zeszłorocznym box office.

­Twórcy Strażników Galaktyki włożyli w swoje dzieło wiele pracy . Ich przywiązanie do detali odzwierciedla również bardzo solidnie przygotowane wydanie Blu-ray. Po otwarciu tradycyjnie niebieskiego pudełka naszym oczom ukazuje się płyta o takiej samej barwie. Krążek posiada dość ascetyczną szatę graficzną składającą się niemal wyłącznie z tytułu. Skromny nośnik nie zachwyca swoim wyglądem zewnętrznym, jednak kryje w sobie interesującą i dobrze opracowaną zawartość.

Po włożeniu dysku do odtwarzacza następuje pierwsze pozytywne zaskoczenie. Ekran powitalny ma postać magnetofonu odtwarzającego Awesome Mix vol. 1 – muzyczną składankę głównego bohatera. U dołu umieszczone zostało bardzo eleganckie menu w formie jednego z wyświetlaczy statku kosmicznego Milano. Warto odnotować, że zostało ono przygotowane w  języku polskim. W gruncie rzeczy powinno to być normą, na naszym rynku wciąż jednak pozostaje  godną zaznaczenia zaletą. Menu zawiera raczej przewidywalne opcje: odtwarzanie, dodatki,  wybór scen oraz ustawienia.

Podczas przeglądania fragmentów , do których chcemy przeskoczyć, naszym oczom ukazuje się miniaturowy podgląd danej sceny wraz z podpisem. Wygląda to bardzo estetycznie i profesjonalnie. W ustawieniach znajdują się opcje wyboru języka mówionego oraz napisów. O dziwo nie znajdziemy tu możliwości włączenia komentarza reżysera, która dość niefortunnie umieszczona została wśród materiałów dodatkowych.

Polski wydawca dał nam możliwość oglądania filmu z napisami lub dubbingiem. Mimo że w przypadku filmów aktorskich ta druga forma lokalizacji nie cieszy się zbytnią estymą, pamiętać trzeba o grupie docelowej filmu. Podobnie jak w przypadku pozostałych produkcji z uniwersum Marvela oraz Gwiezdnych Wojen, studio Walta Disneya stara się przyciągnąć przed ekrany również młodszych widzów, dla których płynne czytanie napisów mogłoby stanowić problem. Na obronę polskiego dubbingu można powiedzieć, że został on przygotowany całkiem zgrabnie, a oglądanie filmu w tej wersji nie powoduje u starszego odbiorcy uczucia dyskomfortu i chęci jak najszybszego zakończenia seansu.

Głosy rodzimych aktorów dobrane są poprawnie, chociaż nie odznaczają się niczym wyjątkowym. Pewnym rozczarowaniem jest postać Groota, który w oryginale fantastycznie zdubbingowany przez Vina Diesela, w wersji polskiej brzmi najmniej przekonująco ze wszystkich bohaterów. Z pewnością nie pomagają tu różnice w gramatyce języka angielskiego i polszczyzny, które spowodowały, że drzewopodobna istota porozumiewa się za pomocą nienaturalnie brzmiącej frazy „Ja jestem Groot”. Bardzo istotny w dziele Gunna humor w większości przypadków został zachowany, chociaż w kilku miejscach twórcy polskiej wersji pozwolili sobie na pewną swobodę. Rozumiem, że młodszej widowni nie śmieszyłoby nawiązanie do Jacksona Pollocka i nie mam nic przeciwko niewielkiej modyfikacji tego dowcipu, jednak zastępowanie nazwiska Johna Stamosa (jednego z licznych nawiązań do lat 80 „Arnoldem gubernatorem” nie tylko niszczy żart, ale jest pozbawione sensu z punktu widzenia wewnętrznej chronologii filmu. Mimo tych niedociągnięć, dubbing w Strażnikach Galaktyki należy do udanych, jednakże nie na tyle, by przygody Star-Lorda zostały zaliczone do grona filmów, które lepiej ogląda się w formie spolszczonej, niż oryginalnej (takich jak choćby Asterix i Obelix: Misja Kleopatra).

Wydanie Blu-ray nie zawiera zabójczej ilości dodatków, chociaż i tak jest ich więcej niż w wersji DVD. Jak na edycję niebędącą wersją kolekcjonerską nie jest źle. Materiały bonusowe zostały przygotowane profesjonalnie, a ich oglądanie, choć trwa krótko, sprawia niewątpliwą przyjemność. Większość dodatków specjalnych została spolszczona, co bardzo dobrze świadczy o rodzimym dystrybutorze. Niechlubnym wyjątkiem jest tu komentarz reżysera, któremu towarzyszą jedynie angielskie napisy dla niedosłyszących. Osoby nieznające dobrze angielszczyzny ominie więc możliwość posłuchania uwag Jamesa Gunna na temat poszczególnych scen oraz postaci. -a trzeba przyznać, że często mówi on rzeczy ciekawsze niż w pozostałych materiałach dodatkowych. Z komentarza dowiemy się między innymi, które elementy filmu były skutkiem improwizacji lub inwencji aktorów oraz ilu znajomych Gunna pojawiło się na ekranie w epizodycznych rolach.

Kulisy powstawania filmu przedstawione zostały w formie krótkiego dokumentu, w którym wypowiedzi twórców przeplatają się z animowanymi sekwencjami stylizowanymi na starą platformówkę. Bardziej klasyczny w formie, lecz nie mniej interesujący jest materiał skupiający się na powstawaniu efektów specjalnych. Dodatki dotyczące procesu produkcji są  niestety dość krótkie i pozostawiają pewien niedosyt, który częściowo rekompensuje wspomniany już komentarz reżysera.

Wśród bonusów znajduje się kilka scen usuniętych wraz z krótkim opisem, dlaczego dana sekwencja została zmodyfikowana lub wyrzucona. Nie zaprezentowano ich niestety zbyt wiele, chociaż wiadomo, że film został skrócony lub zmieniony w znacznie większym stopniu. Szkoda, że usuniętych scen nie wpleciono w dłuższe fragmenty obrazu lub nie poprzedzono wypowiedziami reżysera. W rezultacie trzeba je często obejrzeć dwukrotnie, ponieważ głos z offu odciąga uwagę od tego, co dzieje się na ekranie.

Ostatnim bezpośrednio związanym ze Strażnikami Galaktyki  dodatkiem są wpadki z planu. Jak można się było spodziewać, jest to bardzo sympatyczny drobiazg, któremu trudno coś zarzucić. Oglądanie wygłupów aktorów i nieudanych ujęć z ich udziałem uświadamia, jak dobrze ekipa bawiła się podczas kręcenia tego obrazu.

Niestety, twórcy nie zamieścili na płycie żadnych materiałów dotyczących fantastycznej ścieżki dźwiękowej, ogromnej ilości pojawiających się na ekranie kosmitów, ani kolejnych wersji scenariusza i ewolucji, jaką od pierwotnego pomysłu do końcowego efektu przeszli Strażnicy Galaktyki. Zamiast tego studio Marvel postanowiło podarować nam krótki reportaż dotyczący zapowiedzianej na maj produkcji Avengers: Czas Ultrona. Z pewnością stanowi on lepszy dodatek niż często umieszczane na płytach zwiastuny filmów z oferty wydawcy, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to wciśnięta na siłę reklama zajmująca miejsce, które można było przeznaczyć na coś ciekawszego.

Strażnicy Galaktyki to film fenomenalny, który stanowi pierwszorzędną rozrywkę z pod znaku Nowej Przygody. James Gunn łączy klimat Gwiezdnych Wojen oraz  Star Treka z historią rodem z Parszywej Dwunastki i okrasza całość przebojami z lat 70 i 80 – końcowy efekt jest fantastyczny. Wydanie Blu-ray również nie zawodzi. Menu przygotowane zostało estetycznie, film spolszczony został na dwa sposoby, a większości dodatków towarzyszą polskie napisy. Materiały bonusowe są interesujące, choć ich liczba mogłaby być większa. W ostatecznym rozrachunku przygody Star-Lorda i jego bandy to zrealizowany w pomysłowy sposób przygodowy film science fiction i jeden z najlepszych tytułów zeszłego roku. Niezależnie od tego, czy jesteś fanem uniwersum Marvela, filmowych space oper, czy po prostu dobrego kina rozrywkowego – Strażnicy Galaktyki to pozycja obowiązkowa na Twojej półce!



blog comments powered by Disqus