Recenzja 1. sezonu serialu "Hannibal"

„Strach jest wytworem wyobraźni. To kara, cena, jaką płaci się za wyobraźnię.”

Thomas Harris Czerwony Smok

Nie jest łatwo stworzyć ekranizację powieści, która takową już posiada. Tym bardziej, gdy w tej istniejącej ekranizacji główne role gra plejada hollywoodzkich gwiazd, a całość bardzo ambitnie podąża za książką i w pełni korzysta z literackiego pierwowzoru. Tym trudniej jest stworzyć od nowa postać, która tak idealnie była już odegrana w poprzednich latach i która ma przypisaną bardzo konkretną twarz jednego, genialnego aktora. Mowa tutaj o Hannibalu Lecterze, Hannibalu-Kanibalu, anty-bohaterze i potworze w ludzkiej skórze, jednym z najbardziej znanych seryjnych morderców obecnych w literaturze i kinematografii. Wytworze Thomasa Harrisa i jego powieściowego cyklu.

Twórcy serialu Hannibal, wyprodukowanego przez stację NBC oraz wyświetlanego w Polsce przez stację AXN,  w bardzo ciekawy i nowatorski sposób postanowili wykorzystać znanych i opatrzonych już bohaterów, wykorzystać ich najbardziej wyjątkowe cechy, wyolbrzymić je, a także na swój sposób stworzyć zupełnie od nowa, czerpiąc inspirację z pierwszej powieści literackiej serii, czyli Czerwonego Smoka. W ten sposób powstał serial zupełnie wyjątkowy, bardzo nowoczesny i odpowiadający dzisiejszym oczekiwaniom widzów, z ciekawą fabułą, skupiający zarówno wartką akcję, jak i aspekt psychologiczny. Nie mogło byś inaczej, gdyż serial wyprodukowany został przez Marthę de Laurentis (żonę legendarnego Dino de Laurentisa), która odpowiada za ostatnie trzy ekranizacje hannibalowej serii, a która na swoim zawodowym koncie ma jeszcze kilkadziesiąt innych, równie świetnych filmów.

Pierwszym elementem serialu, który najbardziej rzuca się w oczy i który jednocześnie wprowadza widzów w mroczny, przesiąknięty symbolami świat, jest już samo intro. Na białym, czystym tle przelewa się w rytm niespokojnej muzyki czerwone wino, które z czasem napełnia krystaliczny profil człowieka. W ten interesujący sposób pokazano główne założenie fabuły, czyli psychologiczną manipulację, jaką prowadzi Doktor Lecter. Co więcej, wstęp nie podkreśla jedynie "wypełniania" umysłu ofiary myślami tytułowego bohatera, ale również jego fascynację jedzeniem, w tym smakowanie ludzi i wyrafinowanie kulinarne, pokazywane w każdym kolejnym odcinku. Wystarczył jeden obraz, by przekazać wszystkie te drobne wskazówki i poprowadzić widza w meandry serialowej intrygi.

Kolejnym pomysłowym elementem są tytuły poszczególnych odcinków. Ich nazwy pochodzą od dań w klasycznym, tradycyjnym posiłku kuchni francuskiej, której miłośnikiem i znawcą jest Doktor Lecter. Całość zaczyna się Apéritifem, czyli kulinarnym wstępem pobudzającym apetyt, którzy przygotowuje widza na długą, pełną dań ucztę i kończy się Savoureux, czyli podkreśleniem wyborności i sytości posiłku. Każdy odcinek pełni inną rolę, dawkuje napięcie małymi kroczkami, tak samo jak wszystkie dania wpływają na poczucie zadowolenia "kosztującego" widza. Nic dodać, nic ująć, dokładnie tyle, ile można wytrzymać za jednym podejściem.

Scenarzyści Hannibala postawili przede wszystkim na bohaterów oraz rozbudowaną sieć relacji między nimi. Akcja schodzi tutaj na dalszy plan i rozwija się na swój sposób naturalnie, między dialogami, zgodnie z rytmem tych, którzy tworzą całą historię. Jak na ironię, tytułowy bohater, czyli Hannibal Lecter, wcale nie jest protagonistą serialu, ale pozostaje zawsze postacią drugoplanową. To typowe dla opowieści, w których występuje ten morderca. Dzieje się tak prawdopodobnie dla zachowania pierwiastka człowieczeństwa i jakiejkolwiek bliskości z czytelnikiem czy widzem. Co równie ciekawe, Hannibal nigdy nie ginie, nie gubi się i nie schodzi z oczu widza. Ta postać pochłania umysły innych wokół siebie, przesłania ich sposób myślenia, by okazać się władcą marionetek, tym co ciągnie za sznurki, nawet gdy nie jest obecny przez cały czas na ekranie.

Zagrany perfekcyjnie przez Madsa Mikkelsena Doktor Lecter to jego zupełnie nowa i odświeżona wersja. Do tej pory postać ta kojarzyła się nam z Anthonym Hopkinsem, którego zarówno wygląd, jak i zachowanie odpowiada dokładnie opisowi z powieści Harrisa. Mikkelsen jest jego całkowitym przeciwieństwem. Wysoki, umięśniony, surowy tak z wyrazu twarzy, jak osobowości. Trochę kanciasty. Nie ma tu ciepłego, rubasznego zachowania rodem z włoskiej Florencji, ale wyciszenie, dystans i kontrola. Jest zadbany i szarmancki, ale każdego trzyma na odległość - bije z niego specyficzny skandynawski chłód. W jego twarzy nie widać obsesji czy w ogóle jakiejś szczególnej namiętności. Często nie wyraża ona po prostu czegokolwiek. Przypomina maskę o czujnych, badawczych oczach. Hannibal jest tutaj największym drapieżnikiem, który zawsze panuje nad sytuacją. Ma czas i pieniądze. Nie musi popełniać błędów. Góruje nad wszystkimi, a szczególnie nad Willem Grahamem otaczając go czarnym, złym cieniem swojej obecności.

W rolę Willa wcielił się Hugh Dancy, który podjął trudne wyzwanie, ale całkiem nieźle udało mu się odzwierciedlić tą zagubioną, pogrążającą się w chorobie i obłędzie postać. Nie było to łatwe zadanie. Will to specjalista FBI od tworzenia profili przestępców. Dawniej aktywny agent, dzisiaj wykładowca, którego odróżniają od wszystkich współpracowników i reszty obywateli dwie szczególne cechy: nieposkromiona empatia i zespół Aspergera, syndrom, który częściowo mieści się w zagadnieniu autyzmu, a który w serialu tylko podkreśla dramat Grahama. Przebywając na miejscu zbrodni, potrafi on, w wyobraźni, wcielić się w rolę każdego mordercy i odtworzyć cykl jego czynności z niewiarygodną dokładnością. Will czuje się jak osoba popełniająca zbrodnię, przejmuje jej tok myślenia, dzięki czemu potrafi połączyć pozornie niepowiązane fakty.

Życie Grahama nie jest łatwe. Zaburzenia interakcji społecznych, brak przyjaciół, rodziny czy kogokolwiek bliskiego wpędza go w pułapkę czyhającego na ofiarę Hannibala. Tych dwóch bohaterów łączy szczególna więź. Z jednej strony Hannibal jest mordercą poszukiwanym przez Willa, jego największym koszmarem i wrogiem, z drugiej Doktor Lecter to jego psychiatra - paradoksalnie najbliższa Grahamowi osoba, która ma największy wgląd w psychikę głównego bohatera i próbuje pomóc mu, gdy ten zmaga się z efektami swojej nienaturalnej umiejętności.

Ta dziwna relacja pozwala widzom poznać inną stronę Lectera, nie wrażliwszą, tylko bardziej ludzką, jeśli można o takiej w ogóle mówić w przypadku tej postaci. Hannibal zostaje przewodnikiem Willa, który zarówno przeprowadza go przez meandry jego chorego umysłu, jak również (gdy Will zbliża się do poznania prawdy) zwodzi go na manowce. Najbardziej interesujące jest jedno zdanie Doktora, gdy mówi: "W Willu widzę potencjał na przyjaciela." Bliskość tych dwojga wytworzyła się przez empatię Grahama, która sprawiła, że Hannibal uwierzył, że ten w podświadomy sposób jest w stanie go zrozumieć. Wywiązało się między nimi podobieństwo poprzez doznanie, doprowadzające Grahama do samozagłady.

Przed Hannibalem nie ma ucieczki. On obezwładnia, paraliżuje, niszczy i zabija, by na końcu pożreć swoje ofiary. To wszystko ma wymiar zarówno symboliczny, jak i ten najbardziej realistyczny, w którym widz staje się biernym obserwatorem zbrodni dokonywanych przez zwyrodniałego Doktora, a potem zmuszony jest podziwiać jego dokonania na szczeblu kulinarnym.

Elementem wyróżniającym produkcję na tle innych seriali, również tych z seryjnymi zabójcami w rolach głównych, jest zachowanie pewnej surowości wyrazu, co odzwierciedla się tak w scenografii, jak w kostiumach do serii. Mroczny, złowieszczy klimat podkreślają zimne, ciemne i bardzo monochromatyczne lokacje. Są one dobrane w taki sposób, by zarówno pokazać pogrążający się, zapadający w sobie umysł Grahama, jak i stać się tłem dla wszystkich bohaterów. Dobrym przykładem lokacji idealnej jest gabinet Hannibala. Połączenie drewna i metalu, ciężkich antyków z delikatnymi, jednokolorowymi tkaninami, perskich dywanów i lnianych dodatków. Niby kontrast, a wszystko niezwykle harmonijnie skomponowane i symetryczne. Nic nie krzyczy, nic się nie wyróżnia, a jednak diabeł tkwi w detalach, po których poznać nietypowe zamiłowania jego właściciela. Przypomina to skandynawski kryminał, w którym nie ma ani jednego zbędnego przedmiotu, a całość określa prostota i pozorny spokój.

Podobnie jest z kostiumami i wyglądem postaci. Ubrania dobierane są pod kolor odcinka, tzn. każdy ma swoją tonację, która mieści się w metalicznych, stonowanych barwach rodem z północy. Królują granaty, głębokie fiolety, butelkowe zielenie, szarości, beże, brązy i czernie od czasu do czasu przełamane ciemną czerwienią czy rudością. Widać, że liczył się każdy nawet najmniejszy szczegół i nic nie zdołało umknąć twórcom serialu.

Nie sposób nie wspomnieć też o jedzeniu będącym kluczowym elementem całego spektaklu. Wyrafinowany kanibal zjada swoje ofiary tworząc z nich najpierw małe dzieła sztuki kulinarnej, na talerzu. Doktor Lecter jest osobą bardzo kontaktową, lubi otaczać się ludźmi i dla nich gotować, dlatego przygotowanie uczty dla swoich gości to dla niego prawdziwa przyjemność. Twórcy serialu stworzyli wszystkie dania na ekranie z pomocą konsultanta żywieniowego José Andrésa, który dopilnował, by każdy najmniejszy kęs przypominał w fakturze i sposobie przygotowania ludzkie mięso. Feeria składników, perfekcyjna kompozycja - po prostu nic nie jest w stanie wydać potwornego sekretu psychopatycznego kucharza.

Na szczególną uwagę zasługuje także muzyka, skomponowana w pełni przez Briana Reitzella, twórcy m.in. ścieżki dźwiękowej do filmów Sophii Coppoli. Pasuje idealnie do wydarzeń na ekranie i wnika w nie, tworząc wyjątkową, mroczną, niespokojną całość.

Nie będę ukrywać, że Hannibal to brutalny i bardzo krwawy serial. Z pewnością nie dla osób wrażliwych. Każda kolejna zbrodnia jest wyrafinowana i pokazana w nowatorski, nietypowy sposób. Ofiary są nieomal plastyczne, a ich skomplikowane układy mają przypominać dzieła sztuki, wytrawnie stworzone po to, by je podziwiać. Dla przykładu, są tutaj ludzkie anioły, ludzie-grzybnie czy ludzki totem. Widać, że zamiarem scenarzystów było zaszokować widza oraz zburzyć jego wewnętrzny spokój, a jednocześnie zaskoczyć pomysłowością i niepowtarzalnością miejsc zbrodni.

Hannibal to nie jest ekranizacja powieści. Z Czerwonego Smoka zapożyczyła jedynie imiona bohaterów i niektóre ich podstawowe cechy. Twórcy zadbali, by ta nowa opowieść stanowiła autonomiczną całość, uzupełniając przy tym uniwersum powieści Harrisa o nowe elementy, których nigdy nie zamieścił w swoich książkach. To nowe spojrzenie na tę historię, unowocześnione i przeniesione w bardziej zrozumiałe dla współczesnego widza realia. Akcja toczy się spokojnie, niespiesznie, przede wszystkim jest prowadzona w dialogach postaci i wizjach Grahama. Zadaniem widzów jest smakować każdy odcinek. Raczyć się nim i być przygotowanym zawsze na więcej. I nie spieszyć się. Poczekać, przetrawić i dopiero wtedy przejść do kolejnego dania. To doskonale napisana historia oraz mroczna opowieść o degradacji ludzkiej psychiki, jej zanikaniu i upłynnianiu. Dla koneserów dobrych opowieści i prawdziwych mięsożerców.  


blog comments powered by Disqus