Recenzja filmu "Ona"

Autor: Pityez

Z każdym dniem coraz więcej czasu spędzamy, korzystając z komputerów, smartfonów i tabletów. Coraz częściej spotkania towarzyskie odbywają się z włączonym Facebookiem czy Twitterem lub całkowicie online. Ona, najnowszy film Spike’a Jonze każe się zastanowić, czy technologia jest w stanie zastąpić w naszym życiu drugiego człowieka. Odrobinę moralizatorska, w ogólnym rozrachunku produkcja okazuje się całkiem udaną historią miłosną – co prawda osadzoną w przyszłości i nie do końca realną, ale wzruszającą, ładną i rewelacyjnie zagraną.

Fabuła najnowszego filmu nie jest może zbyt oryginalna. Theodore, samotny, wrażliwy mężczyzna, który utknął w rutynie oraz monotonii po trudnym rozstaniu poznaje kobietę i oddaje jej całe swoje serce. Problem tylko, że jego ukochaną jest najnowszy model systemu operacyjnego, sztuczna inteligencja o imieniu Samantha (głos Scarlett Johansson). Theodore stopniowo odsuwa się od  dawnych kłopotów i odzyskuje radość życia, bo Samantha zaspokaja wszystkie jego potrzeby, nie oczekując nic w zamian. Rozumie go, motywuje do działania, interesuje się jego wszystkimi przemyśleniami. Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek okazuje się istotą z ograniczeniami.

Można uznać, że Ona jest obrazem o samotności człowieka w Internecie, odcięciu jednostek, które zostają pochłonięte przez urządzenia. Niektórzy mówią nawet, że to thriller pod przykrywką romansu. Chyba jednak nie do końca o to chodziło twórcom. Ona jest po prostu filmem o miłości. Owszem, jego akcja rozgrywa się w przyszłości, a jedno z kochanków nie jest człowiekiem, ale to i tak jest historia skupiająca się na uczuciach, emocjonalnej niedojrzałości i wzajemnych, niespełnionych oczekiwaniach. Theodore chce przecież partnerki, która będzie go motywowała, skupi się tylko na nim i będzie żyła jego życiem. Kobieta z własnymi planami oraz wizją związku (a więc realna) wydaje się dla niego nie do przyjęcia. Właśnie dlatego tak atrakcyjna jest Samantha, program bez własnego życia, własnych przyjaciół czy historii. Gdy udaje jej się uniezależnić, Theodore czuje się zagrożony, a niemal każdą rozmowę Samanthy z kimś innym zaczyna traktować jak zdradę.

Ona jest obrazem niezwykle plastycznym, utrzymanym w pastelowych odcieniach. Mimo że akcja filmu ma miejsce w przyszłości, jest to przyszłość ładna i całkiem realna. Dotyczy chyba bardziej samych ludzi niż ich otoczenia. Nie ma tu latających spodków, dziwnych urządzeń czy nieprawdopodobnych budynków. Theodore żyje w mieście, pracuje i mieszka w wieżowcach, podróżuje metrem, a że to przyszłość wiemy tylko, gdy rozmawia z systemem operacyjnym swojego komputera. On sam wygląda też współcześnie, chociaż przez różowe i pomarańczowe koszule sprawia wrażenie niepoprawnego optymisty, którym przecież nie jest. Cały film taki zresztą jest – ładny, z pięknym soundtrackiem – wydaje się przyjemną bajką o miłości za kilkanaście-kilkadziesiąt lat. Dopiero głębsze zastanowienie nad zachowaniem bohaterów pozwala dostrzec prawdziwe oblicze tej pozornie cudownej przyszłości.

Joaquin Phoenix w roli Theodore’a przechodzi samego siebie – jest subtelny, emocjonalny, a przede wszystkim wiarygodny. To wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że przez 80% filmu jest na ekranie sam, rozmawia z głosem bez twarzy, kocha i kłóci z kimś, kogo nie widać. Przez to wszystko widzowie są szczególnie wyczuleni na jego reakcje, delikatne uśmiechy, smutne oczy, a nawet zmarszczenie brwi. Gra Phoenixa jest tak dopracowana, że bledną przy nim całkiem udane występy Rooney Mary, Olivii Wilde czy Amy Adams. Ta ostatnia jest zresztą tak różna od siebie w American Hustle, że można albo wcale jej nie poznać, albo się delikatnie zdziwić…

Nie należy zapomnieć tutaj też o Scarlett Johansson, której nie widzimy, ale przecież jej bohaterka jest pierwszoplanową postacią. Swoją drogą, reżyser wykazał się swego rodzaju poczuciem humoru obsadzając w roli niewidocznej Samanthy, sztucznej inteligencji, aktorkę uznawaną za symbol seksu, kojarzoną często tylko z wyglądu.

Ona to film w sam raz na miły wieczór albo – jak chciał dystrybutor, ustalając datę premiery – dobry sposób na randkę. W filmie Spike’a Jonze nie ma może większych zwrotów akcji, zaskakujących tajemnic czy udziwnień, ale jest za to poruszająca historia miłosna, która może skłaniać do zastanowienia nad naturą człowieka oraz jego kontaktem z najnowszymi technologiami. Ładne zdjęcia i soundtrack sprawiają, że nawet moralizatorskie momentami treści okazują się całkiem smaczne oraz nienachalne. Ona to po prostu przyjemny, spokojny film i jako taki zasługuje na najwyższą notę.


blog comments powered by Disqus