Herkules - mit obalony. Recenzja wydania DVD filmu "Hercules"

Autor: Adam Robert Misiura
Korekta: Joanna Biernacik
15 marca 2015

Dla wielu widzów istnieje tylko jeden słuszny Herkules – Kevin Sorbo z pamiętnego serialu wyświetlanego na jednym z polskich kanałów telewizyjnych. Dwayne Johnson musiał zmierzyć się z naszymi sentymentami i na nowo wykreować mitycznego herosa. Z jakim skutkiem –  kwestia sporna, nie ulega za to wątpliwości, że Brett Ratner postawił antyczny mit na głowie.

Fabuła Herkulesa, choć opiera się na klasycznym i nośnym materiale, jest leciwa i mało zajmująca. Heros wcale nie jest ukazany jako autentyczny syn Zeusa i Hery. Jolaos, jego przyjaciel, swoimi niestworzonymi opowieściami kreuje mit, jaki wszyscy znamy. W filmie ukazane jest to jako kupa bzdur dla potrzymania „fejmu” Herkulesa. Jolaos poniekąd robi za pijarowca i czyni to dość skutecznie. Zabawne? Czemu nie. Bohaterowi towarzyszy sympatyczna grupa odszczepieńców – można śmiało powiedzieć, że ten element filmu jest najlepszy, bowiem wprowadza do kiepskiego scenariusza ludzkie oblicze. Obecność wyraźnych kompanów Herkulesa współgra więc z jego „nie-boską” naturą i całkiem nieźle wypełnia fabularne braki produkcji.

Owa grupka odszczepieńców nie wypadłaby tak dobrze, gdyby nie aktorzy z Ianem McShanem na czele. Wprowadzają do filmu pewną dozę ciepła, humoru i dystansu, bo zaznaczyć trzeba, że sam Dwayne Johnson, choć sympatyczny i charyzmatyczny, aktorem jest przeciętnym, więc jedno nadrabia drugim. Pozostaje mu kreować poważnego herosa. Dlatego też lepiej sprawdza się na ekranie w towarzystwie (podobnie jak w przypadku serii Szybcy i wściekli). Paradoksalnie zawsze gra kogoś, kto wszystko robi sam. Gdyby się dłużej zastanowić, do roli Herkulesa faktycznie pasuje doskonale.

Ponieważ film nie odbił się wielkim echem w polskich kinach, wydanie DVD prezentuje się adekwatnie słabo. Przede wszystkim rzuca się w oczy brak polskiego lektora. W materiałach filmowych znajdziemy krótkie, ale treściwe materiały, którym bliżej do spotów promocyjnych, aniżeli pełnokrwistych „making of”, ale dzięki temu nie nudzą i stanowią miły, nieobowiązkowy dodatek do samego filmu. Ponadto znajdziemy reżyserski komentarz Breta Rattnera i producenta Beau Flynna, dzięki któremu usłyszymy tonę ciekawostek na temat filmu. Dystrybutor w tym przypadku raczy nas tylko napisami angielskimi.

W historii kina powstało już ponad 40 ekranizacji opowieści o Herkulesie. Tym razem powstała pierwsza taka, w której z mitu nieco zadrwiono. To przyzwoite kino rozrywkowe ze średniej półki, po które mimo wszystko warto sięgnąć.



blog comments powered by Disqus