Kwestia umiejętności

plakat filmu Kwestia umiejętności

Przenieść na ekran kultową powieść nigdy nie jest łatwo. Nawet najlepsze ekranizacje zawsze mieć będą swoich przeciwników, którzy bezwzględnie wytkną reżyserowi odstępstwa od pierwowzoru, skróty fabuły czy sposób wizualizacji bohaterów. W przypadku ekranizacji Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa reżyser Garth Jennings doskonale zdawał sobie z tego sprawę i starał się zbytnio nie ingerować w strukturę powieści, choć, jak to przy amerykańskich produkcjach bywa, nie obyło się bez brutalnych zmian w fabule (m.in. obowiązkowo dołożony wątek romantyczny). Problem w tym, że wysmakowane, oparte na słowie dowcipy Adamsa, którymi rozkoszuje się czytelnik, mogący sycić się nimi zatrzymując wzrok na kartach powieści bądź cofając się o parę linijek czy stron, "galopują" przez ekran i znikają wrazz metrami celuloidu - niepochwycone, niedocenionie, zbyt prędkie, a jednocześnie czasem ociężałe od nadmiaru słów... Odbiorca zaś ma uczucie przegadania i przytłoczenia ekranowym słowotokiem. Odczucie to bywa czasem złamane błyskotliwym żartem popartym ciekawym pomysłem wizualnym (np. motyw z włóczką), lecz tego typu smaczków jest zdecydowanie zbyt mało. Wyjątkiem jest tu tytułowy Przewodnik, który, zaprojektowany na kształt laptopa wypełnionego flashowymi animacjami prezentuje się bardzo dobrze.

Nie zdaje egzaminu także konwencja prezentacji bohaterów filmu. Wydaje się, iż reżyser przyjął założenie, iż widzowie znają ich na tyle dobrze, że nie ma potrzeby tworzyć pełnej charakterystyki. W efekcie otrzymujemy mocno uproszczone, jednowymiarowe postaci, z którymi trudno nawiązać emocjonalną więź. Tym bardziej, że wybrani do głównych ról aktorzy nie zachwycają warsztatem, lecz są po prostu poprawni. Zapadającą w pamięć kreację zbudował (jak zwykle) John Malkovich, lecz pojawia się on na ekranie zaledwie na kilka minut, a wprowadzone w tym miejscu filmu wątki, pozostają w dużej części niewykorzystane.

Oglądając Autostopem przez galaktykę ma się momentami wrażenie, iż autor chciał stworzyć obraz w duchu Monty Pythona. Niestety zabrakło mu umiejętności. Tylko nieliczne sceny są wstanie wytrzymać porównanie z absurdalnym humorem legendarnej brytyjskiej grupy.

Film zachwycić może natomiast od strony warsztatowej. Zarówno efekty specjalne, jak i scenografia opracowane zostały z pomysłem i dużą dbałością o szczegóły. W obszarze wizualnym daje się odczuć tęsknotę za designem lat 80, co stanowić może ukłon wobec zrealizowanego wówczas serialu wg Autostopem. Zachwyca też dźwięk, który wprowadza dodatkowe smaczki i dowcipy w obszar dziejącej się akcji. Jednak techniczna strona dzieła nie może przysłonić faktu, iż w tym wszystkim reżyserowi zabrakło pomysłu na film, który byłby w stanie funkcjonować samodzielnym, oderwanym od książki życiem.

Autostopem przez galaktykę Gartha Jenningsa miłośnicy książki mogą obejrzeć z ciekawości, pozostałym, zamiast wyprawy do kina, polecam wizytę w księgarni i zakup powieści Adamsa, której wznowienie pojawiło się wraz z polską premierą obrazu.


blog comments powered by Disqus