Praktyczny poradnik dla amatorów jazdy na „gapę”

Autor: Damia
plakat filmu Praktyczny poradnik dla amatorów jazdy na „gapę”

Autostopem przez galaktykę to dość specyficzny obraz - opowieść o nieco fajtałpowatym Ziemianinie, który przemierza kosmos jedynie w piżamie i szlafroku. I oczywiście z obowiązkowym ręcznikiem.

Arthur Dent wstając rano, nie zdawał sobie sprawy, iż jego życie w ciągu zaledwie kilku minut legnie w gruzach – i to dosłownie. Najpierw przed jego domem pojawiła się ekipa rozbiórkowa, której celem było zburzenie domu naszego bohatera. Pech chciał, że budynek stał na terenie przewidzianym pod budowę obwodnicy. Chwilę potem jego przyjaciel Ford Prefect oznajmił mu, iż nie pochodzi z Ziemi, lecz z innej planety. Nie widział sensu trzymać tego dalej w tajemnicy, bowiem dowiedział się, iż Ziemia zostanie wkrótce zniszczona. Jej położenie burzyło wszakże porządek w kosmosie – w jej miejscu miała przebiegać międzygalaktyczna autostrada. O pakowaniu się nawet nie było mowy. Arthur tak jak stał – w piżamie i szlafroku z ręcznikiem w ręku – został przeniesiony na jeden ze statków Vogonów, których cała armada chwilę potem zamieniła Ziemię w gwiezdny pył. To był dopiero początek kłopotów Artura i Forda – Vogonowie nie lubią pasażerów na gapę, więc wskazana była jak najszybsza zmiana “podwózki”. Szczęście się do nich uśmiechnęło i trafili na statek prezydenta galaktyki – Zaphoda Beeblebroxa. To z nim będą przemierzać galaktykę, by odkryć największą tajemnicę wszechświata.

Nie sposób jest opisać całej fabuły, gdyż ta pełna jest zwrotów akcji. Poza tym to nie ona nadaje smaku filmowi lecz absurdalne zdarzenia, zachowania bohaterów i ironiczny komentarz pojawiającego się często narratora. Humor przypomina nieco Monty Pythona, więc nie każdemu przypadnie pewnie do gustu. Największą sympatię wzbudzają postacie Vogonów i pewien sympatyczny robocik ze statku Zaphoda. Może dlatego, że ich zachowania często spotyka w rzeczywistym świecie.

Vogonowie są rasą biurokratów. Nie zrobią niczego bez wcześniejszych pisemnych ustaleń, i wypełnionych formularzy. Jeśli czytaliście kiedyś 12 prac Asteriksa, gdzie jednym z zadań Galów było zdobycie formularza, albo jeśli zdarzyło Wam się ostatniego dnia kwietnia składać deklaracje podatkowe w urzędzie skarbowym, to będziecie wiedzieć o czym mowa. Dodatkowo na planecie Vogonów skutecznie zwalcza się samowolne myślenie – filmowym bohaterom nie raz zdarzyło się dostać po twarzy czymś na kształt wyrośniętej muchołapki, która boleśnie przypominała o nieprzestrzeganiu tego przepisu.

Co się zaś tyczy robota Marvina to jest połączeniem Kłapouchego i Droopego. Nieustająca depresja i przygnębienie ogarnia go nawet w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach. Snuje się po statku jak przysłowiowy zbity pies nie widząc nadziei na lepszą przyszłość. Do tego ma przesympatyczny kaształt – skonstruwana z geometrycznych prostych elementów plastikowa kukła – z wieką okrągłą głową – przemierzająca pokład drobnymi kroczkami. Taka pszczółka Gucio – tylko bez czułek, skrzydełek i włosów, cała w białym plastikowym skafanderku. I jeszcze jego głos! Marvin przemawia głosem postrachu Hogwartu z filmu o przygodach Harrego Pottera. Wydało mi się to tak dziwaczne i irracjonalne, że nie można przestać chichotać. Wyobraźcie sobie Snape’a jak snuje się po szkole czarodziejstawa powłócząc nogami, użlając się nad swoim losem i twierdząc, że nic dobrego mu się już w życiu nie przytrafi. Przekomiczne. Nie wiadomo czy pomysł podłożenia głosu pod tą postać przez Alana Rickamana był zamierzony, czy to raczej dzieło przypadku. Tak czy inaczej rezultat jest bardzo ciekawy.

Oprawa artystyczna filmu, nie jest może rewelacyjna i daleko jej pod względem efektów nawet do Piątego elementu. Ale też nie przypomina w wykonaniu naszego Wiedźmina, więc w sumie nie jest źle. Widać, że twórcy nie bawili się w budowanie statków pokroju Enterprise’a – postawili raczej na styl i prostotę. Należy uznać to za plus – gdyż dzięki temu baczniej zwracamy uwagę na to co się w filmie dzieje. A to dość częsty błąd dzisiejszej kinematografii – producenci starają się dopracować szczegółowo każdy element scenografii, dbając o kolor i ilość guziczków na pulpitach kosmicznych maszyn, że nie starcza im potem czasu na porządne zakończenie filmu.

Czy warto zobaczyć Autostopem przez galaktykę? Jeśli ktoś jest zwolennikiem absurdu w wykonaniu grupy Monty Pythona, może czuć się raczej zdegustowany. Lecz z uwagi na fakt, iż takich obrazów nie widujemy ostatnio zbyt często, warto obejrzeć film, chociażby jako ciekawostkę artystyczną. Koniecznie powinni zobaczyć go natomiast ludzie lubujący się w biurokracji, oraz tacy, którzy w niedługim czasie mają zamiar skorzystać ze “stopa” międzygalaktycznego – dzięki niemu poznają kilka niezbędnych i praktycznych porad tej formy podróżowania.


blog comments powered by Disqus