Recenzja edycji rozszerzonej filmu "Hobbit: Niezwykła podróż"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Pityez
5 grudnia 2013

Po edycji rozszerzonej Niezwykłej podróży na Blu-Ray 3D można było spodziewać się wszystkiego… Długi Hobbit stał się jeszcze dłuższy, a dodatki czasem trwania wręcz mordują! Ale wydawca stanął na wysokości zadania. W praktyce zaserwował pakiet bodaj wszystkiego, co tylko można było sobie wymarzyć. Słowem: superwypas!

Na początek oczywiście film. Jego smaczki czyli to, co w kinie, a przede wszystkim kilkanaście minut scen dotąd niewidzianych podziwiać można w 3D (na dwóch płytach) i 2D (na jednej płycie). Podczas kręcenia Peter Jackson powtarzał ponoć swojej ekipie: „Nie zważajcie na szczegóły, tylko na całość”. I tak też zrobili – poszli na całość.

Film w 2D opatrzony został komentarzem Jacksona oraz współproducentki i scenarzystki Philippy Boyens. Na tej samej płycie znalazła się jeszcze krótka impresja Nowa Zelandia: Dom Śródziemia. Ten, pełen zachwytu twórców nad urokami wybranych scenerii, kilkuminutowy filmik ponownie promuje zarówno egzotyczne uroki Nowej Zelandii, jak i Jacksonowy Bag End – tym razem zbudowany i pozostawiony na dobre.

Nie ulega wątpliwości, że twórcy filmowego Hobbita traktują go jako ciąg dalszy produkcji rodem ze Śródziemia. Nawet płyty zawierające dodatki ponumerowano odpowiednio 7 i 8. Tłumaczy to zresztą zapraszający do ich obejrzenia osobiście Peter Jackson. Robi to z przekonaniem, które napawa podejrzliwością. Przecież odkąd przesiedliśmy się z dekoracji na green i blue boxy, materiały typu "making of" nie powalają. A tu aż dziewięć godzin!

Na pierwszym krążku dodatków umieszczono podzielony na piętnaście części dokument Dawno oczekiwana podróż. Kroniki Hobbita część I. Każda z nich stanowi zarazem samodzielny odcinek poświęcony powstawaniu jakiegoś fragmentu filmu – przygotowaniom, realizacji, efektom specjalnym – od inspiracji, po produkcję. I to w mocno nasyconej treścią i obrazem formie. Nic dziwnego, że całość trwa aż cztery i pół godziny, skoro sam etap preprodukcji zajmuje godzinę!

Parę elementów może tutaj zaskoczyć – atmosfera kręcenia niektórych scen, rytuał rozpoczęcia zdjęć itp. Generalnie widać, iż praca na odległej Nowej Zelandii służyła wszystkim. Wygląda na to, że bardzo pozytywnie wpłynęła też na skupienie i zaangażowanie całej ekipy.

Druga płyta z dodatkami, skonstruowana podobnie jak pierwsza, prezentuje siedmioczęściowy dokument Powrót do Śródziemia. Ma on charakter bardziej konceptualny. Pokazuje dzieje powstawania poszczególnych elementów filmu – postaci, miejsc oraz całych ras czy królestw. I to zarówno od strony ich rodowodu, specyfiki, doboru, angażu, charakteryzacji, jak i gry. Chcecie zobaczyć, jak prywatnie Bilbo sprzedaje "fucka"? Tylko tutaj! A do tego nader często!

Choć z oczywistych względów wszystkie dodatki kipią od porównań do Władcy Pierścieni, główne ich spoiwo stanowi charakterystyczna, piękna muzyka. Jej samej poświęcony jest spory, ponad półgodzinny odcinek Powrotu do Śródziemia. I rzeczywiście, w Hobbicie muzyka odgrywa jeszcze większą rolę niż we Władcy. Twórcy – nie tylko Howard Shore – opowiadają tu o przetwarzaniu oryginalnych tolkienowskich słów na pełnokrwiste pieśni. Zespół Plan 9 prezentuje choćby kilka z przedstawionych do wyboru wersji Misty Mountains

Dzięki sprawnej realizacji dodane materiały ogląda się świetnie. Poza jednym "ale" – napisy są tu trochę niedopracowane (brak lektora w dodatkach). Dobrze, że w ogóle są, ale zmieniają się w bardzo szybkim, aż za szybkim tempie. Ponadto, umieszczone zostały niekiedy na podobnym kolorystycznie tle i nie zawsze są czytelne. Zabieg ten każe jednak z większą uwagą wsłuchać się w oryginalną ścieżkę dźwiękową oraz ocenić jakość tłumaczenia. Znakomicie oddaje ono sens wypowiedzi, gubi jednak niestety cechy indywidualne (Freeman: What the fuck is he talking about?; napisy: nie wiedziałem, o co mu chodzi?). Gdzieniegdzie kuleje również translacja pojęć technicznych związanych z realizacją filmu.

Potężne, dobrze zrealizowane dodatki do Hobbita nie dadzą aktorom dorabiać na emeryturze "opowieściami z planu". Stanowią bowiem kronikę, która wyczerpuje temat. Są co prawda zlepkiem różnych materiałów, ale pomimo wynikłej z tego różnej jakości obrazu, dzięki dynamicznemu montażowi i tak samo prowadzonej narracji, tworzą spójną całość. Opatrzone zostały nadto dobrym, uprzestrzennionym dźwiękiem.

Hobbit. Niezwykła podróż na pięciu płytach Blu-Ray to zatem set potężny. Zawiera wszystko, co każdemu wielbicielowi jacksonowskiego Śródziemia miłe i ciekawe. Wieść jednak niesie, że istnieją podobno jeszcze jakieś niewykorzystane sceny, które spadły na podłogę przy montażu. Może więc na zakończenie serii czeka nas kolejna „super-superwypasiona” wersja?

p style=




blog comments powered by Disqus