Wszystko wywrócone do góry nogami - recenzja animacji "Dom"

Czasami warto wybrać się do kina na coś lekkiego, przyjemnego i po brzegi wypełnionego humorem. Co najlepiej odstresowuje? Zdecydowanie komputerowe bajki, które tak naprawdę przeznaczone są dla każdego, wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia. Takie produkcje potrafią bowiem wciągnąć w opowiadaną historię zarówno dzieci, jak i starszych widzów. Zwłaszcza, gdy są tak dopracowane jak Dom.

Buwy to małe, sympatyczne fioletowawe stworki, które szukają swojego miejsca w galaktyce. Ich wybór pada na Niebieską Planetę, gdzie, według ich informacji, żyje nie w pełni rozwinięty intelektualnie gatunek. Buwy wierzą, że dzięki ich ingerencji mieszkańcy Ziemi będę szczęśliwsi i poczują się bezpieczni. Postanawiają przesiedlić ludzi na jedną część kontynentu, a resztę dostosować do swoich potrzeb. Pozbywają się bezużytecznych przedmiotów, jak choćby parasoli czy rowerów, a reszty używają zgodnie ze swoją teorią ich przeznaczenia. Cóż, jazda na odkurzaczu nigdy nie jest passé. Jeden z najeźdźców różni się jednak od reszty przedstawicieli swojego gatunku – Buwy nie nawiązują bowiem przyjacielskich relacji, nie wtykają nosa w sprawy innych i nie rozmawiają więcej niż to potrzebne. Oh pragnie jednak zawierać bliższe znajomości. By przełamać pierwsze lody, urządza w swoim nowym domu parapetówkę, niestety przez przypadek wysyła zaproszenie na nią również do wrogów Buwów, przez co zostaje uznany za zagrożenie numer jeden. Podczas ucieczki Oh poznaje jedną z przedstawicieli homo sapiens i całkowicie zmienia swoje zdanie na temat mieszkańców Ziemi.

Jeszcze żaden film nie przedstawiał najeźdźców w tak ciekawy sposób. Zazwyczaj gatunki pragnące zawłaszczyć sobie Ziemię to bezwzględne, straszne i niebezpieczne osobniki, nastawione na eksterminację. Oczywiście bajki kierują się swoimi prawidłami, prezentując odbiorcom małe, słodkie robociki czy przybyszów podobnych do E.T. Bulwy to kolejna kategoria słodkiego zagrożenia. To, co robią nie jest dobre. Zawłaszczają czyjąś planetę, żyjąc w przekonaniu, że to dla większego dobra jej mieszkańców. Nie interesuje ich, że zabierają dom innemu gatunkowi. Dla Buwów liczy się najbardziej przetrwanie ich społeczeństwa.

Moment osiedlania planety to jeden z najzabawniejszych w całej produkcji. Buwy są jak dzieci, tylko lepiej rozwinięte technologicznie, i z wielkim zainteresowaniem badają kolejne przedmioty, jakie wpadną w ich ręce. To że używają ich niezgodnie z przeznaczeniem dostarcza widzom dawki komizmu sytuacyjnego.

A Oh? To taki typowy outsider. Pragnie znaleźć kolegów, mimo że jego gatunek nie zawiera przyjaźni. Przez swoją towarzyską nadpobudliwość pakuje się w nie lada kłopoty, w końcu bycie uznanym za wroga numer jeden nie brzmi za dobrze. Jego życie zmienia się jednak w momencie, kiedy poznaje przedstawicielkę homo sapiens, Tip. Oczywiście początki ich współpracy bywają trudne, dziewczyna ma za złe Ohowi, że wraz z resztą Buwów zajął jej planetę. Co gorsza, zabrał dokądś jej mamę. W końcu jednak para zaczyna się lepiej poznawać, a historia ich przyjaźni okazuje się ciekawie skonstruowana.

Dom to film o przyjaźni, poszukiwaniu własnego "ja" oraz odnalezieniu się w nowej sytuacji. Dwa różne charaktery, Oh i Tip, muszą pokonać wszelkie dzielące ich bariery. Każdy z bohaterów wnosi coś innego do opowiadanej historii. Jak można się spodziewać, zestawienie ze sobą dwóch różnych mentalności będzie prowadziło do ciekawych sytuacji, pełnych humoru.

Warto obejrzeć Dom ze względu na wszechobecny humor, melodyjną ścieżkę dźwiękową oraz piękną oprawę graficzną. Moc kolorów i rozwiązań przyprawia o pozytywny zawrót głowy. Produkcja opowiada o sile przyjaźni i miłości oraz o dostosowywaniu się do nowych sytuacji. Ta bajka uczy pozytywnej postawy i zapewnia godziwą rozrywkę na poziomie.


blog comments powered by Disqus