Zawsze wolne miejsca

plakat filmu Zawsze wolne miejsca

Lubicie ekstrema? Wnętrzności porozrzucane po podłodze, plamy krwi na ścianach, atmosfera śmierci w powietrzu i hardcorowy seks? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to musicie poszukać innego hostelu. Ten poniżej opisywany jest wolny od takich atrakcji.

Film reklamowano wieloma hasłami, często zawierającymi przedrostek ‘naj-‘. W ten sposób powstał między innymi ‘najbardziej krwawy horror ostatnich lat’, ‘najbardziej przerażający horror ostatnich lat’ i tym podobne. Powinno się jeszcze dorzucić „najbardziej bzdurna fabuła ostatnich lat”. Nowe dzieło znanego ze Śmiertelnej Gorączki amerykańskiego reżysera Eli’ego Rotha może śmiało pretendentować do miana nonsensu roku. Po krótce, o co chodzi. Dwóch amerykańskich nastolatków i poznany przez nich w drodze Islandczyk przemierzają Europę w poszukiwaniu wrażeń. Będąc w Amsterdamie dowiadują się o istnieniu pewnego Hostelu na Słowacji, w którym dziewczęta są bardziej niż chętne, by dać się porwać na noc bogatym obcokrajowcom. Z prostego powodu, iż rzekomo kontynent nasz obfituje w przeróżnej maści psychopatów, na miejscu znajdują także inne, bardziej wyszukane atrakcje. A raczej sami się taką atrakcją stają. Koniec.

Trzeba Rothowi przyznać jedno: umie przykuć uwagę widza. Inna sprawa, iż odbywa się to starym, aczkolwiek sprawdzonym sposobem. Od pierwszych minut kokietuje nas nieco wulgarna i pozbawianą erotyzmu nagością, lecz nie sądzę, by ktoś protestował, prawda? Po wygodnym zajęciu miejsca w fotelu, oczekujemy na więcej. A to „więcej” nie nadchodzi. Idealnym rozwiązaniem byłoby skrócić film do jakichś 40 minut, gdyż intryga w nim zawarta jest tak bzdurna i niewiarygodna, iż ma się ochotę przesłać scenarzyście co najmniej list z pogróżkami, a środkową część filmu po prostu przespać. Gdy powieki stają się ciężkie i nie mają ochoty powrócić w stan gotowości, Roth zamienia nagle nagość na przemoc. Ze zmiennym skutkiem jednak. Scen gore jest niestety mało jak na „najbardziej krwawy film ostatnich lat”, ale wykonane są solidnie i aż proszą się, by pociągnąć je troszkę dłużej. Roth nie stroni jednak od czarnego humoru, w czym być może widać rękę producenta filmu, samego Quentina Tarantino. Niektóre sceny są groteskowe, a przez to bardzo zabawne, jak instytucja garbusa z siekierą ćwiartującego zwłoki czy scena odcięcia gałki ocznej przez jednego z oprawców. Strachu jednak brak. Cały film można, a nawet trzeba traktować z dystansem i była to dla Rotha jedyna droga, by Hostel nie pozostał w celuloidowym podziemiu, a jednocześnie zachował swój krwawy charakter.

Jednakże, lepiej dla samego obrazu byłoby gdyby został on przemyślany jako tradycyjny gore dla węższego grona miłośników horroru, gdyż mimo pretekstowej fabuły, ma potencjał, którego nie da się przecenić. Nie został on jednak wykorzystany, mimo że Roth od czasów topornej pod względem realizacji Śmiertelnej Gorączki przeszedł niesamowitą ewolucję jako reżyser. Nie zmienia to faktu, iż Hostel jest przeciętniakiem, jeśli chodzi o film grozy, lecz na ekranach sal kinowych i tak nie widzieliśmy dawno nic mocniejszego.


blog comments powered by Disqus