Nie-krótka głupota o ludzkiej naturze

plakat filmu Nie-krótka głupota o ludzkiej naturze

90 minut filmu i tylko jedna ciekawa scena; niecałe 5 milionów dolarów wydanych na produkcję i jedynie osobę, która je wydała można uznać za atut. Banalność, dłużyzna, fabuła, która „urzeka” głupotą- oto lista elementów, które w nowym filmie Eli Rotha uznać można za niewątpliwe zalety. Cała reszta jest jeszcze gorsza! 

Wyobraźmy sobie fabułę, w której trójka przyjaciół przemierza Europę i zwiedza kolejne miasta. Poznajemy ich podczas wizyty w Amsterdamie, gdzie, nie szczędząc sobie niczego, korzystają z życia biorąc narkotyki i zwiedzając kolejne domy publiczne. Przypadek powoduje, że poznają tam mężczyznę, który skutecznie nakłania naszych bohaterów do zmiany miejsca zabaw, kierując ich do małego miasteczka pod Bratysławą. Zachęceni obietnicami gorących przeżyć nasi bohaterowie udają się tam czym prędzej (tyle tylko, że to „prędzej” trwa 2/3 filmu) i lokują w miejskim hostelu. I właśnie tu zaczynają się ich makabryczne przygody - ów hostel jest bowiem czymś w rodzaju pułapki na zagranicznych turystów. Schwytani staną się obiektem makabrycznych zabaw bogatych klientów tzw. „Bractwa Łowieckiego”- organizacji dającej swoim klientom możliwość zadawania bólu i zabijania innych ludzi, za odpowiednią opłatą. Jak łatwo się teraz domyślić nasi bohaterowie staną się ofiarami nieludzkich praktyk, część z nich przeżyje i już nigdy nie będzie taka sama. Podobnie będzie z każdym, który zdecyduje się obejrzeć ten koszmar - film Eli Rotha jest bez wątpienia jednym z największych gniotów ekranowych ostatnich lat.

Hostel to prawdziwa mieszanka gatunków: zaczynamy od głupiej komedii o studentach, dalej mamy kino drogi, później krótki suspens, makabryczny gore, film z pod znaku Jamesa Bonda wzbogacony odrobiną Ściganego, znowu gore i na zakończenie: poważny moralitet. Problem w tym, że wszystko co Hostel miał nam powiedzieć, cała jego pseudo-analiza ludzkiej natury, niknie za głupotą serii pozbawionych smaku scen, w których scenarzysta ujawnia swoje niezdrowe wizje tortur i sposobów zadawania bólu. Całość próbuje ratować jedna tylko scena, w której wyraźnie odbija się stylistyka producenta (Quentin Tarantino). Chodzi o moment, w którym bohater - ofiara, podczas próby ucieczki, prowadzi dyskusje z potencjalnym oprawca o najlepszym z możliwych sposobów na zadawanie śmierci. Reszta jest tu niepotrzebna!

Hostel naprawdę przeraża! Straszna jest tu konstrukcja bohaterów i ich pozbawione racjonalności zachowania. Szczególnie polecam sekwencję, w której jeden z bohaterów, odbija z rąk oprawców poznaną wcześniej kobietę. Nic szczególnego- istotą jest tu jednak technika przeprowadzenia akcji ratunkowej, w której młody chłopak z wprawą komandosa zabija swoich przeciwników lub ukrywa się przed nimi. Koszmar!!! Pozostałe elementy są z resztą niewiele mądrzejsze. Kiepsko jest też z rozłożeniem napięcia w czasie trwania fabuły. Efekt jest taki, że spora część widzów zwyczajnie nie dotrwa do scen masakry i zaśnie przybita nieustającą dłużyzną.

Posługując się obrazami makabrycznymi, można tworzyć kino wielkie - dosadność może być przecież świetnym środkiem wyrazu. Posługiwać się nią jednak należy w sposób uważny - w przeciwnym wypadku zamienimy film w niepotrzebną eskalację przemocy i brutalności. Hostel jest właśnie taki - głupi i brutalny. I jakby tego było mało potwornie widza zanudza. Miejmy nadzieje, że producenci poprawią się przy wydaniu dvd i okroją film do wspomnianej tylko sceny. Już wystarczającym grzechem jest bowiem fakt, że Hostel dorabia się właśnie kontynuacji. I to jest tu chyba największym horrorem.


blog comments powered by Disqus