Jak zrobić z mięczaka wnuka godnego Draka? Recenzja animacji "Hotel Transylvania 2"

Pierwsza część Hotelu Transylvania nie była może fenomenalną animacją, ale dzięki przemyślanym gagom, dynamicznie ukazanej rodzinnej relacji oraz szczerym emocjom udało się jej zdobyć grono fanów. Film zarobił ponad 350 milionów dolarów, a to było dobrym (a może jedynym?) powodem do nakręcenia sequelu. Niestety pod zachwycającą warstwą wizualną zabrakło spójnej fabuły i ciekawych pomysłów, za to do filmu wkradła się popkulturowa papka. Ale po kolei.

Pierwsza część przygód Draka i potwornej ferajny kończy się wielką imprezą na cześć jego córki Mavis oraz Jonathana, który został pierwszym człowiekiem zaakceptowanym w hotelu zastrzeżonym dotychczas jedynie dla potworów. Sequel otwiera scena ślubu młodych, a rok później Drak dowiaduje się, że zostanie dziadkiem. Gdy na świat przychodzi Dennis, świeżo upieczony dziadek święcie wierzy, że mały będzie wampirem. Mijają lata, a cichy, rudowłosy malec nie wyraża zainteresowania wampirzymi zabawami, na ulubionego potwora wybiera sobie uroczego pluszowego Pana Ciasio i wciąż nie wyrzynają mu się kły. Przerażony dziadek ma czas tylko do piątych urodzin wnuka – jeśli do tej pory nie ujawni się w nim wampir, to już na zawsze zostanie człowiekiem. W dodatku córka z zięciem planują przeprowadzkę do Kalifornii. Drak wymyśla podstępny plan: wysyła Mavis i Jonathana w podróż, a sam wraz z dobrze znanymi nam kumplami: Frankiem, mumią Murrayem, wilkołakiem Waynem i Niewidzialnym Człowiekiem Griffinem zabiera wnuka na męską wycieczkę, na której mały ma się nauczyć, co to znaczy być prawdziwym potworem i odkryć swoją prawdziwą naturę. Jak nietrudno się spodziewać cały ten misterny plan bierze w łeb, a Drak będzie musiał zmierzyć się nie tylko z furią córki, ale i przypomni sobie, że sam ma ojca, bo na piąte urodziny Dennisa wybiera się straszliwy pradziadek Vlad. Prastary wampir nie ma bladego pojęcia ani o tym, że jego wnuczka poślubiła człowieka, ani tym bardziej, że jego własny syn otworzył dla ludzi podwoje swojego hotelu…

Hotel Transylvania 2 trochę bawi i trochę uczy. Widzowie w każdym wieku na pewno znajdą coś dla siebie wśród wielu żartów słownych i sytuacyjnych. Cała paka Draka jest przecież zbieraniną uroczych, nieco fajtłapowatych stworów, którym daleko do swoich pierwowzorów sprzed niemal stulecia, a które mają przekonać maluchy, że monstra i horrory są jedynie żartem, teatrzykiem i sztuczką. Najstraszniejszy z nich niczym nie różni się od telewizyjnego Pana Ciasio, bo tak naprawdę to wcale nie chce nikogo przestraszyć. I choć (w przeciwieństwie do pierwszej części) tutaj częściej będziecie wznosić kąciki warg niż wybuchać salwą śmiechu, to twórcom udało się sprawnie połączyć warstwę humorystyczną z edukacyjną, przemycając całkiem mądre przesłanie, które trafi zarówno do tych młodszych, jak i starszych widzów. To refleksja o tym, że każdy powinien akceptować samego siebie oraz kochać swoich bliskich, bez względu na inność. To również rada dla rodziców, by nigdy nie narzucali dzieciom własnych oczekiwań i ambicji.

Film dotyka również w zabawny sposób problemu konfliktu pokoleń i odwołuje się do popularnego przekonania, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. Mały Dennis jest oczkiem w głowie swojego dziadka, który jednak nie ma pojęcia, co jest dla niego najlepsze. Ukazanie zderzenia dwóch światów (świat ludzi – świat potworów, świat współczesny – świat dawny) i pokoleń (Jonathan i Mavis – Drak, Mavis i Drak – Vlad, Dennis – Drak) jest wyjątkowo obrazowe i ukazane poprzez tarcia czy konflikty. Drak uczy się korzystać ze smartfona, a zabierając wnuka na obóz dla małych „wampirów” dowiaduje się, jak bardzo uwspółcześnił się model wychowania. Twórcy żartują z poprawności politycznej regulującej wiele sfer życia społecznego i rodzinnego, ale koniec końców robią to w subtelny, nierażący sposób. Razi za to product placement Sony w postaci smartfonów i laptopów marki, który to studio filmowe mogło sobie darować w animacji dla dzieci. Razi również zbyt efekciarska i dosłowna końcówka, prawdopodobnie autorstwa współscenarzysty Adama Sandlera. Przez to całość filmu wypada nierówno.

Koniec końców sequel nie dorównał pierwszej części Hotelu. Nie oznacza to jednak, że film nie jest warty zobaczenia, bo warto – dla wspomnianej już świetnej animacji oraz wspaniałego polskiego dubbingu, naszpikowanego inteligentnymi żartami, zrozumiałymi dla rodzimego widza. To kino lekkie w odbiorze, rodzinne, które pozwoli wam miło spędzić niedzielne popołudnie. Nawet jeśli wkrótce po zakończeniu seansu o nim zapomnicie, to będzie to wspaniale spędzony czas. 

Korekta: Joanna Biernacik


blog comments powered by Disqus