Recenzja animacji "Jak wytresować smoka 2"

Smok – „potężny drapieżnik o twardej skórze pokrytej łuskami,  wydłużonej szyi i podobnym do jaszczura ogonie. Ma wielkie i ostre zęby oraz kończyny zakończone szponami”[1]. W Europie potwór ten budził strach i przerażenie, jawił się jako wcielenie zła, w krajach azjatyckich był natomiast symbolem szczęścia i potęgi. Te majestatyczne istoty są motywem pojawiającym się w wielu dziełach filmowych literackich. Wystarczy wspomnieć choćby Hobbita, czyli tam i z powrotem, Eragona, Niekończącą się historię czy Baśniobór. Tajemnice Smoczego Azylu. W 2010 roku na ekranach kin zagościła kolejna produkcja, w której majestatyczne smoki pokazują się w swojej pełnej krasie. No dobrze, może słowo majestatyczne nie za bardzo pasuje do opisania grupki latających stworów, siejących destrukcję w sercach widzów. Destrukcję tak dużą, że dzieciaki na całym świecie pokochały te kolorowe stworzonka. Jak wiadomo, wszystko co zdobędzie sympatię widzów – nieważne w jakim wieku – zasługuje na kontynuację. Wprawdzie zajęło to cztery lata, jednak w końcu się udało, a do kin weszła druga część Jak wytresować smoka.

Minęło pięć lat. Na wyspie Berk panuje spokój, ludzie i smoki żyją w harmonii, życie toczy się swoim tempem. Stoik Ważki oznajmia swojemu synowi, że widzi w nim przyszłego wodza wioski. Czkawka boi się, że nie podoła tak odpowiedzialnemu zadaniu, czuje, że nie spełni oczekiwań, jakie pokłada w nim jego ojciec. Podczas jednej z licznych wypraw odkrywczych trafia do fortecy dowodzonej przez Ereta. Ten opowiada bohaterowi o Drago Krwawdoniu, któremu służy. Okazuje się, że ów Drago pragnie zdobyć jak największą ilość smoków, w tym te należące do mieszkańców wyspy Berk.

Odpowiedzialność za innych to główny temat, wokół którego rozwija się akcja filmu. Czkawka boi się ciężaru zobowiązania, jakie ojciec chce położyć na jego barkach – w końcu opieka nad innymi nie należy do błahych spraw. Motyw odpowiedzialności widać również w scenach, kiedy bohater spotyka swoją zaginioną, a dokładniej porwaną, przed laty rodzicielkę. Kobieta tłumaczy mu, dlaczego nie powróciła na wyspę Berk, do swojej rodziny: po pierwsze nie chciała uczestniczyć w wojnie ludzi i smoków, ponieważ wiedziała, że nie jest w stanie skrzywdzić żadnego przedstawiciela tych drugich, po drugie, czuła się odpowiedzialna za te latające stworzenia.

Cały wątek odnalezienia przez syna, oczywiście przypadkowo, zaginionej przed laty matki okazuje się wprawdzie mocno naciąganym, jednak wprowadza pewnego rodzaju powiew świeżości do opowiadanej historii. Widz zauważa, po kim Czkawka odziedziczył swój charakter, empatię i odwagę. Bo tego ostatniego na pewno mu nie brakuje. Przyjaciele, smoki oraz bliscy z wyspy, na której żyje, są najważniejsi. Ich dobro przedkłada nad swoje. W całym wątku poświęconym naprawianiu relacji pomiędzy synem a rodzicielką zabrakło jednak realizmu. Prawda jest taka, że cała ta sytuacja okazała się zbyt sielankowa, dwadzieścia lat nieobecności jednej z najważniejszych osób w życiu zasługuje na większe wyjaśnienia niż kilka zdań. Również reakcja Czkawki była zbyt nienaturalna – natychmiastowe wybaczenie, bądź co bądź, porzucenia.

Walka dobra ze złem, jak w większości produkcji skierowanych do dzieci, stanowi ważny trzon całej historii. I trzeba przyznać, że końcowe starcie tych dwóch przeciwstawnych sił robi piorunujące wrażenie. Antagonista to typowy bohater spod ciemnej gwiazdy – nieprzyjemny, nie budzący sympatii, okrutny. Wszystko byle młodsza widownia natychmiast zapałała do niego negatywnymi emocjami. Również walka dwóch Oszołomostrachów pokazuje, jak działa schemat przedstawiania dobra i zła w bajkach. Pozytywny Alfa jest biały, natomiast negatywny - ciemny.

Smoki, najważniejszy, przynajmniej dla mnie, element produkcji. Obok tych dobrze znanych z pierwszej części pojawiają się nowe, jak choćby wspomniane wyżej Oszołomostrachy, których rozmiary budzą podziw czy Chmuroskok, nowy przyjaciel Szczerbatka. To prawdziwi bohaterowie pierwszego planu – każdy latający stwór jest inny; różnią się nie tylko wyglądem, ale i charakterem. Najwięcej humorystycznych scen pojawiających się w filmie to właśnie momenty, w których pojawiają się smoki. Ich zachowanie, miny, wzajemne relacje – to wszystko zostało przedstawione z typowym dla bajek przymrużeniem oka, wywołując salwy śmiechu u młodszej części publiczności na sali.

Jak wytresować smoka 2to bogatsza grafika, większa liczba latających stworzeń, dojrzalsi bohaterowie. Sceny w smoczym Edenie dosłownie zapierają dech w piersiach. Gdyby nie infantylne zachowania niektórych bohaterów – jak choćby przekonanie Czkawki, że wystarczy porozmawiać z Drago, by ten zaprzestał realizacji swoich niecnych planów, produkcję oceniłabym wyżej niż jej poprzedniczkę. W pierwszej części takie podejście protagonisty do życia zapewne tak by mnie nie raziło, jednak dwudziestoletni mężczyzna, dodajmy że wiking, powinien lepiej rozumieć otaczający go świat. Czasami ta naiwność głównego bohatera może denerwować, przynajmniej dojrzalszego widza.

Czy warto wybrać się na ten film? Oczywiście. Mimo kilku niedociągnięć, jest to piękna historia opowiadająca o sile miłości i przyjaźni, okraszona sporą dawką humoru sytuacyjnego. Miłośnicy pierwszej części nie powinni poczuć się rozczarowani. Zresztą, jak można nie polubić latających potworków, które tylko czekają, by coś zmalować.



[1]
K. Haka-Makowiecka, M. Makowiecka, M. Węgrzecka, Leksykon fantastyki. Postacie, miejsca, rekwizyty, zjawiska, Warszawa 2009, s. 355.


blog comments powered by Disqus