Obrzydliwa prostota, czyli recenzja filmu "Ludzka stonoga"

Autor: Falleen

Jednym z najprostszych sposobów umożliwiających nowemu filmowi wbić się w srogie łaski widzów bądź krytyków jest odpowiedni dobór historii. Pośród setek oklepanych tematów i motywów sama zapowiedź czegoś nowego przykuje uwagę potencjalnego widza. Trzeba tylko wykreować fabułę znacząco odstającą od dobrze znanych standardów, a szansę na sukces diametralnie wzrosną. Oczywiście owy fortel nie gwarantuje, że dzieło zostanie obsypane wszelakimi nagrodami filmowymi, a każdy seans będzie zwieńczony aplauzem zachwyconej widowni. Lecz na pewno przyciągnie większą publikę. Prawdopodobnie z takiego założenia wyszedł Tom Six twórca niesławnej Ludzkiej Stonogi. Tylko, że jego wersja odstającej od normy fabuły zaskoczyła absolutnie wszystkich.

Początkowa historia, która tworzyła się w umysłach widzów, nie zapowiadała niczego nadzwyczajnego. Dwie przyjaciółki w swojej podróży po Europie trafiają do Niemiec. Tam natomiast, w samym środku lasu, ich samochód ulega awarii, a dwie piękne dziewczyny zmuszone zostają do poszukiwania najbliższej cywilizacji. Owa wyprawa kończy się w domu Dr. Heitera, który ma dość sprecyzowane plany odnośnie nowo przybyłych gości.

W tym właśnie momencie kończy się szeroko pojmowana normalność dzieła Toma Six’a. Bowiem Dr. Heiter jako znany chirurg specjalizujący się w rozdzielaniu bliźniąt syjamskich postanowił uwieńczyć swą karierę lekarską monumentalnym dziełem, nijak związanym z jego dotychczasową specjalnością. Mianowicie postanowił stworzyć jeden, prężnie działający układ pokarmowy, składający się z dwóch ślicznych dziewcząt i złapanego wcześniej Japończyka. Wszystko to na wzór najpiękniejszej istoty w oczach doktora - stonogi. Pomysł sięgający do granic absurdu zostaje sprecyzowany głównym bohaterom oraz widzom wręcz z medycznej strony. Świadomość nadchodzącej bliskości głównych bohaterów nie tyle wzbudza w widzach strach, lecz zniesmaczenie oraz szok do tego stopnia, że odstawiają zakupiony popcorn.

Dzieło Toma Six’a ukazało pewną przypadłość panującą wśród fanów horroru. Oglądanie brutalnych morderstw, spływających po ścianach flaków czy hektolitry rozlanej krwi wzbudzają zachwyt lub przerażenie wśród widzów, nie tworząc przy tym większego obrzydzenia. Natomiast wyrafinowany i prosty pomysł połączenia ust z odbytem zaprezentowany w Ludzkiej Stonodze wystarczył, żeby wywołać mdłości połączone z zniesmaczeniem u największych twardzieli kina grozy.

Six zaskoczył widzów pomysłem połączonym z prostotą. Na próżno szukać w filmie hollywoodzkiego rozmachu efektów specjalnych bądź wyrafinowanej gry aktorskiej. Tom Six stworzył obraz prosty z niezwykła fabułą. Film jest przepełniony chorym klimatem, niektóre sceny szokują iście sterylnym patosem, a sam koniec jest pozbawiony panoszącego się w większości filmów happy end’u. Lecz dzieło nie wzbudziło większego zachwytu zarówno wśród widzów, jak i krytyków. Oczywiście argumentów, że film od strony technicznej jest zwyczajnie słaby, nie da się podważyć. Gra aktorska też pozostawia wiele do życzenia, lecz prawda, dlaczego film uzyskał tak niskie noty jest zupełnie inna. Tom Six podjął się ogromnego ryzyka tworząc obraz niszczący wszelakie kanony dobrego stylu czy smaku rządzące filmowym półświatkiem. Zaskoczył oraz zniesmaczył widza nie brutalnymi scenami, lecz wyrafinowanym pomysłem, a także obrazem, na który odbiorcy nie byli gotowi i pewnie nigdy nie będą.


 


blog comments powered by Disqus