Zaprogramowani by wrzeszczeć

plakat filmu Zaprogramowani by wrzeszczeć

"Mój znajomy ma hobby. Obserwuje mężczyn biegających za skórzanym przedmiotem. Kiedy przedmiot ten wpadnie do bramki po jednej stronie boiska - jest szczęśliwy i krzyczy. Kiedy jakiś czas później ten sam przedmiot wpadnie do bramki po drugiej stronie boiska - robi się strasznie smutny. I też krzyczy" - mówi Petri Sirvio, bohater filmu dokumentalnego Miki Ronkainena Wrzeszczący Faceci. Od 15 lat dyryguje swoistym chórem męskim, którego artystyczny wizerunek opiera się na wykrzykiwaniu pieśni patriotycznych, hymnów narodowych, fragmentów aktów prawnych i innych tekstów.

Do czego służy krzyk? - do porozumieniwania się na odległość, do wyrażania emocji - ma wiele zastosowań - uświadamia widzom Petri Sirvio. Dla niego jest stylem życia i środkiem artystycznej ekspresji. Występy sławnego na całym świecie chóru, to dla widzów przeżycie wytrącające ich z codziennej kontemplacji rzeczywistości. W tych artystycznych performance'ach, które goszczą w najsłynniejszych światowych centrach sztuki współczesnej, czuć echa kultury industrialnej - to swoista muzyka maszyn wykonana przez ludzi "zaprogramowanych" by wrzeszczeć. Uderzenie hałasem, który jednak okazuje się mieć treść. Uważny obserwator współczesnej sceny muzycznej dostrzeże tu podobieństwa do dźwiękowych eksperymentów Johna Zorna czy też Otomo Yoshihide. W przeciwieństwie do nich chór Sirvio nie używa jednak żadnych instrumentów. Jest tu też coś z anarchistycznego buntu. Świadome odkrzyczenie w Paryżu, mimo zakazu organizatorów, fragmentu Marsylianki, w którym mowa jest o przeciwstawianiu się tyranii to uświadomienie dycydentom, że pieśni wolności nie wolno cenzurować, że lud rewolucji francuskiej walczył także o wolność sposobu wypowiedzi i należy o tym pamiętać. Sięganiepo kontrasty to niełatwa droga artystyczna. Przysparza najczęściej tylu samo wrogów co zwolenników. Sięgając po symbole narodowe Petri Sirvio bardzo uważnie pilnuje by nie przekroczyć granicy. I udaje mu się zachować równowagę, co dowodzi jego artystycznej wielkości.

Wraz z kamerą Miki Ronkainena towarzyszymy "wrzeszczącym facetom" w ich występach w Europie i Japonii. Podglądamy próby chóru i jesteśmy świadkami rekrutacji nowych głosów. Obok tych scen Ronkainen wprowadza elementy dokumentu kreacyjnego - inscenizowane sceny czy kontrapunkty w postaci fragmentów starych filmów dokumentalnych. Wrzeszczących facetów otwiera scena, w której członkowie chóru wpływają na lodołamaczu w skuty lodem obszar. Na końcu filmu Petri Sirvio wraz z resztą chóru ciągną lodołamacz na linie. To symboliczne zamknięcie w pełni oddaje siłę pasji jaka może pchać człowieka do działania.

Wadą filmu, który oglądać możemy w polskich kinach w dystrybucji Against Gravity, jest niestety zaledwie poprawne tłumaczenie obrazu. Autor polskiej ścieżki dialogowej jak ognia unika słowa "performance" (używając w tym miejscu nie do końca trafnego sformułowania "występ") i widać wyraźnie, że niezbyt dobrze porusza się w obszarze sztuki. Mimo tego mankamentu obraz Miki Ronkainena to pozycja, która znakomicie urozmaiciła repertuar polskich kin i nie wolno jej przegapić.


blog comments powered by Disqus