Rozmowa z producentem "Ichthys" Zbigniewem Żmudzkim ze studia SE-MA-FOR

Co Pan sądzi, o tym, że polskie studio ogłasza, że chce zrobić film pełnometrażowy w technice 3D?

Ostatnio powstał Polski Instytut Sztuki Filmowej, a jego polityka jest taka, że promuje realizacje filmów pełnometrażowych, kinowych a nie krótkich. Władze Instytutu twierdzą, że jeśli ktoś chce robić filmy krótkie, autorskie to może, ale nie są one priorytetowe. Ja już trzy razy byłem pytany przez ważne osoby – a kiedy zrobicie Shreka? Jest jeden problem. Shrek kosztował kilkadziesiąt milionów dolarów i to jest odpowiedź na pytanie – nigdy nie zrobimy. W Polsce nie ma warunków, żeby powstał film pełnometrażowy z animacją 3D, który osiągnąłby poziom równy poziomowi amerykańskich filmów pełnometrażowych.

Więc co trzeba zrobić, czy może postawić na stylizację – nie kopiowanie amerykańskich koncepcji, a na klimat?

Tak, to jest to co możemy w Polsce zrobić. Naszą siłą są bardzo zdolni twórcy i realizatorzy. Naszą siłą mogłoby być łączenie technik. Na przykład łączenie animacji rysunkowej z techniką 3D, czy łączenie animacji przestrzennej, lalkowej z cyfrową. W Polsce to jest właśnie przyszłość.

W Se-ma-forze idziemy w tym kierunku, łączymy tradycyjną animację poklatkową, lalkową z obróbką 3D. Nie można tu mówić o animacji 3D, ale o komputerowej obróbce obrazu, wzbogacaniu go, poprawianiu chropowatości animacji lalkowych, a także łączeniu lalki z dekoracją w celu obniżeniu kosztów. W tej technice dałoby się zrobić dobry pełnometrażowy film.

Na Zachodzie powstają takie filmy, ostatnie Oscary przypadły filmom powstałym właśnie w tej technice. Cyfra rewelacyjnie wspiera animację lalkową. My jesteśmy właśnie w trakcie realizacji takiego, bardzo dużego filmu. Jest to ekranizacja baletu Prokofiewa Piotruś i wilk robiona w koprodukcji z Anglikami, jednak za pieniądze zdecydowanie wyższe, niż te, za które robi się animacje w Polsce. Cały koszt produkcji filmu to prawie 2 miliony funtów, a jest to film półgodzinny. W Polsce wydaliśmy już ponad 2 miliony złotych. W Se-ma-forze jeszcze nigdy nie robiliśmy tak drogiego filmu.

Jakie mają Państwo plany wobec tego filmu po jego realizacji?

Dystrybucją zajmą się Anglicy, którzy mają większość udziałów. My będziemy mieli prawo do dystrybucji w Polsce oraz 6% udziałów w dystrybucji światowej. Jest to film 30 minutowy, więc w grę wchodzi przede wszystkich dystrybucja telewizyjna, na drugim miejscu wydanie go na płytach DVD. Trzeci sposób dystrybuowania to innowacja. Anglicy wpadli na pomysł, żeby zagospodarować taką niszę, na której nikt jeszcze nie działał Ponieważ Piotruś i wilk to film muzyczny, więc chcą go pokazywać na pokazach z udziałem orkiestr symfonicznych. Film będzie na ekranie a ścieżkę dźwiękową będzie grała orkiestra. Czy w Polsce chwyci to trudno powiedzieć. Dzieło Prokofiewa jest w repertuarze wielu polskich orkiestr, to popularny utwór. Można byłoby organizować koncerty skierowane do dzieci i młodzieży – najpierw występy orkiestry, potem film i orkiestra na żywo. Piotruś i wilk został napisany z myślą o dzieciach, a takie pokazy miałyby wspaniały efekt dydaktyczny. Pomysł jest bardzo dobry, ale nie wiadomo jakie pieniądze można by z tego uzyskać.

A festiwale?

To jest los wszystkich filmów animowanych. Najważniejszy w Polsce to Krakowski Festiwal Filmowy, jest na liście Amerykańskiej Akademii Filmowej (AMPAS), co znaczy, że wygrywając go można starać się o nominację do Oscara w kategorii filmu krótkometrażowego - dokumentalnego lub animowanego. W tym roku miał pecha co do komisji selekcyjnej. Zakwalifikowane zostały głównie krakowskie filmy animowane. Sprawdziła się nazwa „krakowski”… Komisja działała fatalnie. Dwa dokumentalne filmy, które zdobyły nagrody zostały w selekcji odrzucone, dyrektor festiwalu wstawił je na własną odpowiedzialność.

Czasem na festiwalach nagrody są zupełnie nieadekwatne do wartości filmu. Bardzo dobre produkcje dostają słabe nagrody, a wygrywają „totalne nieporozumienia”. Przykładem może być to, że Ichthys, który jest filmem wybitnym, kwalifikuje się na największe światowe festiwale, a na gorszych zdarza się, że jest odrzucany. Niektórym sam tytuł kojarzy się od razu z religią i to jest powodem odrzucenia. A to nie jest film o tematyce religijnej… Wszystko zależy od poglądów osób oceniających... Dlatego łatwiej dostać się na festiwal azjatycki czy amerykański niż na europejski.

Jak Państwo trafili na Ichthys?

Se-ma-for to jest takie studio, które zawsze produkowało filmy autorskie. Tu powstały takie filmy jak Tango Rybczyńskiego, filmy Schabenbecka, Szczechury czy Dumały. Marek Skrobecki jest naszym najwybitniejszym twórcą, który zajął się filmem lalkowym. To my znaleźliśmy scenariusz. Współpracujący z nami scenarzysta Antoni Bańkowski przyniósł do mnie pomysł i doszliśmy wspólnie do wniosku, że to tylko Skrobecki może go robić. Scenariusz został opracowany jak gdyby od nowa, a i w trakcie realizacji następowały zmiany wzbogacające jego treść.

Od razu było wiadomo, ze odniesie sukces?

Zawsze gdy robimy film, stosujemy zasadę, że słabych filmów nie robimy. Minimalny poziom muszą spełniać. Jeśli scenariusz jest zły, to prosimy o opracowanie go na nowo. Zawsze zakładamy, że robimy film dobry. Oczywiście nie można powiedzieć, że każdy tytuł musi być „mistrzostwem świata” gdyż to statystycznie jest niemożliwe. Staramy się utrzymać przyzwoity poziom. Wydawało nam się, że scenariusz Ichthys jest niesamowicie prosty, w związku z tym może z tego wyjść bardzo dobry film, bo z bardzo prostych pomysłów często wychodzą znakomite rzeczy. Taki jest właśnie pomysł np. w Katedrze (niestety nie naszej).

Film jest krótki więc rozpowszechnianie Ichthys wygląda podobnie do innych krótkometrażówek. Po pierwsze - festiwale filmowe. Tu film pełni potężną rolę propagandową, reklamową, promującą Polskę i polską kulturę. Są to takie miejsca na świecie, które stanowią ważny obszar działalności kulturalnej. Niestety bezpośrednio nie przynoszą dochodów a trzeba ponieść koszty wysłania filmu. Wpływów dla studia nie ma, gdyż nagrody są dla twórcy a nie producentów… pomimo to codziennie przeznaczam minimum dwie godziny mojej pracy na sprawy związane z wysyłką filmu na festiwale.

Zainteresowanie jest olbrzymie…

Jak mówiłem, pokazywanie filmów krótkich na wielkich i… małych festiwalach międzynarodowych przynosi wielkie korzyści w propagowaniu Polski w świecie. Na każdy z nich przychodzi mnóstwo osób, młodzież, studenci, twórcy, inteligencja. To jest tak jak z meczami naszej reprezentacji piłki nożnej, których wartość propagandowa jest bardzo wysoka gdyż promują kraj, Polskę. Jeśli film idzie do Ottawy, jest tam pokazany i zdobywa ważną nagrodę - na cały świat idzie informacja, że jest to polski film. Na forach internetowych Amerykanie dyskutują o Ichthys i piszą: “…if you get a chance to see it, you'll immediately notice the eastern european feel (i think it's polish)”. Dzięki pokazom na festiwalach można ten film sprzedać do dobrych telewizji, można znaleźć też dystrybutora, który będzie go chciał rozpowszechniać. Wysłałem w tym tygodniu film do Japończyka, który przysłał maila, że widział Ichthys w Annecy i chciałby zaproponować go do dystrybucji swoim szefom w Japonii. Podobnego maila dostałem od Niemców, którzy widzieli film w Berlinie. Także telewizja Arte przysłała prośbę o kopię DVD. To nie są jeszcze konkrety, ale skoro proszą o przysyłanie kopii... Film w Annecy nie zdobył żadnych nagród, ale zainteresowanie nim od razu wzrosło. Annecy dla filmu animowanego jest jak Cannes dla fabuły. Sama obecność na nim jest już wielkim wyróżnieniem.

Właśnie dostałem e-maila, że Ichthys zakwalifikował się na kolejny wielki amerykański festiwal: 10th Anniversary Rhode Island International Film Festiwal. Wybrano ten film spośród ponad 2000 zgłoszonych. To już trzeci po Palm Springs i Atlancie w USA. I to są radości polskiego producenta…

Producenci narzekają na sytuację dystrybucji w Polsce, szczególnie na telewizje. Jakie są u nas możliwości dystrybucji?

Jest jeden wspaniały kanał, który powstał ostatnio w Polsce. Mimo że najpierw myślałem że będzie on nudny, to teraz oglądam go z wielkim zainteresowaniem. Oglądam nawet filmy, których w normalnym kanale bym nie obejrzał, gdyż mam o nich złe zdanie, jednak tam robią taką oprawę do każdego filmu, że człowiek ma ochotę sprawdzić dlaczego oni uważają np. że ten film jest niedobry. Traktują widza normalnie, nie protekcjonalnie. Wadą kanału TVP Kultura, jest to, że jego twórcy uważają, że kierują program do ludzi mądrzejszych od nich samych. Normalny widz jest taki jak ja – jest po prostu normalny. Co z tego, że pokażą film Tango, gdy młody człowiek po obejrzeniu spyta „co to za rewelacja, za co on dostał tego Oscara”. Trzeba najpierw ciekawie opowiedzieć np. o okolicznościach powstania filmu. I tak jest w telewizji KINO POLSKA. Mówią tam o otoczce historycznej, technologicznej, ideologii, przesłaniu… i dopiero po tych informacjach widz ogląda taki film jak Tango i myśli: „rzeczywiście to była rewolucja, ten film zasługiwał na nagrodę”. Obecnie każdy kto ma program w komputerze może zrobić podobny film. Nie ma tam nic rewelacyjnego – jeśli chodzi o sprawy techniczne – na dzisiejsze czasy. Ale wtedy to była rewolucyjna pozycja. KINO POLSKA to kanał, który nie płaci wielkich pieniędzy za emisję filmu, bo ich nie ma. Ale jest to miejsce, gdzie Ichthys na pewno będzie pokazane. Oczywiście nie w tej chwili, gdyż mamy okres festiwali. Film najpierw musi być pokazywany na festiwalach. Okres ten trwa dwa lata, potem film jest emitowany w innych miejscach. Owszem, jakby ktoś chciał dobrze zapłacić, na przykład jakaś telewizja, to ja bym się zgodził dać go już teraz. Ale poważnych ofert (poza Arte) jeszcze nie ma. Wydaje mi się że TVP mogłaby go kupić, ale w programie pierwszym nie ma takiego pasma, w którym byłaby pokazywana polska animacja artystyczna, w drugim kiedyś było, w Trójce nie ma. Jedynie w programie Kultura, prędzej czy później będzie pokazany. Jest jeszcze jedna znakomita telewizja – Polonia, która miała dobre okresy, były tam cykle poświęcone polskiej animacji. Dostawałem maile ze świata – z Kanady, Stanów, Niemiec od normalnych widzów, z pytaniami o stare filmy Se-ma-fora, które oglądali na kanale Polonia. Te pasma, teraz, poza dobranockami, nie istnieją. Szkoda, ale tak jest z misją telewizji publicznej, że nie jest pełniona tak jak powinna być.

Czy są w Polsce twórcy przygotowani do pracy przy takich produkcjach?

Jeszcze sześć lat temu, kiedy zaczynaliśmy pracę w spółce Se-ma-for, najmłodszym naszym twórcą był Marek Skrobecki [od red.: rocznik 1951]. Ze znalezieniem chętnych, młodych ludzi, którzy przyszliby do nas z projektem swojego filmu, był wielki kłopot. Było kilka uczelni w Polsce, które kształciły realizatorów filmów animowanych. Większość absolwentów łódzkiej filmówki szła do pracy w reklamie. To była gąbka, która wciągała najzdolniejszych. Część się rozjechała po świecie. Ale było czasami odwrotnie. Przykładem twórcy, który przyszedł do animacji artystycznej z reklamy jest Bagiński. Zrobił po godzinach na służbowym sprzęcie Katedrę.

W tej chwili, a właściwie od trzech lat, jest zdecydowanie lepiej. Okazało się, że są młodzi ludzie kończący np. łódzką szkołę, którzy chcą realizować swoje filmy. Powód może być też taki, że miejsca w reklamie zostały już obsadzone. Przykładem jest Kamil Polak, bardzo zdolny, a być może najzdolniejszy człowiek, jaki kiedykolwiek skończył animację w łódzkiej szkole. Teraz zajmuje się projektem filmu Świteź , który realizujemy w Se-ma-forze. Potem zgłosiła się do nas Ania Błaszczyk z filmem Caracas. W tym roku przygotowujemy jeszcze cztery debiuty.

Świteż [zdjęcie po lewej] jest bardzo dużym projektem, który nie może być realizowany tak jak najczęściej są robione filmy z animacją 2 lub 3D, że siedzi jedna osoba przy komputerze i dłubie przez kilka lat. Przy tym - pracuje kilkadziesiąt osób. Podobnie jest z filmem Piotruś i wilk. Okazało się, że przy Świtezi potrafiliśmy w ciągu kilku tygodni zgromadzić grupę ponad dwudziestu a przy Piotrusiu ok. 120 osób. Wszyscy to bardzo wysoko wykwalifikowani, znakomici plastycy, informatycy i „złote rączki”.

W Polsce kiedyś można uzyskać dofinansowanie z Ministerstwa Kultury na takie dzieła jak Świteź w wysokości 50 procent kosztów, pozostałe pieniądze trzeba znaleźć, ale chętnych do dawania nie było. Mimo wysokiej oceny projektu filmu Kamila Polaka, TVP zastanawiała się przez dwa lata nad tym czy wejść w ten projekt. W tej chwili na szczęście podjęto decyzję, że, Pierwszy Program TVP będzie koproducentem. Świteź jest przykładem filmu, który łączy różne techniki. Animacja 3D i 2D jest bardzo tu istotna, ale również wycinanka, rysunek, malarstwo.

Kiedyś Kamil Polak powiedział mi, że jego zdaniem zrealizowanie Shreka w Polsce jest niemożliwe, bo w USA za tym filmem stały wielkie pieniądze i w związku z tym wielkie możliwości technologiczne, które są nieosiągalne dla nas, natomiast w Polsce można osiągnąć wspaniałe efekty łącząc rózne techniki.

Jak już jesteśmy przy realizacji polskiego Shreka, Kajko i Kokosz to dobry pomysł na przeniesienie na ekran kin w technice 3D?

Myślę, że Kajko i Kokosz to bardzo dobry pomysł a jego twórcy powinni dążyć do jego powstania. To jest pomysł szalony, ale bez takich ludzi nie ma kinematografii, bez szaleńców, którzy rzucają się na głęboka wodę. Powinni robić wszystko żeby ten film zrealizować. Szum medialny, który wokół tego zrobili jest jak najbardziej na miejscu. Powinni tak robić. Sam robę wiele hałasu wokół projektów, które chyba nie mają szans na realizację, jak np. pomysł reaktywacji Misia Uszatka…Ale może w końcu się nam to uda…

Co jest lepsze dla filmu, opieranie się na bardzo znanym tekście, czy scenariusz oryginalny?

Trudno powiedzieć, kino zawsze czerpało z literatury. Jeśli jest dobry temat literacki, to można robić dobry film. Zawsze film można też spaprać, gdyż trzeba spełnić dużo warunków, żeby był dobry. Pierwszy to pieniądze. Nie mając pieniędzy można zrobić co najwyżej film autorski, skierowany do wąskiego rozpowszechniania. Robiąc dobry film kinowy trzeba mieć pieniądze. My kiedyś robiliśmy animowane filmy pełnometrażowe do kin za małe pieniądze, więc były słabe. Ludzie pracowali i pracują za głodowe stawki. Kamil pracuje już dwa lata a jego honorarium wynosi 10 tysięcy bo gdybym do kosztorysu wstawił 50 tysięcy to zostałby odrzucony przez ekspertów z PISF, a wcześniej z APF. Jeżeli za 3 lata pracy twórca ma dostać 10 tysięcy, to jest to jakaś pomyłka. U nas nie zatrudnia się specjalistów do poszczególnych prac. Twórca, nie tylko w filmie autorskim, jeśli chce przeżyć to musi napisać scenariusz, scenopis opisowy, obrazkowy, napisać dialogi, zaprojektować postaci i animować. Wtedy się okaże, że jego średnia ze wszystkich umów wyniesie 2,5 tysiąca miesięcznie. To jest miedzy innymi bariera, przed którą stajemy w momencie realizacji dużych filmów kinowych. Żeby zrobić animowany pełnometrażowy film kinowy, to trzeba minimum trzy lata...

Czy w Polsce jest niezrozumienie tego rynku?

Oczywiście. Teoretyczne stawki dofinansowania z funduszy PISF dla filmu fabularnego, aktorskiego to maksymalnie 4 miliony złotych a pełnometrażowego kinowego animowanego – 3 miliony. Zupełnie, nie rozumiem dlaczego jest taka różnica, skoro produkcja filmu aktorskiego jest szybsza, mniej kosztochłonna. Jeszcze rok temu stawka była identyczna. Teraz słyszę „kiedy zrobicie Shreka”…A za co?

Czy Kajko i Kokosz to historia na sprzedaż czy dla nas samych?

Przede wszystkim róbmy dobre filmy, jeśli takie będą, to znajdą miejsce w dystrybucji. Jeśli będziemy robić film z założeniem rozpowszechniania go na Zachodzie, na pewno z tego nic nie wyjdzie. Uważam, że powinniśmy robić film na polski rynek a jeśli uda się go pokazać gdzie indziej to będzie bardzo dobrze, ale to jest polska kinematografia, więc powinna być robiona dla nas. Żeby zrobić film na miarę Shreka, musielibyśmy znaleźć w Polsce wielkie pieniądze, takich nie znajdziemy, więc nie zrobimy takiego filmu. Dlatego zróbmy go przyzwoicie, dobrze, na nasz polski rynek. Jeśli się okaże, ze wyszedł rewelacyjnie to znajdzie przebicie na Zachód.

Dziękuje za rozmowę

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus