Światełko w ciemności - recenzja filmu "W ciemności"


Światełko w ciemności

Do kolejnych produkcji traktujących o stosunkach polsko-żydowskich podczas II wojny światowej od czasu premiery komiksu Maus nie sposób nie podchodzić z obawą i podejrzliwością. Akolitów Przemysłu Holocaust wszak wokół nie braknie. Tym większy jest zatem oddech ulgi po trzygodzinnej, trzymającej w napięciu projekcji powstałego w kooperacji niemiecko-kanadyjsko-polskiej filmu Agnieszki Holland – produkcji o ludzkiej tragedii. Tak po prostu.

Oto historia Leopolda Sochy, pracownika lwowskich wodociągów i kanalizacji, który podczas wojny ukrywał Żydów. I to praktycznie cała treść filmu, który koncentruje się bardziej na dramatach i ciężkich wyborach, powikłanych osobowościach i lekkomyślności człowieka, pozostającego sobą niezależnie od okoliczności i tego czy ma napletek, czy też nie.

Oczywiście, postacią centralną pozostaje sam Socha, który z małego kombinatora przeradza się w bohatera. Holland pięknie ukazuje jego ewolucje, nie jako cud a raczej wynik pewnych zdarzeń, wciągających coraz głębiej Lwowiaków w tryby historii, gdzie trzeba opowiedzieć się jasno po jednej ze stron. Sam Socha ani nie jest, ani nie kreuje się na bohatera. Fakt, że z marzącego o dobrym zarobku szemranego geszefciarza staje się skłonnym do poświęcenia altruistą, nie czyni z niego bohatera spiżowego. Odsłania raczej jedną z wielu, tym razem piękną stronę istoty, jaką jest człowiek.

Interesujące grono stanowi także ukrywana przez Sochę grupa. Zróżnicowana charakterologicznie, osobowościowo nie stanowi stadka baranków wiedzionego na rzeź. Sceny podziemnej depresji i będący ich wyrazistym kontrapunktem dziecięcy szczebiot małej Krysi Chiger (Milla Bańkowicz) paradoksalnie budzą zupełnie naturalne, ludzkie odruchy sprzeciwu bądź poparcia. Ich emocjonalne zróżnicowanie ilustruje najlepiej bogaty wachlarz scen erotycznych, jakże skrajnych w swych konotacjach. To wszystko razem, pozbawione zbędnego patosu, zdumiewa i zaskakuje, a udręczeni nieludzkimi prześladowaniami Żydzi szybko zyskują sympatię widza, ponownie jako ludzie właśnie.

Po „nieżydowskiej” stronie Socha, zagrany brawurowo przez Roberta Więckiewicza nie jest jedyną ważną postacią tego obrazu. Partneruje mu jak zwykle znakomita Kinga Preis jako Wanda Socha oraz Krzysztof Skonieczny jako młodszy kolega z pracy – Szczepek Wróblewski. Jedynymi postaciami jednoznacznie negatywnymi są zaś hitlerowcy – Niemcy i Ukraińcy, dla których scenarzysta (David F. Shamoon) i reżyserka nie mieli litości – nie silili się na poszukiwanie, zgodnie z zasadami politycznej poprawności, jakiegoś wzorca „dobrego nazisty”. Tutaj wszyscy oni to świnie.

Obok niezwykle wciągającej, choć stworzonej wyraźnie pod widza amerykańskiego fabuły, uwagę zwraca warstwa realizacyjna filmu, zdjęcia, a szczególnie oświetlenie z wielkim wyczuciem ukazujące wszystkie istotne detale bez niepotrzebnego scenograficznego ekshibicjonizmu. Udało się w ten sposób zachować niezwykłą, klaustrofobiczną atmosferę podziemnych, niekiedy bardzo ciasnych korytarzy, rozjaśnianą w równym stopniu co światłem, tlącą się weń ludzką nadzieją.

Jednak to, co najbardziej godne podkreślenia to, że Agnieszce Holland udało się stworzyć opowieść o trudnej okupacyjnej rzeczywistości i jeszcze trudniejszych kontaktach na styku likwidowanego getta lwowskiego „bezpiecznych” w owym czasie rdzennych mieszkańców oraz innych narodowości w sposób wyważony. Po obu stronach są postaci dwuznaczne, małostkowe, ale także szlachetne i prawe. Dla wszystkich Holland ma wspólny mianownik – ludzki. I być może dlatego z kina wychodzi się naprawdę zbudowanym bogatszym o cząstkę człowieczeństwa. Po trzech godzinach tkwienia w mroku – tak kanałów, jak ludzkiej duszy, rozpala się przyćmione, ale nigdy niegasnące światełko nadziei. Owego podskórnego optymizmu nie są w stanie zburzyć nawet kończące film (oraz będącą jego kanwą książce Roberta Marshalla, W kanałach Lwowa) napisy. Bo to wiedza, jak to naprawdę było – miedzy Żydami, Polakami a Ukraińcami. A było jak zwykle – jak między ludźmi – tyle, że w nieludzkich czasach.



blog comments powered by Disqus