"Dzień Niepodległości: Odrodzenie" - recenzja filmu

Proszę pana, fizyka mi się nie zgadza

Dzień Niepodległości: Odrodzenie plakatWypuszczony w 1996 roku Dzień Niepodległości z Willem Smithem i Jeffem Goldblumem to jeden z moich ulubionych filmów. Jako dziecko oglądałam go z otwartą buzią (i to po 20!), podziwiając  te niesamowite statki kosmiczne. Jako trochę starszy człowiek doceniałam radosną bezpretensjonalność, typowy amerykański hurrapatriotyzm, cudne sceny walk, humor i Willa Smitha samego w sobie. To był film cudownie rozrywkowy, lekki, z dobrym scenariuszem, nie udający epickiego kina i po prostu przyjemny. Dlatego na Dzień Niepodległości. Odrodzenie szłam z duszą na ramieniu. I się nie przeliczyłam.

Fabularnie nie ma się nad czym rozwodzić, dostajemy dokładnie to, czego się spodziewaliśmy: 20 lat po pierwszej inwazji ludzie rozwinęli technologię – dzięki badaniom przechwyconych statków – i zbudowali system zabezpieczeń przed kosmitami, ze stacją na Księżycu włącznie. Nie na wiele się to zdało, gdy rzeczeni kosmici wrócili – teraz w statku, który zakrywa pół planety. Stany Zjednoczone znowu stają się obiektem ataku (po zmieceniu z powierzchni Ziemi Chin) i muszą ratować nasz glob. A w siłach powietrznych walczą m.in. Dylan Hiller, syn kapitana Hillera, bohatera z 1996 roku (Jessie T. Usher), Jake Morrison, sierota po inwazji (Liam Hemsworth) czy córka byłego prezydenta, Patricia (Maika Monroe).

Dzień Niepodległości: Odrodzenie recenzja

Efekty specjalne są tu super. Muszę to przyznać bez bicia – te statki kosmiczne, odrzutowce, wybuchy czy pościg Królowej Matki na pustyni ogląda się super. Specjaliści od CGI odwalili kawał świetnej roboty.

Aktorzy też są ok. Młodzi, wymienieni wyżej, stają na wysokości zadania, są sympatyczni i ogląda się ich przyjemnie. Powracający po 20 latach Goldblum (Levinson, specjalista od technologii kosmitów), Bill Pullman (były prezydent Whitmore) czy Judd Hirsh (ojciec Levinsona) także wiedzieli, co robią – bez problemu wcielili się znowu w swoje role i nie mam do nich uwag.

Ale scenariusz i dialogi pisał chyba ktoś, komu bardzo się spieszyło.

Patos z filmu leje się strumieniami. Matka młodego Hillera ginie na samym początku, ratując w szpitalu kobietę z noworodkiem (uwierzcie lub nie, ale spada w przepaść). Pani prezydent salutuje, komu może, a żołnierze słuchają natchnionych mów przywódców. Ale to jeszcze nic. Powrzucano tutaj chyba każdy możliwy zużyty do cna motyw. Jake, wysłany do pracy na stacji kosmicznej, jako świetny pilot popisuje się, heroicznie ratując bazę przed zgnieceniem przez przewracającą się konstrukcję. Judd oczywiście musi trafić na autobus pełen dzieci do uratowania, a pod koniec nie obejdzie się też bez misji samobójczej. Ale to jeszcze nic, gdy przejdziemy do fizyki.

Dzień Niepodległości: Odrodzenie recenzja

Nie jestem na tym polu specjalistą, więc mogę się mylić w wielu sprawach. Wydaje mi się jednak, że przypominający podwodny łazik księżycowy holownik nie powinien móc latać swobodnie (i błyskawicznie) na trasie Ziemia-Księżyc, nawet jeśli ma silnik ze statku obcych. Podobnie grupa myśliwców. Wspomnijmy chociażby o tarciu czy ciężarze paliwa. Mogę się też mylić, ale statek kosmiczny o średnicy 5 tys. kilometrów raczej nie podleci niezauważony do Księżyca (szorując po nim spodem)  i nie wyląduje na powierzchni planety bez „zaginania się” (Ziemia jest okrągła, a promień ma 6,3 tys. km, do kroćset), oraz nie będzie mógł dowolnie włączać i wyłączać grawitacji (która włączona – zasysa wszystkie budynki z ziemi). Dziwi też nie mające żadnych skutków wiercenie półtorakilometrowej szerokości dziury do jądra ziemi przez Atlantyk miałoby raczej konsekwencje inne niż „o, dziura”, tym bardziej zakończone kilkaset metrów przed jądrem (że nie wspomnę o tym, że zwykły statek poszukiwaczy skarbów, zatrzymany tuż obok, ma sprzęt pozwalający obserwować postęp tego wiercenia aż do jądra).

Takich motywów jest sporo. Fizyka to najboleśniej maltretowana dziedzina nauki, ale nie jedyna. Niestety.

Ogólne wrażenia po filmie mam mieszane. Niedociągnięć i niedoróbek scenariuszowych (i logicznych) jest sporo. Z drugiej strony tak od połowy oglądało się już nieźle, akcja pędziła, kosmici strzelali (albo też pędzili, zdarzało się), humor nie był żenujący. Powiem więc: idźcie na własne ryzyko.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

Dzień Niepodległości: Odrodzenie recenzja ocena



blog comments powered by Disqus