Bohater jest tylko jeden

plakat filmu Bohater jest tylko jeden

Mimo, iż ten rok obfituje w superbohaterów, to jednak wysyp Hulków, Iron Manów i Batmanów jest niczym w porównaniu w powrotem Indiany Jonesa. Premiera obrazu Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki to jedno z najważniejszych wydarzeń filmowych roku 2008. Po prawie dwóch dekadach przerwy tandem Steven Spielberg (reżyser) i George Lucas (producent) zapraszają nas do ponownego spotkania z postacią słynnego archeologa-zawadiaki.

Kiedy żegnaliśmy Jonesa wraz z końcowymi napisami Ostatniej Krucjaty był rok 1938. Teraz Indy jest o 19 lat starszy, a walczących z nim nazistów zastąpili nie mniej wyraziści agenci KGB. Zafascynowali mocami psychicznymi komuniści zmuszą Jonesa, by udał się w dzikie ostępy Amazonii celem odnalezienia legendarnej Kryształowej Czaszki, która ma być źródłem wiedzy absolutnej.

Zmierzenie się z legendą Jonesa, bądź co bądź najważniejszego bohatera tzw. Kina Nowej Przygody, okazało się dla Spielberga i Lucasa zadaniem łatwym i trudnym jednocześnie. Łatwym ponieważ, bazując na dotychczasowych trzech filmach serii, nie trzeba było wysilać się i budować od zera wiarygodnych portretów psychologicznych bohaterów lecz można było po prostu zaprosić widzów na seans w towarzystwie "starego dobrego przyjaciela". Jednocześnie jednak sięgnięcie po ikonę Jonesa narzuciło twórcom konieczność utrzymania poziomu poprzednich realizacji. Można śmiało stwierdzić, iż sztuka ta udała się im w jakiś 70 procentach.

Bez wątpienia największym mankamentem Kryształowej Czaszki jest scenariusz. By przyjąć go za dobrą monetę, reguły probabilności zostawić należy w kinowej szatni. Spiętrzenie nieprawdopodobieństw nie zmienia jednak faktu, iż przygody Jonesa ogląda się z uśmiechem na twarzy. Duża w tym zasługa żonglowania nawiązaniami do poprzednich części cyklu, z czego Spielberg uczynił jeden z leitmotiwów filmu. Na uznanie zasługuje także prezentacja kontekstu historyczno-społecznego, w którym twórcy osadzali nową część Indiany. Mamy tu więc wyraźnie zaakcentowany, wstydliwy dziś dla USA, problem mccarthyzmu. Dotykamy tematów prób nuklearnych w Nevadzie i słynnego tajemniczego znaleziska z Roswell w Nowym Meksyku. Jesteśmy wreszcie świadkami narodzin rock'n'rolla, w rytmie którego na ekran wkracza Mutt (świetny Shia Lebouf) - postać niezwykle udanie nawiązująca do roli granej przez Marlona Brando w Dzikim. Obok Leboufa udany debiut w serii zalicza także Cate Blanchett wcielająca się w rolę głównej antagonistki Jonesa - agentki KGB Iriny Spalko.

Słabością czwartej części Indiany Jonesa, obok wspomnianego nieprawdopodobieństwa, jest linearność opowiadanej historii, a, co za tym idzie, jej wyjątkowa przewidywalność. Na szczęście tempo akcji jest na tyle dynamiczne, iż wrażeniowość częściowo maskuje te niedociągnięcia. Co ciekawe, w oderwaniu od modnej dziś tendencji "dużo i szybko", Spielberg wygrywa wszystkie sekwencje do przysłowiowej ostatniej nuty, czyniąc ze scen przygodowych i pościgów małe fabularne etiudy, które bronią się same w sobie.

Ciekawym zabiegiem formalnym okazała się też realizacja filmu w stylu, w jakim kręcono poprzednie opowieści o Indianie. Zamiast wszechobecnych dziś efektów komputerowych mamy więc "retro" w postaci blueboxa. koncepcja ta broni się kapitalnie dzięki Januszowi Kamińskiemu, który za kamerą zastąpił autora zdjęć do poprzednich Jonesów - Douglasa Slocombe'a.

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki, podobnie jak firmowana nazwiskiem Lucasa kontynuacja Gwiezdnych Wojen, z pewnością znajdzie wśród miłośników serii zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników, którzy odsądzać ją będą od czci i wiary. Pewne jest, iż choć film ten nie zrewolucjonizuje współczesnego kina przygodowego, co stało się udziałem części zrealizowanych w latach 80., to jednak dobitnie pokazuje twórcom surogatów w stylu Mumii czy Skarbu Narodów, iż muszą się jeszcze długo uczyć, by choć zbliżyć się do pozycji Jonesa w universum popkultury. O zagrożeniu nawet nie wspominając...

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus