Recenzja "Interstellar"

Autor: Finwe

Nolan - to nazwisko, które nabrało sporego znaczenia w Hollywoodzkich kręgach na przestrzeni kilku ostatnich lat. Produkcje takie jak Mroczny Rycerz czy Incepcja udowodniły, że film nie musi kurczowo trzymać się udeptanej ścieżki, aby odnieść kasowy sukces, zaś artystyczna swoboda twórcy może wręcz przyciągnąć widzów do kina. Nie powinno, więc nikogo dziwić, że kiedy reżyser ogłosił swój najnowszy projekt, który dodatkowo inspirowany był Odyseją Kosmiczną, oczekiwania widzów sięgnęły gwiazd. Czy Nolanowi udało się wzlecieć, aż tak wysoko?

Fabuła to jeden z najistotniejszych elementów produkcji Nolana, zaś jej stopniowe poznawanie na dużym ekranie jest najlepszym sposobem na doświadczenie filmu, dlatego nie tym razem nie podam żadnych spoilerów. Musicie wiedzieć tylko, że Ziemia umiera, a źródła żywności kurczą się w zastraszającym tempie. W samym środku tej beznadziejnej sytuacji znajdują się bohaterowie naszego filmu - były pilot Cooper (Matthew McConaughey), jego dzieci - córką Murph oraz syn Doyle. Cooper zmuszony zostaje do podjęcia się misji kosmicznej - lotu w odległe zakamarki przestrzeni wszechświata, w celu odnalezienia potencjalnego ratunku dla ludzkości. Na pokładzie statku kosmicznego towarzyszy mu załoga, w której skład wchodzi m.in. dr Amelia Brand (Anne Hathaway).

Interstellarpodzieliłbym na trzy części - wstęp, środkową oraz oczywiście finał. Zdecydowanie najlepiej prezentuje się początek filmu. Opowiedziany prostymi środkami z przemyślanymi i ciekawymi dialogami i z wyśmienitym aktorstwem. Najważniejsza w obrazie jest jednak emocjonalna podstawa produkcji - relacja Coopera  z córką Murph.

Schody zaczynają się, kiedy nasz bohater wyrusza w przestrzeń kosmiczną - przechodzimy więc do środkowej, a zarazem najgorzej części całej produkcji. W scenariuszu następuje zgrzyt - chaos w bardzo skomplikowanej strukturze narracyjnej. Nie chodzi tu nawet o umiejętność zapoznania widza z naukowymi elementami filmu (te zostały przedstawione w sposób przystępny i jasny), lecz o drastyczny spadek tempa opowiadanej historii przez Nolana. Umiejętne zastosowanie rozbudowanych dialogów może wspomóc narracje obrazu, lecz w produkcji twórcy Mrocznego rycerza zagłuszają one jeden z najważniejszych elementów całej space opery - sam wszechświat. Eksploracja niesamowitego świata snów w Incepcji pozwalała na dotarcie również i w głąb przedstawionych postaci. W Interstellar można zaobserwować podobny motyw, lecz jego potencjał nie zostaje w pełni wykorzystany. Miejscami widz może odnieść wrażenie, iż kosmos stanowi jedynie nieistotne tło dla fabuły, ponieważ scenarzysta wolał "pójść na skróty" i popchnąć historię do przodu poprzez użycie niewiele wnoszących do filmu dialogów . Częściowo cierpi przez to dynamika opowieści oraz ładunek emocjonalny, który momentami sprawia wrażenie wręcz nachalnego. Nolan ma również problem z odpowiednim prowadzeniem wydarzeń rozgrywających się na ekranie, przez co niektóre z wątków wydają się również zanadto rozciągnięte, podczas, gdy inne, ciekawsze pozostawiają spory niedosyt.

Kiedy jednak Nolan decyduje się  uderzyć w odpowiedni dla space opery ton - robi to w mistrzowskim stylu. Kosmiczna anomalia, czarne dziury, obce światy i wszystkie inne rzeczy, o których nawet nam się nie śniło lub słyszeliśmy o nich tylko w teorii, ożywają na ekranie kin, wywierając na widzu niezapomniane wrażenie. Christopher Nolan ponownie udowodnił, że jest filmowym wizjonerem na miarę swoich czasów, a jego wyobraźnia i sposób, w jaki "przelewa" ją na duży ekran są czymś naprawdę wyjątkowym i niepowtarzalnym.

Szczęśliwie, na tej właśnie wizjonerskiej podstawie opiera się finał Interstellar. Widowiskowe IMAX'owe ujęcia, misternie utkane efekty dźwiękowe, klimatyczny oraz dynamiczny soundtrack Hansa Zimmera ponownie nadają produkcji odpowiedniego tempa i rozmachu. Chociaż produkcja nie przynosi zaskoczenia a uważny widz może się go domyślić już na początku seansu, to jednak obraz wieńczy klimatyczne, przywodzące na myśl klasyki kina science-fiction, zakończenie.

Trudno jednoznacznie ocenić Interstellar - film niejednokrotnie zbyt „dosłowny” i za mało subtelny w swym emocjonalnym przekazie, lecz nadrabiający wizją, muzyką oraz wyśmienitym aktorstwem. Na uwagę zasługują kreacje Maathewa McConaughey'a oraz Anne Hathaway, dzięki czemu relacje ich bohaterów stają się tak naturalne, iż wszelkie narracyjne niedociągnięcia giną w ich tle przed końcem seansu. Interstellar to świetne kino, dzieło, które bez problemu  miażdży polotem i rozmachem większość tegorocznych blockbusterów.  Niestety, poprzeczka postawiona przez poprzednie produkcje Nolana została zawieszona bardzo wysoko i tym razem nie udało się jej przeskoczyć. Mimo wszystko, gorąco zachęcam do obejrzenia filmu, szczególnie na widowiskowym ekranie IMAX, który zapewnia jeszcze większą dawkę wrażeń! Jedno jest pewne. Po wyjściu z kina, ciężko Wam będzie zapomnieć o tym obrazie.

Advertisement

Advertisement


blog comments powered by Disqus