Dzień Sądu

plakat filmu Dzień Sądu

Świat pełen jest demonów - polityków, prawników, przywódców religijnych, finansistów - ludzi. Historia ludzkości to zbiór połączonych ze sobą krwawych epok - twierdzi Miike. I w bezwzględny sposób rozprawia się z człowiekiem jako gatunkiem. Został on poczęty z łona dziwki i jako taki, nie ma prawa dostąpić zbawienia.

Tytułowy Izo to duch ukrzyżowanego samuraja. Przemierza świat by jako boskie narzędzie dokonać ostatecznego rozrachunku. Nie jest biblijnym barankiem, odkupicielem grzechów lecz karzącym ramieniem dzierżącym miecz sprawiedliwości. Sprawiedliwość jest ślepa, ślepy jest także Izo - wędruje przez świat nie znając swego przeznaczenia. Zabija gdyż musi, lecz nie jest świadom wagi swych czynów. Niewiedza ta, w połączeniu z nieśmiertelnością, czyni go  postacią tragiczną, przeżywającą wewnętrzny dramat próbując dojść sensu swych poczynań.

Izo to dosłowne ucieleśnienie przemocy, którą na wszelkie sposoby staramy się nazwać i z której, od czasów zabójstwa Kaina przez Abla, czynimy kręgosłup naszej kultury. Tutaj spersonifikowana wymyka się ostatecznie spod kontroli, by stać się zmorą cywilizacji.

Aby w pełni zobrazować grozę sytuacji Miike pozwala ewoluować strukturze filmowego opowiadania. "Izo" rozpoczyna się jak sensacyjne kino akcji, lecz z czasem sposób prowadzenia kamery zaczyna coraz mocniej przeistaczać się w coś na kształt reporterskiej relacji z pola bitwy. I mimo, iż wiadomości telewizyjne uodporniły nas na ekranową makabrę, obraz Miikego potrafi przebić się przez tę ochronną barierę i wstrząsnąć. Ten filmowy akt terrorystyczny to głęboka niezgoda na zakłamanie świata, w którym żyjemy. Pojęcia takie jak miłość, naród, demokracja to iluzje potrzebne "grupom trzymającym władzę" do rządzenia gatunkiem. U Miikego tę odrzucaną, acz bezdyskusyjną prawdę, wygłaszają dzieci w szkole, do której w swej podróży trafia główny bohater. Nie ma niewinnych. Nie ma przebaczenia. Misja Izo musi się dopełnić. Dla ludzkości w niebie miejsca nie będzie. Krainą potworów jest piekło. Tam też zepchnięty z niebiańskiej drabiny zostaje Izo, gdy w ostatniej scenie, próbuje podążyć za Bogiem, opuszczającym, martwy już, "teatr życia".


Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus