"Jack Reacher: Nigdy nie wracaj" - recenzja wydania DVD

Autor: osti
Korekta: Marta Kononienko
5 maja 2017

Stój bo szczelam!

 

Jack Reacher: Nigdy nie wracaj to druga część filmowej adaptacji przygód bohatera występującego na kartach powieści Lee Childa. W tytułową rolę ponownie wcielił się Tom Cruise, który według niektórych starzeje się jak wino. Jego nazwisko na plakatach gwarantuje każdej produkcji niezły dochód, ale można by długo spierać się o poziom aktorskich umiejętności tej (bądź co bądź) legendy kina.

 

Pierwsza próba przeniesienia perypetii Jacka Reachera na ekrany przeszła bez większego echa, ale odniosła pewien sukces finansowy (218 milionów dolarów w box offisie) i spotkała się ze stosunkowo ciepłą reakcją widzów oraz recenzentów. To wystarczyło, by zachęcić twórców do nakręcenia kontynuacji. Materiału źródłowego jest całkiem sporo, bo Lee Child (czyli tak naprawdę Jim Grant) od 2003 roku napisał już 21 tomów (sic!) opowiadających o losach emerytowanego majora Żandarmerii Wojskowej.

 

Wybór padł na Jacka Reachera: Nigdy nie wracaj z kilku powodów. Najważniejszym był fakt, że to najlepiej oceniana część książkowego cyklu. Poza tym nie ma ona w zasadzie żadnych powiązań fabularnych z innymi przygodami eks-majora. Dzięki temu od widza nie jest wymagana znajomość ani poprzedniego filmu, ani żadnej z powieści. Stanowi to niewątpliwy plus produkcji.

 

Przy okazji promowania drugiej części cyklu po raz kolejny szeroko komentowano niski wzrost Toma Cruise'a względem książkowego oryginału. Uważam jednak, że dwumetrowy, ważący 110 kilogramów kolos nie sprawdziłby się na ekranie równie dobrze. Ostatecznie największym atutem tej postaci są spryt i charyzma – co mogłoby wyglądać w filmie nieco karykaturalnie, gdyby wybór padł na aktora spełniającego wymogi kart powieści. Bardziej drażni mnie fakt, że słynny scjentolog dołączył chyba do grona aktorów pokroju Nicolasa Cage'a, którzy od lat atakują nas tym samym wyrazem twarzy w każdej scenie.

 

 

Pod względem drewnianej gry do Toma Cruise'a idealnie dopasowała się towarzysząca mu Cobie Smulders, której raczej nie służy przesiadka z małego na duży ekran. Dwoje postaci nie wywołujących u widza żadnych emocji nie są w stanie stworzyć ekranowej chemii. W końcu zero plus zero nadal daje zero. Podobnie jest zresztą z innymi bohaterami filmu – wszyscy odtwarzają dobrze już widzom znane schematy, co sprawia, że nikt nie wznosi się ponad przeciętność.

 

Na fotelu reżysera rozsiadł się Edward Zwick, który nakręcił wcześniej mnóstwo wspaniałych obrazów, ale nie ma zbyt dużego doświadczenia w zakresie filmów akcji czy kontynuacji serii. Za to razem z Cruisem pracował wcześniej przy Ostatnim Samuraju. Podczas oglądania Jacka Reachera: Nigdy nie wracaj wyraźnie widać, że jest to dzieło ludzi jednocześnie doświadczonych, ale i działających według wcześniej określonych schematów, niczym młodziki bojące się zepsuć sprawdzone wzorce odrobiną nowatorskiego podejścia. Dlatego efektem ich pracy jest twór wybitnie ... nijaki.

 

Jednak fenomen kina sensacyjnego to dla mnie prawdziwa zagadka. Nie znam osoby, która otwarcie deklarowałaby, iż nie lubi kryminałów albo chociaż thrillerów. Sytuacja ta nie dotyczy zresztą wyłącznie filmów, bo w końcu pisarze masowo atakujący czytelników kolejnymi sensacjami (Skandynawowie osiągnęli w tej dziedzinie chyba mistrzostwo świata) to już chleb powszedni. Jednym z nich jest zresztą wspominany już Lee Child i jego 21 powieści o Jacku Reacherze. Mimo tego jakże dużego ruchu w temacie i zdarzających się siłą rzeczy wtórności lub powtórzeń, kryminał ma się całkiem dobrze. Jak to się dzieje?

 

 

Może rzeczywiście każdy z nas po cichu marzy o życiu rodem z filmu o Jamesie Bondzie? Może też wszystkich kręci dreszczyk adrenaliny towarzyszący nawet kiepskim kryminałom? A może nawet przeciętny, ale poprawnie zrealizowany film akcji po prostu ogląda się dobrze i jest to bezpieczny wybór przy planowaniu leniwego wieczoru przed telewizorem?

 

Niestety nie mam dość miejsca, aby szerzej oddać się takim rozważaniom. Zacząłem ten temat, gdyż - mimo wszechobecnej przeciętności - Jacka Reachera: Nigdy nie wracaj ogląda się bardzo lekko i całkiem przyjemnie. Weteran kryminałów przejrzy całą fabułę na wylot w ciągu 15 minut, a początkującemu widzowi kina akcji zajmie to może dwa razy tyle czasu. O trzymaniu w napięciu do ostatnich minut nie ma więc mowy. Sceny pościgów, bijatyk i strzelanin zrealizowano rzetelnie, ale sporo tu naleciałości z dawnych czasów. Niekończąca się amunicja, wybuchające beczki i kuloodporne samochody są dla Jacka Reachera na porządku dziennym. Trochę lepiej wygląda kwestia walk na pięści, jednak wprawne oko i tu dostrzeże, że mamy do czynienia bardziej z baletem niż brutalną walką na śmierć i życie.

 

Na tle samego filmu bardzo mocno wyróżnia się wydanie DVD, za które należą się dystrybutorowi Imperial-Cinepix wielkie brawa. Czytelne menu urozmaicają ładne animacje i choć nie ma tu wielu opcji, wszystkie są przydatne. Przygody Jacka Reachera możemy oglądać z polskimi napisami lub lektorem – za mikrofonem siedzi mój ulubiony Maciej Gudowski, absolutny weteran i mistrz swojego fachu. Prawdziwą wisienką na torcie są natomiast dodatki, na które składa się ponad 20 minut materiału wideo przybliżającego proces powstawania produkcji i ludzi stojących po obu stronach kamery. Szkoda, że nie jest to standardem w tego typu wydaniach.

 

 

 



blog comments powered by Disqus