Zapach między kadrami

Nowy film Jana Jakuba Kolskiego Jasminum to fascynująca opowieść, podana lekko i zwiewnie, jak na porę premiery przystało. Nie przygniata psychologizacją, zbędnymi słowami, jest trochę dziecinna, lekko zwariowana, w tle mroczna i romantyczna. Takie historie na ekranach pojawiają się rzadko, gdzie wraz z aktorami płynie się do zakończenia, wcale nań nie czekając, rozkoszując się chwilą.

Historia dzieje się w klasztorze, do którego przyjeżdża wraz z pięcioletnią córeczką konserwator zabytków, urocza Natasza (Grażyna Błęcka-Kolska). Zbieg okoliczności – odpowiadający za kuchnię brat Zdrówko, w tej roli rewelacyjny Janusz Gajos, ciągle modli się do św. Rocha o cud, który pozwoli na odnowienie obrazu Najświętszej Panienki. W klasztorze oprócz kucharza jest jeszcze przeor (ojciec Kleofas, w tej roli Adam Ferency) i trójka mnichów – Śliwa, Czeremcha i Czereśnia, od których unosi się zapach. Gdyby wejść do klasztoru poczuje się jego intensywną woń, która zniewala kobiety. Ta tajemnicza moc przyciąga je z dalekich okolic, dlatego „pachnący bracia” siedzą zamknięci w celach, a jedynie przekupny brat Zdrówko przekazuje pachnące fragmenty ubrań kobietom pukającym do furty klasztornej. Nie bierze pieniędzy, tylko jedzenie dla siebie i braci. Klasztor jest mikrokosmosem, w który wtargnęła nagle kobieta z dzieckiem, dziewczynka zdobywa serca mnichów i zaczyna zmieniać ich życie. Życie, które jeszcze bardziej się skomplikuje, gdy wyjdzie na jaw, że hobby Nataszy to komponowanie zapachów, a jednym z celów wizyty w klasztorze jest skomponowanie zapachu identycznego do tego, który przyciąga od wieków do klasztoru kobiety.

Jak niesie legenda każdy z poprzedników braci zamkniętych w celach wydzielał ten zapach. Obserwujemy problemy z odtworzeniem składników, postępującą pracę przy renowacji dzieła, przyjaźń pomiędzy Gienią a mnichami. Obserwujemy jak z czarnego, zakurzonego obrazu wyłania się piękna, boska Rodzicielka. Wszystko to w bajkowej, na wpół średniowiecznej scenerii, w którą niepostrzeżenie wkrada się pobliska, zubożała mieścina, gdzie na ulicach czai się wielka miłość z Bogusławem Lindą w roli głównej. Jaśminowo to miasteczko, które łatwo można zaczarować, wystarczy odkryć właściwy zapach. Dzięki niemu otwierają się drzwi upadłego kina, w którym ojciec Kleofas ogląda swój ukochany film. Tylko Natasza odkrywa, że zapach jest ułudą a koło niej jest prawdziwa miłość.

Jasminum zrealizowane jest po mistrzowsku, każdy szczegół ma swój miejsce w całości, scenografia wydaje się być żywcem skopiowana ze średniowiecza z wmieszaną nutką współczesności. Dzwoniący zegarek elektroniczny na łóżku brata Zdrówko wydaje się pasować do zmurszałych ścian i starych ksiąg. Rewelacyjna zabawa atrybutami, wśród których najważniejsze to obraz i zapach. Oba ulotne, za oboma nie nadążamy. Obraz tworzony przez witraże, padający przelotnie i tworzący widziadła, obraz w kinie tworzący iluzje innego świata. Zapach, który omamia, którego widz nie może poczuć, ale go widzi w reakcjach, unoszący się pomiędzy zafascynowanymi nim postaciami. Te dwa tematy, które pojawiają się we wcześniejszych filmach Kolskiego, tutaj zostały złączone w dzieło całościowe – mamy do czynienia z niezwykłym obrazem, który przedstawia sugestywnie historię, w której my też mamy czuć i widzieć jak byśmy byli na miejscu. Film ma małą narratorkę – Gienię, która z żywością komentuje otaczający ją świat – kaczki, ludzi, przedmioty, seks. Robi to z wdziękiem i dziecięcą prostotą, i tu się należą brawa dla aktorki – Wiktorii Gosiewskiej, której wysiłek dorosły widz musi docenić. Docenić trzeba cały zespół aktorski, który wcielił się w postaci niebanalne, dając im ciepło, tworząc z nich ludzi, którym się ufa, że byli naprawdę. Zabawnym elementem jest epizod grany przez Bogusława Lindę, którego komizm polega na wyciagnięciu go jakby z jednego z filmów Pasikowskiego i wrzucenie w melancholijną, magiczną przestrzeń Jasminum, szczególnie gdy płacze nad stratą ukochanej. Połączenie powagi, dramatu z komedią udało się Kolskiemu nadzwyczaj dobrze. Wśród zapachów czai się miłość, wszechobecne pragnienie każdego człowieka, które może być tylko raz, drugi i trzeci to już tylko rutyna. Wielka miłość jest w każdym z nas i to chciał nam powiedzieć reżyser, choć nie koniecznie jest to miłość do ludzi.

Niewiele jest filmów w których światło tworzy przestrzeń, mitologizuje ją i sakralizuje, tutaj się to udało. Przebijające się przez witraże promienie słońca, migocące źdźbła trawy, połyskujące powietrze uzupełnione dźwiękami wprawiają w dobry nastrój. I to jest największą zasługą Jasminum – wprawia w dobry nastrój, umila życie.


blog comments powered by Disqus