"Julieta" – recenzja filmu

Autor: Korni

Emocjonalny rollercoaster

Ledwo zdążyliśmy przyzwyczaić się do specyficznego stylu Almodóvara, a mistrz kolorystyki, przerysowanych postaci i niekonwencjonalnego humoru stracił na rozpędzie. Ostatnie produkcje reżysera coraz bardziej obniżały jego pozycję wśród cenionych twórców kina europejskiego. Julieta pokazuje jednak, że 66-letni Almodóvar ma się całkiem dobrze i nadal potrafi oczarować widza.

Za pomocą jednego przypadkowego spotkania Almodóvar wprowadza nas w świat tajemnic, bólu i nierozgrzeszonych win tytułowej bohaterki. Kiedy Julieta spotyka przyjaciółkę swojej córki z dzieciństwa jej świat się zawala. W sekundę porzuca ukochanego mężczyznę, rezygnuje z przeprowadzki do Portugalii i wynajmuje lokum w kamienicy, w której mieszkała kilkanaście lat temu. Emocje biorą górę (zresztą jak w każdym momencie jej życia) i Julieta pod ich szaleńczym wpływem decyduje się dokonać odkładanego rozliczenia ze swoją przeszłością.

W takim burzliwym momencie poznajemy główną postać tragicznej historii, jaką serwuje nam Almodóvar. Julieta to dwie bohaterki: młoda dwudziestoparolatka, pełna pasji i nieokiełznanego apetytu na życie, oraz starsza, doświadczona przez los kobieta, ukrywająca niewypowiedziany ból. Dzięki wyznaniom, które spisuje natchniona nieoczekiwanym spotkaniem protagonistka, możemy prześledzić jej losy. W retrospektywnych obrazach Almodóvar serwuje nam opowieść o stracie na wielu płaszczyznach: samobójstwie, śmierci ukochanej osoby, rozpadzie małżeństwa rodziców. Tych wszystkich piętnujących Julietę wydarzeń nie zaciera czas, nie leczy on także jej głębokich ran. Ciężar bagażu przykrych doświadczeń jest jak wirus, który przenosi się na córkę Juliety, co doprowadza do kolejnej bolesnej zadry w życiu kobiety. Antía (w roli 18-latki Blanca Parés) ucieka od matki, a więc Julieta musi zmierzyć się z kolejną, najcięższą stratą, jaką bez wątpienia jest utrata dziecka.

Almodóvar jak zwykle stawia w swojej produkcji na płeć piękną. Podwójna rola Juliety to świetny aktorski duet dwóch utalentowanych aktorek: Adriany Ugarte i Emmy Suárez. Reżyser tworzy wspaniałe postacie, pełne ciepła i wrażliwości, ale także niezmierzonej siły. Matka, córka, kochanka, przyjaciółka – kobieta ma wiele twarzy, a każdą z nich Almodóvar wydaje się znać doskonale. Podchodzi do nich z wielką wyrozumiałością, wręcz uwielbieniem, które prowadzi do zrzucenia wszelkich win na męski pierwiastek. To jednostronne spojrzenie daje nam jednak otwarcie na świat kobiet, jakiego nikt inny nie potrafi przedstawić. Tym bardziej, po kilku mniej udanych produkcjach reżysera, oglądając najnowsze dzieło Almodóvara możemy odczuć, jak bardzo nam tego wrażliwego kina o kobietach brakowało.

Julieta to także – prócz wnikliwego psychologicznego studium kobiety – mistrzowsko poprowadzona nielinearnie narracja. Oparta na prozie kanadyjskiej noblistki Alice Munro historia dzieje się w różnych okresach czasowych, a dopiero ukazanie przemiany młodej Juliety w starszą (świetna scena z wykorzystaniem kąpielowego ręcznika) łączy nam przebieg obu światów. Doskonałego warsztatu dopełniają niesamowite kolory oraz piękne scenerie, które powodują, że prosto po seansie pragniemy znaleźć się w skąpanej w słońcu Hiszpanii.

Niby prosta historia, ale poprowadzona z wielkim kunsztem, dbałością o szczegóły i doskonałą grą na emocjach, wciąga widza jak najlepszy thriller. Dramat z nutką melancholii przywodzi na myśl własną potrzebę odkupienia i zastanowienia się nad swoją drogą ku szczęściu. Trudno jednak będzie każdemu odnaleźć w Juliecie klarowny przekaz myśli reżysera. Historia wydaje się niedopowiedziana, pozostawiając masę wątpliwości. Z pewnością tematyka filmu kierowana jest do starszego widza, ale warsztat filmowy Almodóvara znów zachwyci wszystkich.

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus