"Jumanji: Przygoda w dżungli" - recenzja filmu

Jumanji to nie gra, to walka o przetrwanie

 

Widownia nie znosi sequeli, prequeli i reebotów. Nie toleruje odcinania kuponów. A wyjątkowo nie godzi się na reeboty bądź kontynuacje kultowych filmów. Z tego powodu informacja o powstaniu drugiej części Jumanji z 1995 roku wywołała falę niezadowolenia. Trudno o inne reakcje, zważywszy, że ostatnia próba reanimacji klasyka Pogromcy duchów spotkała się z tak miażdżącą opinią widowni, że nie pomogły nawet pozytywne recenzje krytyków. Jak więc wypada Jumanji: Przygoda w dżungli? Wpisuje się w schemat, czy wybija, oferując coś unikalnego i świeżego?

 

Jake Kasdan postawił na coś nowego i jednocześnie na to samo, ale dodatkowo odwrócone do góry nogami. W klasycznym Jumanji planszówka tylko epizodycznie - za każdym rzutem kostkami - wdziera się do naszego świata, demolując małe amerykańskie miasteczko egzotyczną florą i fauną. Głównym bohaterem był młody chłopak, będący w konflikcie z wymagającym ojcem, który znajduje w grze niejako ucieczkę od rzeczywistości, w której nie może się odnaleźć. Nie ma pojęcia, że świat Jumanji jest jeszcze bardziej okrutny niż jego życie w „realu”. W kontynuacji, poza powtórzeniem paru schematów, trafiamy na dużo dłużej do świata gry. Zanim jednak Kasdan wpuszcza nas w głębię egzotycznego i tajemniczego świata, zapoznaje nas z czwórką uczniów miejskiego liceum. Wśród nich znaleźli się: dobroduszny – ale naiwny – nerd, wycofana społecznie dziewczyna, atencyjna instagramerka oraz mięśniak, którego przyjemności interesują bardziej niż edukacja (przez co wykorzystuje wyżej wymienionego nerda, by ten pisał mu prace zaliczeniowe). Kiedy trafiają do gry w ciałach Dwayne’a Johnsona, Kevina Harta, Jacka Blacka oraz Karen Gillian, są swoimi fizycznymi i charakterologicznymi przeciwieństwami – nerd dostaje ciało osiłka, a wycofana dziewczyna przywdziewa seksowną minispódniczkę i top odsłaniający brzuch. Różnice te sprawiają, że bohaterzy zaczynają powoli patrzeć na siebie z bardziej krytycznie. W filmie staje się to zarówno morałem, jak i dowcipem, a Kasdan utrzymuje wszystko w balansie, budując sympatyczną atmosferę niezobowiązującego kina przygodowego.

 

 

Sercem humoru są zasady rządzące grą. Tutaj Jumanji nie jest już planszówką tylko konsolową grą komputerową z kartridżem. Dlatego też napotkane w grze NPCe (czyli postaci kierowane przez komputer) powtarzają w koło te same dialogi, póki gracze nie rozpoczną misji. Bohaterzy mogą wyświetlać przed sobą statystyki oraz tabele umiejętności i wad. Postać Spencera (Dwayne Johnson) ma np. cechę „skupienia”, podczas użycia której marszczy czoło i niższym tonem wymawia swoją kwestię. Zderzenie świata prawdziwego z grą jest ciekawym narzędziem opowiadania wpadającego w tryb „meta”, dzięki któremu film odbiera się jako zabawę formą i treścią w zupełnie innym wymiarze, niż miało to miejsce w klasycznym Jumanji.

 

Nie ma natomiast sensu doszukiwać się głębszych prawd ani interpretacji, bowiem Przygoda w dżungli to ostatecznie prosta i lekka rozrywka, idealna na rodzinny wypad do kina. W Polsce dystrybutor, nie wiedzieć czemu, zdecydował się wyłącznie na wersję z dubbingiem, ale nie jest to taki dramat, jakim straszyły kolejne Pottery. Toteż można to przeboleć i przyzwyczaić się. jedynie jedyne, co drażni to polski głos postaci granej przez Dwayne’a Johnsona, który zupełnie nie przypomina muskularnego gwiazdora.

 

Jumanji: Przygoda w dżungli nieraz puszcza oko do fanów kultowego poprzednika. Sporo zapożycza, ale jeszcze więcej dodaje i odwraca do góry nogami. Można powiedzieć, z ręką na sercu, że to udana kontynuacja, w żaden sposób nie „rujnująca dzieciństwa” i miejscami nawet lepsza, pomimo faktu, że samo klasyczne Jumanji nie było filmem wybitnym.

 

Korekta: Marta Kononienko

 

 


blog comments powered by Disqus