„Król Artur: Legenda miecza” – recenzja wydania Blu-ray 3D

Autor: Bartosz Stuła
Korekta: Marta Kononienko
10 grudnia 2017

Niezniszczalny władca Camelotu

Legendy arturiańskie to temat, który cieszy się uprzywilejowaną pozycją w Hollywood. Od animacji aż po filmy fabularne przewijały się różne interpretacje tego mitu, będącego dobrem narodowym Anglików. Wśród uznanych produkcji warto przypomnieć choćby tytuł Wieki ciemne z 1981 roku, który – mimo że nie stanowi arcydzieła w warstwie wizualnej – z całą pewnością zdefiniował sposób opowiadania historii o królu Arturze i jego rycerzach za pomocą taśmy filmowej. Tym razem to angielski reżyser Guy Ritchie spróbował przenieść te wspaniałe legendy na ekran.

Guy Ritchie z całą pewnością nie pozwolił na to, żeby świat zaszufladkował go jako eksmęża Madonny. Co więcej, mocno zaangażował się w reżyserię tworząc dość interesujące dzieła, w których prawie zawsze odnajdziemy mocny brytyjski akcent. W jego filmografii możemy odnaleźć między innymi dwa filmy o Sherlocku Holmesie, z główną rolą interpretowaną przez niezastąpionego Roberta Downeya Jr. oraz Kryptonim U.N.C.L.E – szpiegowską komedię opowiadającą o zmaganiach połączonych sił wywiadu radzieckiego, amerykańskiego oraz brytyjskiego w okresie zimnej wojny. Każda z tych produkcji wyróżnia się przede wszystkim dość częstym zastosowaniem retrospekcji oraz wartką akcją, podczas której możemy zobaczyć ujęcia w slow motion wyraźnie podkreślające tempo fabuły.

Nie inaczej jest w Królu Arturze: Legendzie Miecza. Ritchie pokazuje nam zmagania młodego Artura ze złym stryjem właśnie za pomocą wcześniej wymienionych technik. O ile przewijające się w spowolnionym tempie kadry robią naprawdę duże wrażenie – zwłaszcza przy oglądaniu w trójwymiarze – o tyle efekt głębi dodatkowo potęguje momenty starć przy użyciu broni białej. Na tym niestety koniec rewelacji. Częste retrospekcje lub wprowadzany na siłę oniryzm – pokazujący wewnętrzną przemianę Artura – zdają się być niepotrzebne i mocno zakłócają odbiór tego filmu, bowiem widz łatwo traci przysłowiowy wątek.

Charlie Hunnam w filmie portretuje tytułową gwiazdę, która ma odnaleźć swoją ścieżkę, prowadzącą od domu publicznego aż po tron w Camelocie. Zarówno sam Artur, jak i postacie przyszłych Rycerzy Okrągłego Stołu oraz reszty towarzyszy młodego księcia wydają się być bardzo tajemniczymi bohaterami. Aktorzy odegrali swoje role bardzo dobrze przykładając się do jak najwierniejszego oddania charakteru społeczeństwa „tamtej” Anglii oraz cały czas popychając fabułę do przodu. Jednakże to Jude Law powinien zgarnąć całe uznanie, ponieważ odgrywana przez niego postać złego stryja jest na miarę Makbeta z dramatu Szekspirowskiego.

O ile sposób prowadzenia fabuły jest największą wadą filmu, tak ogromnym plusem pozostają tło i kostiumy. Nie znajdziemy tutaj udziwnień w postaci łączenia ubioru średniowiecznego ze współczesną modą. Aktorzy noszą na sobie tradycyjne stroje dworskie, futra czy lniane koszule. Mamy także okazję zobaczyć reżyserską wizję na temat Anglii na przełomie starożytności i średniowiecza. Świetny przykład stanowi ówczesny Londyn – Londinium, gdzie architektura rzymska miesza się z rozwiązaniami autochtonów. Muzyka Daniela Pembertona wybrzmiewa wieloma ludowymi nutami oraz całymi motywami. Można by się jedynie przyczepić do tego, dlaczego w Anglii przełomu epok na dworze króla pojawia się czarnoskóry? Łatwo można to wyjaśnić dopowiadając, że to potomek pozostawionych tu rzymskich niewolników. Z kolei azjatycki Mistrz Kung-Fu ma nadać większego tempa akcji – w tym przypadku zupełnie niepotrzebnie.

Wydanie Blu-ray 3D jest na pewno warte posiadania. Oprócz filmu w wersji trójwymiarowej oraz 2D znajdziemy też masę dodatków specjalnych w postaci krótkich reportaży z produkcji, każdy trwający mniej więcej dziesięć minut. Wśród tych najbardziej interesujących możemy znaleźć między innymi przemyślenia Hunnama na temat swojej postaci, materiał o powstaniu Londinium czy przygotowanie odtwórców pierwszo i drugoplanowych ról do władania średniowiecznym orężem.

Na koniec warto zaznaczyć, że fabuła przedstawiona w tym widowisku to coś zgoła odmiennego od tego, co znamy sprzed lat. Król Artur: Legenda miecza stanowi swoisty prequel do legend arturiańskich, przedstawiony za pomocą dość luźnej interpretacji tylko wybranych wątków, w tym głównie zgoła odmiennej historii Excalibura. Niemniej jednak nie jest to może najlepsze dzieło brytyjskiego reżysera, ale godne zobaczenia, aby poznać nowe spojrzenie na mit o początkach angielskiej państwowości, które miejscami potrafi zaskoczyć wprowadzonymi rozwiązaniami. 



blog comments powered by Disqus