Uwertura na obraz i pędzel

Ostatnimi czasy na ekranach kin gości coraz więcej filmów biograficznych. Mamy więc biografie pisarzy, polityków, piosenkarzy. Wśród nich wyróżniają się te podejmujące za zadanie pokazanie życiorysu malarza. Przed twórcami staje pytanie - czy przedstawić jego biografię, proces twórczy, a może jednak skupić się na przedstawianiu klimatu dawnych czasów? Większość z produkcji to filmy o malarzach kontrowersyjnych - jakoś nikt nie pisze scenariusza o Manecie czy Degas, za to van Gogh, Łempicka czy Kahlo to wymarzeni bohaterowie.

Secesja wiedeńska to pełen demonicznych kobiet zapełniających salony i mężczyzn w kapeluszach szurających nogami od jednej knajpy do drugiej okres w historii Europy. Fin de siecle, schyłek wieków, jak pisał poeta: „choć życie nasze splunięcia nie warte, evita l’arte”. Najgenialniejszą i czołową postacią tej epoki dla Wiednia był Gustaw Klimt i właśnie jego twórczość i życie posłużyło Raoulowi Ruizowi do stworzenia barwnej symfonii ku czci dekadenckiego życia Paryża i Wiednia przełomu wieków.

Klimt to historia miłostek, fascynacji erotycznych malarza, jego pełnego złudzeń związku z Leą de Castro. Jednocześnie rekonstrukcja sporu jaki rozgorzał między Paryżem a Wiedniem – sporu o sztukę aktualną. Gasnący acz wpływowy akademizm walczył wówczas z twórcami nowatorskimi, na których czele stał Klimt.  Obserwujemy dyskusję, jaka toczy się wokół sztuki i jej roli, jej przesłania, a może dekoracyjnej tylko i wyłącznie funkcji. Widzimy Klimta uwikłanego w swoją epokę, niezależnie od jego chęci, krytykujacego półśrodki, wielbiącego drażniącą, pełną złotych płatków, pławiącą się w czerwieni, jaskrawości, wschodniej ornamentyce, erotykę. Widzimy twórcę ogarniętego obsesją sztuki – sztuki własnej, prywatnej, nie poddającej się krytyce i wymogom.

Klimt nie jest typowym filmem biograficznym – to film surrealistyczny, obrazowy, gdzie przenikają się historie, urywają, zmieniają się nieoczekiwanie postaci i watki. Ruiz bawi się z widzem metodą strumienia świadomości – przedstawia w żywej, wielowątkowej fabule sposób myślenia bohatera, który ze świata obrazu przenosi się w jego przestrzeń, tańczy wśród złotych płatków, które umieszcza w tle dzieł. Maluje kobietę i kocha się z obrazem. Tak właśnie wyglądają filmy robione z pasją – filmy wartościowe, gdyż nie poddające się widzowi. Ruiz nie tłumaczy nic, z filmu nie wyniesiemy informacji o Klimcie jeśli nie poznaliśmy ich wcześniej. Udaje się to osiągnąć dzięki zabiegowi narracji – naszym przewodnikiem jest Egon Schiele (Nikolai Kinski) – młody przyjaciel Klimta, oskarżany przez konserwatywnych krytyków o pornografię, twórca dzieł obsesyjnych, szalonych. To właśnie strumień świadomości płynących z jego umysłu dociera do widza. W rzeczywistości poznajemy tutaj Klimta we wspomnieniach Schielego, tak więc o kim jest ta historia? Czy czasem nie jest to krótka lekcja o tym, co spowodowało, że sztuka doszła do takich form jakie Schiele pokazywał światu?

Nie było by tego filmu, gdyby nie ekscentryczny, tajemniczy John Malkovich. To jak wcielił się w postać Klimta pokazuje, jak dalece może zajść symbioza między aktorem a postacią przez niego graną, bo czy Klimt był podobny do Malkovicha czy odwrotnie? Wybitna rola – szalone oczy, uśmiecha wariata, a nad tym wszystkim powaga mężczyzny, zionące erotyką spojrzenia, wszystko w jednej osobie, w jednym momencie. Klimt to dzieło całościowe – z dopasowaną muzyką, scenografią i zdjęciami zrealizowanymi tak, by widz miał ochotę wstać i wejść w świat wiedeńskiego walca i kłotni krytyków, świat salonów - przeniesiony jak żywy, jakby zapisany na starej taśmie filmowej i dzisiaj odnaleziony. Muzykę napisał etatowy jej twórca w filmach Ruiza – Jorge Arriagada, Autor zdjęć – Ricardo Aronovich to również sprawdzony twórca, który pokazuje pełna gamę swoich umiejętność właśnie w filmie Ruiza. Sam Ruiz, czterokrotnie startujący w konkursie w Cannes, to typ reżysera niepokornego. Te kilka osób wyczarowuje świat sprzed wieku przepuszczając go przez surrealistyczny filtr.

Dzieł takich jak Klimt nie powstaje wiele, piękny obraz z którego można się nauczyć więcej niż z książkowej biografii. Czasem też warto zobaczyć jakie problemy mieli twórcy secesji z nagością, najlepiej z Hustlerem w rękach.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus