Pulp Fiction po czesku

plakat filmu Pulp Fiction po czesku

Aż osiem lat polscy widzowie musieli czekać na premierę obrazu Petera Zelenki Guzikowcy. Było warto.
Guzikowcy to drugi obraz w dorobku cenionego dziś scenarzysty Samotnych i autora Opowieści o zwyczajnym szaleństwie. Miłośnicy jego twórczości z przyjemnością zagłębią się w zwariowany świat Guzikowców by odkryć kolejne pokłady czeskiego, a może raczej ludzkiego, szaleństwa. Konstrukcja filmu żywcem przypomina powstałe dwa lata wcześniej Pulp Fiction Quentina Tarantino. Podobnie jak u Tarantino, i tu poszczególne epizody filmu zaskakują po niewczasie anarchistyczną puentą i czynią z obrazu skomplikowaną łamigłówkę.
Z niekłamaną przyjemnością podziwiać należy talent Zelenki do budowania postaci. Z pozoru nie ma tu nikogo ciekawego, ot zwykli ludzie, jakich pełno wokół nas, którzy, jak wszyscy bohaterowie jego filmów, nie ustają w poszukiwaniach szczęścia. Mimo inspiracji Tarantino nie oglądamy na ekranie klonów amerykańskich gansterów - jakich niestety nie brak w polskich obrazach silących się na bycie komediami. Zelenka pokazuje, iż światła nadjeżdzającego pociągu, na który zamierza napluć jeden z bohaterów, mogą nieść większe emocje niż lufa pistoletu. Na ekranie spotykamy postaci o niecodziennych pasjach i zainteresowaniach - wspomniane plucie na pociągi, seks w taksówce i cała masa innych, drobnych, intymnych przyjemności. W swym portretowaniu ludzkich słabostek daleko Zelence jednak do prymitywnego podglądactwa. Nie ma się czego wstydzić, zdaje się mówić Zelenka, uświadamiając widzom, że każdy z nich jest opiekunem zwariowanej części swojej osobowości. To sprawia, iż ukazani przez reżysera mieszkańcy Czech z miejsca zdobywają naszą sympatię. I choć od początku filmu komedia miesza się z tragedią seans pozostawia nas w niezwykle optymistycznych nastrojach.
Z perspektywy czasu widać, iż Zelenka wyrasta powoli na drugiego Eugene'a Ionesco. Podobnie jak ten niezapomniany rumuński dramaturg bywa zarazem inteligentny, komiczny i przerażający, gdy z chirurgiczną precyzją obnaża kondycję współczesnej jednostki ludzkiej. I choć, niczym zawodowy bokser, punktuje naszą wewnętrzną samotność, to, paradoksalnie, z jego "pomocą", łatwiej jest ją znosić.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus