Bądź ludzikiem jak najdłużej – recenzja wydania DVD filmu „Król życia”

Autor: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
Korekta: Joanna Biernacik
5 kwietnia 2016

Wyobraź sobie, że jesteś na półmetku życia, masz stabilną pracę, rodzinę i właściwie niczego Ci nie brakuje. Na konto regularnie spływa pięciocyfrowa pensja, po przestronnym mieszkaniu można byłoby jeździć rowerem, a szef sam nie zrobiłby budżetu. Możesz nazywać siebie królem życia. Dlaczego więc jesteś tak nieszczęśliwym człowiekiem?

Edward (Robert Więckiewicz) podświadomie zadaje sobie to pytanie. Zadaje je sobie codziennie rano w pracy, siedząc sfrustrowany pod krawatem przed komputerem, mieląc w ustach przekleństwa i marząc o tym, żeby w akcie buntu zapalić w open space papierosa albo nawtykać znienawidzonemu szefowi (Krzysztof Czeczot). Zadaje je w domu, ignorując garnącą się do niego córkę i nieustannie wchodząc w konflikty z żoną (Magdalena Popławska), z którą kłóci się w obcym języku, żeby dziecko nie rozumiało. „Pamiętaj: brwi do dołu – gniew, brwi do góry – zdziwienie” – mówi cynicznie, zmęczony panującym między nimi chłodem i niechęcią. Zadaje je sobie w kontaktach z resztą świata – ze schorowanym ojcem, który doprowadza go do szału zwykłą prośbą o wizytę czy obcymi ludźmi na ulicy, wulgarnie opędzając się nawet od przypadkowego dziecka. Pewnego dnia przy kawiarnianym stoliku przysiada się do Edwarda młoda dziewczyna, a on pozwala jej powróżyć sobie z ręki. Dowiaduje się, że spotka go nieszczęście, które odmieni jego los, że przywróci do życia starego człowieka, że spotka znajomego sprzed lat… Mężczyzna patrzy na „wróżkę” z politowaniem, ale wkrótce przekona się, że wystarczy jedno wydarzenie, by otrzymał odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Wydarzenie to w końcu postawi jego życie… na nogi.

Wbrew pozorom to nie jest lekka i prosta historyjka „ku pokrzepieniu serc”, bo bardzo trudno zaserwować taką opowieść bez popadania w kicz, banał czy przesadnie moralizatorski ton. Jak opowiedzieć historię o kompletnym przewartościowaniu dotychczasowego życia, o próbie rozrachunku z błędami dorosłości, pokazać głęboką przemianę tak, by zachować równowagę między tym, co zabawne, a tym, co smutne? Jak przede wszystkim sprawić, by widz w to uwierzył? Czy ta sztuka udała się Jerzemu Zielińskiemu, debiutującemu w roli reżysera oraz scenarzyście Fadiemu Chakkourowi?

Trudno powiedzieć czy po ciężkim dniu w korporacji, gdy zasiądziemy z kolorowym drinkiem na drogiej kanapie, włączymy płytę na odtwarzaczu i obejrzymy film na 52-calowej plazmie, to poczujemy się królami życia. Czy wystarczy do tego uśmiech Więckiewicza, a może tajemniczej Afrykanki, spacerującej z obnażonymi piersiami na ruchomej reklamie? Film z pewnością jest ciepły, przyjemny w odbiorze, w żadnym wypadku nie pretensjonalny ani nadęty. Nikt nikogo tu nie zmusza, by rzucił korporację i wyjechał w Bieszczady, lecz raczej zachęca, by na chwilę zrzucił marynarkę lub szpilki i po prostu zwolnił, otworzył na świat wokół, dał zarazić tym szczęściem, które ponoć rozchodzi się na 800 metrów. I choć nie we wszystko da się uwierzyć, a całość czasem trochę zgrzyta ze względu na brak narracyjnej płynności, to szereg doskonałych sekwencji, przepiękne ujęcia i ciepły nastrój filmu trzymają w fotelu przez cały seans i pozwalają długo po nim zachować uśmiech na twarzy.

Duża w tym niewątpliwie zasługa Chakkoura, który napisał dla aktorów bardzo dobre role. Więckiewiczowi granie zupełnie „niemrocznego” Edwarda musiało dać wiele satysfakcji, nawet jeśli – jak sam powiedział – musiał nauczyć szczerze uśmiechać się do kamery. Widz to odczuje i na pewno nie raz uśmiechnie się razem z nim. Jedynym aktorem, który dorównywał mu na planie osobowością, był Bartłomiej Topa w roli Kapsla, przyjaciela z dzieciństwa i osiedlowego pijaczka, którego bohater po przemianie próbuje wyciągnąć z życiowego „dołka”. Niezwykle ciepłą kreację stworzył Jerzy Trela w roli ojca Edwarda, bardzo ciekawy epizod zagrał również Jan Peszek. Warto podkreślić kreację Krzysztofa Czeczota w roli szefa – cyniczny, złośliwy, nieludzki, sypiący jak z rękawa tekstami motywacyjnymi. Fenomenalna jest scena rozmowy między nim a Edwardem w drugiej części filmu, gdy bohater postawia dokonać rozrachunku z przeszłością. Czy jej dokonuje? Przekonajcie się sami.

Takich scen jest zresztą wiele, bo urok Króla życia tkwi w szczegółach. Piękna trzeba szukać w małych rzeczach, które dają szczęście. Jak w leżeniu na trawie ze starym przyjacielem, gdy wspominamy lata dzieciństwa. W urządzonej „niedotańczonym żonom” domówce. W pomocy drugiemu człowiekowi. W obróceniu w dziecięcą zabawę w malowanie twarzy szminką frustrującej sytuacji, w której na wiele godzin utkwiliśmy w windzie między piętrami. Tylko wtedy można zarazić się szczęściem i tylko wtedy życie zacznie nas cieszyć. Bo życie – jak mówi córce Edward, gdy ta prosi o kilka słów do dyktafonu w języku chińskim – daje radość ludzikom, a więc osobom zabawnym i niegroźnym, których na świecie jest mało, gdy tymczasem ludzi, mierzących jakość życia grubością portfela i gardzących owymi skromnymi ludzikami, jest bardzo wielu. Dlatego warto pozostać ludzikiem jak najdłużej.

Wersja DVD Króla życia stanowi sporą gratkę dla widza – dystrybutor Next Film zaoferował wydanie z książeczką, w której oprócz płyty i notki na temat filmu znajdują się zdjęcia, a także bardzo ciekawe wywiady z reżyserem, scenarzystą oraz odtwórcą głównej roli. Można z nich dowiedzieć się, skąd pomysł na film, jak wyglądała praca na planie, jak twórcy pokonywali różne wyzwania i co chcą przekazać widzowi. Sama płyta posiada ładne, kolorowe menu główne, gdzie poza wyborem scen, których widz ma do wyboru całkiem sporo, dołączono trzy zwiastuny: do Króla życia, Excentryków oraz Opowieści o miłości i mroku. Co ciekawe już z pozycji autoodtwarzania twórcy umożliwili seans z audiodeskrypcją – wystarczy wcisnąć „Enter” lub „Play” w ciągu pięciu sekund. Jeśli widz nie zdąży dokonać wyboru, może zrobić to później z pozycji menu głównego; ma taką możliwość w „Ustawieniach”, podobnie jak możliwość obejrzenia filmu z angielskimi oraz polskimi napisami (udogodnienie dla niesłyszących). Podsumowując – wydanie DVD jest bogate, twórcy filmu i dystrybutor zadbali o swojego widza. 



blog comments powered by Disqus