Ratunek dla współczesnego coachingu – recenzja filmu "Kung Fu Panda 3"

Autor: Korni

Zewsząd atakują nas wyświechtane hasła motywujące – od popularnego parę lat temu filmu Sekret, po youtuberowy hit „Jesteś Zwycięzcą”. Kursy samokształcące biją rekordy frekwencyjne, a książka z pustymi kartami „do wyżycia się” staje się bestsellerem. Egzystencjalne zawiłości można spróbować rozwiązać w zupełnie inny sposób, bez wydawania grubszych sum na porady pseudoekspertów. Przykładowo: polecamy wybrać się do kina, aby obejrzeć pełną motywacji i prawd życiowych animację studia Dreamworks.

Prawdziwy smoczy wojownik nie zazna spokoju. Na jego życie (i los całej niesamowitej piątki) czyha powracający z krainy duchów bawół Kai - łaknący mocy wszystkich mistrzów kung fu na świecie. Kolekcjonuje po kolej ich energię, zabierając im tajemniczą, pradawną moc zwaną Chi. Zamknięcie drugiej części Kung Fu Pandy nie pozostawiało wątpliwości – w kontynuacji czekać nas będzie prawdziwa pandzia lawina. I rzeczywiście: ojciec Po, głównego bohatera i smoczego wojownika w jednym, natchniony przez mistrza Oogawy, odszukuje swojego  utraconego przed laty pierworodnego. Razem wyruszają w drogę do ukrytej wioski pand, aby Po mógł odkryć swoje Chi i pokonać Kaia.

Animowana trylogia bazuje na komicznym zestawieniu: oto wielki i nieporadny w swej naturze panda zostaje - przyznajmy, że dość niespodziewanie - mistrzem wschodniej sztuki walki. Czy jednak nie na tym polega sens życia, by znaleźć to, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy? I mimo naszych słabości dążyć do upragnionego celu?  W najnowszej części, jak i poprzednich odsłonach przygód pociesznego pandy, twórcy nie rezygnują z moralizatorskiego tonu, ale podają go w tak zręczny i urokliwy sposób, że przyjmujemy go gładko i bez zastrzeżeń. Mistyczną wiedzę, którą odsłania nam mistrz Shifu opowiadając o tajemniczym Chi, pochłaniamy bez cienia wątpliwości, że owo Chi w ogóle istnieje. I rzeczywiście Chi to Qi (czytane jako czi) - energia życiowa, silnie zarysowana w chińskiej filozofii. Po musi ją pozyskać, aby pokonać szalonego i zdolnego do wszystkiego przeciwnika. W drodze ku ostatecznemu starciu pozna swoją prawdziwą naturę, a także z ucznia zamieni się w nauczyciela. Droga do dojrzałości Po to most łączący wszystkie części animacji, a towarzyszą mu inne wątki z przesłaniem, jak sedno prawdziwej przyjaźni, wartość rodzinnych więzów i wiara w siebie. Wszystko umiejętnie wyważone, doprawione słodkimi, małymi pandami, daje nam mądre, ale i po prostu sympatyczne kino dla każdego.

Kung Fu Panda po raz kolejny zachwyca dopracowanymi szczegółami wykreowanego świata, świetnymi postaciami oraz rozbrajającym, w swej prostocie, poczuciem humoru. Nie brakuje zmagań na jedzenie pierożków (czy też kluseczek), staczania się pand ze wzgórz i efektownych scen walki. Doskonale zadbana chińska otoczka sprawia, że czujemy klimat wschodu napływający z ekranu. Pojawiają się, jak zwykle w serii, nawiązujące do sztuki kaligrafii piękne retrospekcje czasowe. Energetyczna, z orientalnymi nutami muzyka dopełnia całości obrazu. Nie zawodzi także polski dubbing  – użyczający głosu Marcin Hycnar, czy Jan Peszek jako Shifu, dorównują oryginałowi (Jackowi Blackowi i Dustinowi Hoffmanowi).

Niewątpliwą zaletą udanych animacji, jest to, że w bezpretensjonalny i zabawny sposób niosą ważne treści, co ma szczególnie istotny wymiar dla najmłodszych widzów. Bajki mające warstwę edukacyjną to silny i wciąż potrzebny twór. Wydawałoby się, że twórcy Kung Fu Pandy wycisnęli już wszystko, co się dało z losów gapiowatego Po, a jednak najnowsza część fabularnie, mimo że nie zaskakuje, to wciąga. To, co w całej historii Po jest najlepsze, to fakt, że bez względu na wiek widz może odnaleźć w niej coś wartościowego, a przy okazji przeżyć niezapomnianą, filmową przygodę.

Korekta: Ewelina Chruściel


blog comments powered by Disqus