Uświęcony haj

plakat filmu Uświęcony haj

Najbardziej znany film Alejandro Jodorowskiego dotyczy tego, co jest równie ważne w każdej religii – motywu pielgrzymki. W Świętej Górze odnajdziemy symbolikę znaną z poprzednich jego dzieł – wyfruwające z dłoni ptaki, rytualne golenie głów, krew, nagość i prawie wszystkie znaczenia kart Tarota. Połączenie kabały z osobistym poszukiwaniem wtajemniczenia i kompletną krytyką współczesności stanowi kondensację wszystkich poglądów reżysera.

Świętą Górę przyjęło się uważać za pewne apogeum dokonań Jodorowskiego. Dla niego samego ten film to także przełom – udało mu się zawrzeć w nim maksimum treści i spleść dwie narracje: estetyczną i realistyczną, które przepoławiają całą fabułę. Z surrealistyczno-mistycznej ornamentyki nagle przenosimy się do surowego realizmu przyrody. Reżyser zwykł mawiać, że sztuka powinna być terapią dla zepsutego człowieka, samemu stawiając siebie w roli lekarza. W jego przypadku okazało się, że to terapia wstrząsowa – zanim ukończył zdjęcia musiał uciekać z Meksyku pod wpływem nieustających pogróżek. Smaczku całej sytuacji dodał fakt, że niedługo potem Jodorowski otrzymał propozycję nakręcenia filmu erotycznego, na co się nie zgodził.

Sekwencyjność i szczegółowość poszczególnych scen mogą być dla współczesnego widza zarówno plusem, jak i minusem. Z pewnością niektórym może brakować poetyckości Fando i Lis, czy też jawnej groteski zawartej w czytelnym kodzie kulturowym Kreta. Bogactwo odniesień zaczerpnął Jodorowski , jak zwykle, z przedstawień kart Tarota i z astrologii. Niemalże ulubiony przez niego Głupiec symbolizuje Chrystusa-złodzieja (widzimy go zapitego, leżącego na ziemi na samym początku filmu), pojawia się Wieża, na której szczyt trzeba się wspiąć, Mag pod postacią Alchemika i wiele innych symboli. Poszczególne rysy postaci odpowiadają planetom i ich astrologicznym negatywnym aspektom, które muszą zwalczyć – twórca Świętej Góry był apologetą magii i psychoanalizy. Do tego, że symbol goni symbol trzeba dodać obszerny komentarz pod adresem każdego z aspektów życia społecznego: polityki, wojny, religijności, miłości i seksu, sztuki i dzieciństwa. I dopiero wtedy, nie zostawiwszy suchej nitki na nikim i niczym, posyła Jodorowski swoich bohaterów na metafizyczną wyprawę, której finał jest tak zaskakujący, że część publiczności doprowadził do białej gorączki.

Z obiektywnego punktu widzenia w tych obrazach nie ma niczego, czego współczesny człowiek mógłby się obawiać – kino przełamało przecież niejedno tabu. Nie chodzi jednak o to co, ale jak. Jodorowski grając symbolami przemawia do sedna – jego pełna aluzyjności, utrzymana w dynamice ostrego haja maniera sprawia, że nawet z pozoru prosta scena niesienia krzyża jest mocniejsza od słynnej „Pasji” Doroty Nieznalskiej. Nawet gdy obnaża zastosowane efekty, aby statyści broczyli i tryskali krwią z umocowanych przy uszach rurek i  gdy z pod koszulek wypadają im rozgniecione truskawki, to jedynie wzmaga to pożądany efekt.

Realizacja – na miarę lat siedemdziesiątych – tej swoistej wielkiej misji Jodorowskiego, jaką była walka o bardziej czysty i autentyczny świat tchnie niekiedy zamierzchłą przeszłością.  Obuwie na koturnach, popartowskie scenografie, wymyślne, a dziś kojarzące się z „odzieżą z Anglii” kostiumy stanowią dziś cokolwiek dziwaczny naddatek w tej pełnej magii, freudowsko-dalekowschodniej otoczce. Coś jednak sprawia, że te obrazy trudno zapomnieć. I jest to pewnie zasługa samej osoby ich twórcy – jak nikt inny wprowadził w czyn postulat, że życie artysty i jego dzieło powinno stanowić jedność. W jego filmach każda scena jest przemyślana, zaplanowana i prawdziwa: prostytutka jest prostytutką, lekarz lekarzem, kaleka kaleką, a ci, którzy sprawiają wrażanie naćpanych, rzeczywiście nimi są. Psycholog, czarodziej i sztukmistrz budzący grozę mieszaną z obrzydzeniem nie przemawia nigdy wprost. Metodycznie poprzez kino uprawia zaangażowany teatr, w którym najmniejszy gest aktora ma swoje znaczenie.


blog comments powered by Disqus