"Landmine goes click" - recenzja filmu

Kiedy staniesz na (dosłownie) minie 

Reżyser Levan Bakhia w swoim drugim filmie w karierze zaskakuje bardzo pozytywnie – historią, płynnością, ukazaniem bohaterów i… zakończeniem. Landmine goes click to bez wątpienia jeden z najlepszych thrillerów, prezentowanych na Splat!FilmFest Horror Festiwal w Centrum Kultury w Lublinie.

Daniel i Alicia wspólnie wyruszają w podróż do Gruzji. To dla nich wymarzony wyjazd na kilka dni przed nadchodzącym, najpiękniejszym dniem w życiu, czyli ślubem. Towarzyszy im Chris, najlepszy przyjaciel i zarazem świadek Pana Młodego. Wszyscy podziwiają piękne widoki za dnia, wieczorem zaś rozbijają obóz. Nad ranem, dziwnym zbiegiem okoliczności Chris staje na minie lądowej. Pech chciał, że jest ona prawdziwa i najmniejszy ruch może doprowadzić do tragedii. Co zrobić w takiej sytuacji, w dodatku kiedy jesteś sam, na opuszczonej ziemi, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, pośrodku niczego? Bohaterowie ratunku wypatrują w postaci miejscowego myśliwego. Gruzin Ilya, przynajmniej z pozoru, stara się pomóc. Pamiętajmy jednak, że nic nie jest za darmo…

Niesamowite (bez szczypty przesady) zwroty akcji potęgują obraz Bakhiego. Takich momentów jest kilka i świetnie działają na wyobraźnię widzów. Nie bez kozery wszystko zależy także od aktorów. Spencer Locke (znana m.in. z Resident Evil: Afterlife) sprawdza się jako przerażona, ale i walcząca o życie przyjaciela Alicia. Z kolei rola Chrisa, kreowanego przez Sterlinga Knighta (17 Again) może wydać się Wam początkowo nijaka. Z czasem jednak aktor przechodzi samego siebie.

Dla gruzińskiego reżysera to druga produkcja. Debiutował w 2011 roku i już wtedy pozytywnie zaskoczył realizacją filmu pt. 247 stopni F. Opowiada on o grupie młodych ludzi, którzy zostają uwięzieni w… saunie. Podobnie, jak w Landmine…, tam także klimat budowany jest w oparciu o niedopowiedzenia, strach przed czyhającym zagrożeniem i sprawdzanie wierności przyjaciół. Autorem scenariusza do Landmine goes click jest z kolei Adrian Colussi, który zajął się także warstwą producencką obrazu. Był to dla niego pierwszy większy projekt, któremu bez wątpienia podołał.

Od wspólnej podróży, przez czyhające zagrożenie, rozpoczęcie gry w kotka i myszkę oraz wbijające w fotel zakończenie, film Bakhiawego jest idealnym odzwierciedleniem parafrazy Homo homini lupus. Panie reżyserze, prosimy o więcej! 

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus