Głupi, zły i szkodliwy... Recenzja komedii "Zupełnie Nowy Testament"

Głupi, zły i szkodliwy… taki z pewnością nie jest Zupełnie Nowy Testament, choć można spotkać się z takimi opiniami na jego temat. Dystrybutor reklamuje film Jaco van Dormaela jako piekielnie śmieszną komedię, którą belgijska produkcja również… nie jest. Warto zatem zapytać, jaki w rzeczywistości jest Zupełnie Nowy Testament?

Twórcy komedii przedstawiają widzom kontrowersyjną, nową wizję Boga. Gdzie mieszka Pan Bóg? W Brukseli. Z rodziną, którą na każdym kroku tyranizuje. Największą przyjemność sprawia mu jednak bezmyślne oglądanie telewizji, prześladowanie żony oraz wymyślanie praw, które mają utrudniać ludziom życie. Jego córka Ea postanawia się zbuntować. Psuje komputer ojca i wyrusza na ulice Brukseli...

Już dawno w naszych kinach nie pojawiła się tak dobrze zapowiadająca się komedia, która z założenia miała być równie śmieszna, co obrazoburcza. Dormael przedstawia widzom niezwykle świeży i ryzykowny koncept fabularny (choć podobno ryzykowne to jest kupno wędliny na allegro), w którym Boga przedstawiono pod postacią belgijskiego Ferdynanda Kiepskiego. Filmowy stwórca podąża przez życie w laczkach, jest ciągle pijany, a poziomem gracji, elokwencji i empatii przypomina raczej patola niż uświęconego Pana znanego nam z Biblii. Reżyser nie podąża utartymi ścieżkami, dlatego z zaciekawieniem przyglądamy się kolejnym złośliwościom, terroryzowaniu i gnębieniu ludzi, które tak cieszą i satysfakcjonują filmowego Boga. Siłą Zupełnie Nowego Testamentu jest także błyskotliwe podejście do wiary. Twórcy filmu, balansując na granicy przerysowania i obrazoburczości, prowadzą dialog z widzem na temat podwalin ideologii Kościoła i wpływu człowieka na swój los.

Największą zaletę obrazu Dormaela stanowi jednak fantastyczny humor, który nadaje produkcji niezwykłą różnorodność i dynamikę. Szczególnie zabawnie ukazano alternatywną wizję powstania człowieka, kolejne pomysły na znęcanie się nad ludźmi oraz pewien rodzaj karmy, która w komiczny sposób dotyka głównego bohatera. Na uwagę zasługują przezabawna scena rozmowy Boga z księdzem, w której bohater neguje kluczową koncepcję miłosierdzia, oraz fenomenalne i groteskowe zdyskredytowanie cudów Jezusa przybitego jak sowę, bo za dużo chlapał ozorem (w filmie nazywanego JC, co oczywiście kojarzy się jednemu z bohaterów,z Jeanem-Claudem Van Dammem). Nieprawdopodobny wpływ na Zupełnie Nowy Testament wywarł Benoît Poelvoorde, który dzięki niezwykle elastycznej i różnorodnej mimice twarzy kradnie wszystkie sceny ze swoim udziałem. Aktor w niezwykle charyzmatyczny i komiczny sposób kreuje postać, której każde pojawienie się na ekranie wzbudza gromki śmiech. Produkcja Dormaela to prawdziwe filmowe arcydzieło…

…do momentu, aż zaczyna skręcać w mocno moralizatorskie, metaforyczne i poważne aspekty. Niestety od chwili pojawienia się Eai na ulicach Brukseli tempo narracji spada, a charakterystyczny, sarkastyczny humor staje się wyłącznie przekomicznym przerywnikiem dla kolejnych, często zbyt absurdalnych i dłużących się niemiłosiernie ewangelii nowych apostołów. Reżyser popada w schematy, przez co film robi się nijaki i nieciekawy. Dormael nie potrafi nadać pozostałym bohaterom pewnego charakteru i głębi, i to pomimo dość ciekawego zastosowania podwójnej narracji oraz nieco nietypowych retrospekcji. Niestety w dalszej części seansu jest jeszcze gorzej.

Twórcy filmu sukcesywnie, z każdą minutą seansu, rozmieniają potencjał swojego filmu na drobne. Całe szczęście, że obraz Dormaela nie trwał dłużej, bo aż strach pomyśleć, co jeszcze byśmy zobaczyli na ekranie poza tandetnym wątkiem zoofilii czy niedorzecznym i zbyt absurdalnym finałem, którego prawdziwy wydźwięk zostaje przykryty przez „potwory” drugiej połowy filmu.

Zupełnie Nowy Testament przedstawia wizję Boga spauperyzowanego, jednak jak nigdy dotąd ludzkiego, pełnego przywar i cynizmu. Film Dormaela kwitnie w pierwszych, przekomicznych sekwencjach, jednak w dalszej części seansu ugina się pod ciężarem nachalnego moralizatorstwa, metafory i utopijnego finału. Niemniej, belgijska komedia to ciekawa propozycja dla widzów z dystansem do siebie, religii i swojej wiary.

Korekta: Anna Ruszczak

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus