Recenzja wydanego na DVD filmu "Grobowiec smoka"

Autor: Olga "Bombeletta" Kowalska
Korekta: Hagath
9 marca 2014

Wśród dziesiątek filmowych dzieł zdobywających serca najbardziej zatwardziałych krytyków, setek filmów naiwnie aspirujących do najwyższej półki filmów ambitnych, istnieją tysiące obrazów zupełnie pozbawionych tych niezrozumiałych aspiracji. Takich, których jedynym celem jest zadowolenie widowni, niekoniecznie tej wyszukanej, i zapewnienie swoim widzom doskonałej zabawy, bez silenia się na nieosiągalne. Ten rodzaj kina kategorii B ma to do siebie, że niczego nie udaje, pozwalając się po prostu cieszyć z prostej i niewymagającej rozrywki, na przystępnym wszystkim widzom poziomie. Efekty specjalnie bez szaleństw i fajerwerków, gra aktorska zazwyczaj bardzo średnia, a fabuła uproszczona do granic możliwości. Jeśli szukacie właśnie takiego filmu bardziej na poprawę nastroju i na domowy seans, bardziej do pośmiania się niż na zachwyt dokonaniami współczesnej kinematografii, to najnowsze dzieło reżysera Erica Stylesa zatytułowane Grobowiec Smoka będzie dla was idealne.

Grobowiec Smoka, którego oryginalny, pełny tytuł brzmi Legendary: Tomb of The Dragon i wydaje się zapowiadać serię, to swoista parodia filmów przygodowych, która miejscami traktuje siebie nawet poważnie. Założenie fabuły jest całkiem proste. Kryptozoolog Travis Preston – w tej roli znany z pomniejszych ról Scott Adkins - w towarzystwie swojego mrocznego tropiciela Harkera – tutaj niepokonany Dolph Lundgren - szukają dowodu na istnienie mitologicznej bestii w rosyjskiej tajdze. Niestety, jak prawie zawsze w przypadku, gdy jeden poszukiwacz jest idealistą, a drugi robi to dla pieniędzy, coś idzie nie tak, ginie człowiek wyprawy, a drogi wspólników rozchodzą się. Jednak, gdy w pewnej chińskiej wiosce zaczynają znikać ludzie, a miejscowy nauczyciel uwiecznia na filmie zwierzę podobne do gigantycznej jaszczurki, Travis i Harker znów się spotykają i tym razem prześcigają w podstępnych fortelach, jednocześnie próbując rozwiązać zagadkę tajemniczej bestii. Każdy z nich ma swoją ekipę, każdy swoje sposoby działania - zaczyna się totalnie męska rywalizacja.

W miarę świeży w Grobowcu Smoka pozostaje główny zamysł fabularny, jakim jest poszukiwanie legendarnych zwierząt, czyli zagadnienie kryptozoologii. Preston przemierza świat wzdłuż i wszerz podążając tropem legend, podań i plotek, rzadko wspartych konkretnymi dowodami. A jednak udaje mu się odnaleźć niektóre z nich. Podobno w dzieciństwie widział w lesie Wielką Stopę, wspomina wyprawę do Szkocji i poszukiwanie mieszkającej w głębinach jeziora Nessie oraz inne kryptydy, w poszukiwaniach których nie ustaje. Jego celem, w odróżnieniu od przyziemnych priorytetów Harkera, jest zachowanie tych istot przy życiu i próba pogodzenia świata, w którym żyją z cywilizacją człowieka. Jego ekipa ma przed sobą niełatwe zadanie, tym bardziej, że wydarzenia rozgrywają się w Chinach, podczas budowy wodociągu i w grę wchodzą istotniejsze kwestie niż jakaś duża jaszczurka pożerająca pracowników.

Na klasycznym poziomie kina klasy B pozostają zależności między bohaterami. Travis Preston jest niczym podrzędny Indiana Jones – niebiańsko zalotny ciągle się uśmiecha, strzela oczkami do otaczających go towarzyszek z ekipy poszukiwawczej i zawsze znajdzie na wszystko  prostą, jednozdaniową odpowiedź. Do tego jest niezwykle entuzjastyczny w podążaniu za przypadkowymi tropami. Pozostaje w dobrym humorze pomimo piętrzących się problemów i zawsze zachowuje zimną krew i pozytywne nastawienie w krytycznych sytuacjach, serwuje żarciki, którymi dokarmia swoich towarzyszy i, co najważniejsze, potrafi wykaraskać się z każdego kłopotu. Z drugiej strony jego antagonista, Harker, to modelowy czarny charakter. Jeśli chcemy zobaczyć jak Dolph Lundgren przebrany za tropiciela-poszukiwacza potworów, ubrany w obowiązkowy czarny kostium w epicki sposób pije whisky lub pali ostentacyjnie cygaro, wymrukując skrajnie darwinistyczne kwestie, to koniecznie należy sięgnąć po ten film.

Niestety, wiele do życzenia pozostawiają efekty specjalne. Podobno ten film puszczany był w kinach w technologii 3D, co bardzo trudno pojąć, biorąc pod uwagę jakość wykorzystywanych efektów. O ile jeszcze w miarę porządnie wygląda gigantyczny niedźwiedź z pierwszych scen filmu (prawdopodobnie wyłącznie dzięki sekwencji nocnej), to podwodna scena z płynącym "smokiem" przypomina raczej nagranie gekona w przyspieszeniu. Dialogi również pozostawiają wiele do życzenia. Dużo tu tekstów boleśnie przewidywalnych, jednozdaniówek rodem z kina akcji lat osiemdziesiątych i dowcipów, których założeniem było bawić, a po kilku scenach stają się żenujące, bo podobne jeden do drugiego. Natomiast pod względem muzycznym nie można filmowi niczego zarzucić, może poza fatalnie dobranym do wydania DVD kawałkiem z menu głównego (poza tym DVD nie oferuje nic specjalnego), który drażni i zupełnie nie pasuje do przygodowego charakteru całości.

Grobowiec smokaz pewnością sprawi wiele radości koneserom kina klasy B i wielbicielom Dolpha Lundgrena. Widzom, którym nie przeszkadzają wykorzystane do cna klasyczne frazesy i motywy gatunku, miejscami mdłe dialogi, czy dziurawa fabuła. Widać, że film Stylesa ma do siebie duży dystans, podobnie jak grający w nim aktorzy. Czuć między nimi sympatię i z daleka można zauważyć, że mieli po prostu duży ubaw na planie. Bohaterowie są przerysowani, wyolbrzymieni oraz okropnie uproszczeni, podobnie jak sama opowieść i "legenda" smoka-niesmoka. Kto nie lubi tego typu filmów w Grobowcu Smoka również nie odnajdzie nic dla siebie, a kogo cieszą produkcje wyciągnięte niczym z odmętów telewizyjnego kina przygodowego już wie, że to pozycja, którą warto poznać i dodać do kolekcji tuż obok Anakondy, czy Aligatora – Lake Placid.

I na koniec mały prezent od recenzentki;):



blog comments powered by Disqus