Jackie Brown 0.5 - recenzja wydania DVD filmu "Anatomia zemsty"

Autor: Redil
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
27 kwietnia 2015

Na początku roku do krajowej dystrybucji trafiło wydanie DVD filmu Anatomia zemsty Daniela Schechtera. To ekranizacja powieści Elmore’a Leonarda – człowieka uznawanego przez niektórych za literacki odpowiednik Quentina Tarantino. Zresztą, nawet twórca Pulp Fiction sięgnął po twórczość Leonarda przy realizacji filmu Jackie Brown. Wspomnienie o tym znalazło się tu nie bez powodu, bowiem zarówno obraz Tarantino, jak i omawiana Anatomia zemsty traktują o tych samych bohaterach. Cóż, odpowiedzialny za tę produkcję Daniel Schechter nie jest jednak Quentinem Tarantino. Zaskakujący może być fakt, jak z tego samego literackiego pierwowzoru i w oparciu o te same postaci można stworzyć tak bardzo różne jakościowo filmy.

Zamiast Roberta De Niro mamy Johna Hawkesa, zamiast Samuela L. Jacksona – Mosa Defa. Kryminaliści-nieudacznicy planują prosty skok na sporą kasę i zamierzają porwać żonę bogatego biznesmena i zażądać okupu. Plan udaje się spełnić tylko połowicznie, bowiem okazuje się , że mąż kobiety nie zamierza za nią zapłacić. Bohaterowie łączą zatem siły, postanawiając zemścić się na biznesmenie. W zamierzeniu jest to czarna komedia pomyłek, trochę w stylu braci Coen. O jej sile świadczą w zasadzie umiejętności nieżyjącego już Leonarda – kapitalne dialogi i intrygująca fabuła. O słabości – reżyserka nieporadność Schechtera.

Schechterowi należy zarzucić przede wszystkim to, że nie zrobił praktycznie nic, aby posklejać dostępne elementy w zachwycający produkt. Reżyser miał do dyspozycji świetną fabułę (twórczość Leonarda to w zasadzie gotowe scenariusze filmowe), utalentowaną obsadę i całkiem duże możliwości realizacyjnie. W końcu udało mu się chociażby barwnie oddać rzeczywistość Ameryki lat 70.. Aktorzy idą po najmniejszej linii oporu, a Schechter patrzy na to chłodnym okiem. Nawet najlepsze dialogi zabrzmią pusto, jeśli grający nie tchną w swoich bohaterów życia. Niestety, choć proza Leonarda to gotowy materiał na film, to jednak trzeba nie lada umiejętności, by poradzić sobie z nią na ekranie. W końcu nawet lepsi reżyserzy uginali się pod jego twórczością, żeby wspomnieć chociażby Jamesa Mangolda czy Barry’ego Sonnenfelda.

Anatomia zemsty to kino, któremu trudno zarzucić wybitne błędy. Ot, słabo zagrane, korzystające ze schematów, pozbawione polotu. To żadna zbrodnia. W końcu takich filmów każdego roku powstają setki. Można odnieść wrażenie, że Schechter i jego ekipa zwyczajnie odbębnili swoje, od początku byli świadomi jaki film robią i ani myśleli włożyć w swoją pracę więcej wysiłku. W rezultacie produkcja wyleci nam z głowy natychmiast po obejrzeniu.

Chwała dystrybutorowi, że wprowadził na nasz rynek produkcję, która nie doczekała się w naszym kraju kinowej premiery. Fani Elmore’a Leonarda mają teraz niepowtarzalną okazję, by zapoznać się z tą ekranizacją. Szkoda jedynie, że dystrybutor potraktował to wydanie bardzo pobieżnie. O wersji DVD nie można napisać nic więcej poza tym, że po prostu jest. Nie znajdziecie tutaj dodatków za wyjątkiem standardowych zwiastunów. Ci, którzy lubią po seansie zapoznać się z dodatkowymi materiałami, wypowiedziami twórców, czy możliwością zapoznania się z produkcją filmu od kulis, będą zawiedzeni. Pozostaje nam zatem cieszyć się samym filmem. 



blog comments powered by Disqus