"Lion. Droga do domu" – recenzja filmu

Autor: Korni

Jak stworzyć kandydata do Oscara

Lion Droga do domu recenzjaLubimy proste historie, które chwytają za serce. Jeśli dodamy do tego magię hollywoodzkich produkcji, które nie oszczędzają na jakości obrazu i dźwięku oraz inwestowaniu w obsadę, to mamy przepis na sukces. Czy widownia da się jednak po raz kolejny nabrać na ckliwą historię o biednym, hinduskim chłopcu, którą dobrze już znamy z wielokrotnie nagradzanego filmu Slumdog. Milioner z ulicy?

Pięcioletni Saroo (w tej roli rozkładający na łopatki Sunny Pawar) gubi się na stacji kolejowej w głębi Indii. Po mrożących krew w żyłach i wzruszających perypetiach trafia do domu dziecka w Kalkucie. Wkrótce zostaje adoptowany przez australijskie małżeństwo: Sue (Nicole Kidman) i Johna (David Wenham). 25 lat później Saroo (w roli dorosłego chłopaka Dev Patel) prowadzi życie typowego studenta: uczęszcza na wykłady, chodzi na imprezy, zakochuje się. Cały czas dręczą go jednak wspomnienia rodziny: ukochanej matki i starszego brata, z którym był bardzo związany. Postanawia za wszelką cenę odnaleźć drogę powrotną do domu.

Lion Nicole Kidman

Lion to dowód na to, że najlepsze historie pisze samo życie. Saroo Brierley to postać autentyczna, a swoje nieprawdopodobne losy opisał w książce Daleko od domu. Trudno więc powiedzieć, czy debiutujący w roli reżysera fabularnego Garth Davis miał ułatwione, czy utrudnione zadanie. Z jednej strony twórcy produkcji mieli solidną podstawę, na której mogli bazować, a z drugiej trzeba było postarać się, żeby tego delikatnego materiału po prostu nie zepsuć. Z ulgą możemy orzec, że udało się im przenieść historię Saroo na ekran wiarygodnie, bez nadmiernej pompatyczności i bollywoodzkiej bajkowości, która przebijała się we wspomnianym już filmie Slumdog. Milioner z ulicy. Nie sposób nie porównywać tych dwóch obrazów nie tylko ze względu na poruszaną tematykę biedy oraz sytuacji dzieci w Indiach, ale także z powodu tego, że w Lionie ponownie podziwiamy Deva Patela w głównej roli.

Dev, który pojawia się w drugiej części filmu jako dorosły Saroo, nie tylko wydoroślał fizycznie, ale przede wszystkim dojrzał do roli aktora. Idealnie odnajduje się grając rozdartego, młodego człowieka, który czuje, że ma dwa domy i dwie rodziny, i dla obu jest w stanie zrobić wszystko. Rola, która szczególnie zasługuje na wyróżnienie to zachwycająca Nicole Kidman, która w życiu prywatnym jest matką adoptowanych dzieci, podobnie jak jej bohaterka. Każda scena, w której się pojawia, jest bardzo emocjonalna i nie pozostawia wątpliwości że Sue, która przygarnęła Saroo, była kobietą o bezinteresownym sercu.

Lion Droga do domu

Film ma wiele scen, które bezlitośnie łapią nas za gardło i wyciskają łzy nawet najtwardszym kinomanom. Zderzenie okrutnej codzienności, w której egzystują miliony dzieci na całym świecie, z opływającym w luksusy życiem wielkich miast tworzy bolesny kontrast. Podział produkcji na dwa etapy: losy małego i dorosłego, żyjącego już w Australii Saroo podkreśla różnicę tych dwóch światów oraz doskonale tłumaczy traumę, z jaką każdego dnia musi borykać się główny bohater. Różne jest także prowadzenie kamery i muzyka, towarzysząca wydarzeniom. W pierwszej części filmu mamy skupienia kamery na obrazie hinduskiej biedy, zbliżenia wypełnione zmęczonymi dłońmi matki Saroo, a w drugiej – piękne krajobrazy i dynamiczne zdjęcia studenckiej imprezy. Całości dopełnia klasyczna ścieżka dźwiękowa.

Lion. Droga do domu to nie tylko dobra adaptacja, ale przede wszystkim świetnie poprowadzona historia. Odejmując nawet celowe manipulowanie naszymi emocjami poprzez muzykę czy montaż, losy Saroo są wzruszające same w sobie. Ten film to nie tylko dobre kino, ale kino wartościowe. Należy doceniać produkcje, dzięki której krzepiąca, ale i ważna opowieść trafi do milionów widzów na całym świecie. Czas pokaże, czy Akademia Filmowa doceni to i postawi na niezwykłą historię z życia wziętą.

Korekta: Aleksandra Wierzbińska

Gildia Filmu Poleca

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus