Normalni nienormalni

plakat filmu Normalni nienormalni

Usłyszałem kiedyś arcyciekawą opinię, że specyfikę społeczeństwa amerykańskiego, jego przesadność i dziwactwo, najlepiej oddaje równie przesadna forma groteskowej komedii. I rzeczywiście trudno się nie zgodzić z tak trafną uwagą - sam chętnie zobaczyłbym kino o Ameryce wydaniu koncepcyjnym, porównywalnym z filmami Koterskiego. Nie znaczy to, że filmów takich nie ma - wręcz przeciwnie, przypomnieć wystarczy przerażającą ilustrację rodziny z American Beauty; w podobnej konwencji utrzymane są też szydercze filmy Woody’ego Allena. I chociaż obraz Mendesa i allenowskie komedie trudno ze sobą zestawiać, to próbując przyjrzeć się im dokładniej, zauważamy jeden punkt spójny. Istotą komizmu jest tu przesada; przejaskrawienie, stanowiące też trafne narzędzie opisu. W taki sposób przedstawiania rzeczywistości wpisuje się teraz najnowsze dzieło Jonathana Daytona - Mała miss. I trzeba przyznać, że pokazuje nam obraz niezwykle trafny i ciekawy.

Historia rodziny Hooverów to właściwie kino drogi, chociaż nietypowe. Już na początku filmu poznajemy oderwanych od rzeczywistości bohaterów, których różnorodność społecznych odchyłów łączy jedna wspólna cecha - zdziwaczenie. Akcję zawiązuje moment, w którym puszysta i nazbyt ambitna siedmiolatka Olive przyjęta zostaje do konkursu Little Miss Sunshine. Rodzina pakuje więc rzeczy do rozwalającego się Volkswagena Ogórka i wyrusza w podróż na wybory małej piękności.

Streszczenie fabuły nie zachęca zbytnio przed ekrany, ale podobnie byłoby chyba ze skrótowym opisem American Beauty. Bo istoty Małej miss nie sposób uchwycić, nie zdradzając przy tym zbyt wiele szczegółów. Moc obrazu Daytona leży bowiem nie w samej historii, ale w konstrukcji bohaterów i ich podejściu do życia. Kiedy oglądamy początkową scenę filmu i przy porannym śniadaniu poznajemy kolejne postaci, nie możemy oprzeć się wrażeniu, że każde kolejne wprowadzenie potęguje poziom życiowego absurdu, obłudy i nienormalności. Rodzina wariatów - wpisani w bardziej codzienną rzeczywistość Adamsowie, których reżyser zamiast zamknąć w szpitalu na leczenie psychiatryczne, wysyła w podróż po Ameryce. I właśnie wtedy, w momencie rozpoczęcia wyprawy, film zaczyna nabierać wymiaru bardziej społecznego. Bo okazuje się, że, tak dziwiące nas wariactwo, w przedstawianym społeczeństwie jest na porządku dziennym. Rodzina Hooverów nie odstaje specjalnie od swoich sąsiadów - być może są bardziej nieudolni życiowo, ale identycznie nienormalni. Dayton wystawia Amerykanom bardzo bolesną diagnozę, chociaż, przeciwieństwie do Mendesa, kończy ją optymistycznym lekarstwem. Mała miss to film niosący w sobie leczniczą nadzieję.

Warto też wspomnieć, że obraz Daytona świetnie zespala się formalnie. Nie jest to kino świetnego pomysłu i marnej realizacji, wręcz przeciwnie. Sprawne zdjęcia, ukazujące piękny pejzaż dróg Nowego Świata, doskonale kontrastują z chłodem opowiadanej historii. Mała miss jest też bardzo dobrze zagrana - prawdziwą ozdobą są kreacje Toni Collette i Abigal Breslin. Szkoda że w przypadku Złotych Globów skończyło się jedynie na nominacjach, bo film bez wątpienia zasługiwał na nagrody - zwłaszcza w kategorii komediowej. Może gala rozdania Oskarów zrekompensuje reżyserowi niedosyt odznaczeń. Chociaż nie jest to takie pewne, bo czy można od tak zdziwaczałego społeczeństwa oczekiwać decyzji normalnych?

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus